| Walka ze szkieletem była monotonna i w pewien sposób nudna. Kolejne ciosy topora padały w tym samym tempie i z tą samą siłą. Jeden, drugi, trzeci. Krok w lewo, krok w prawo. Każdy następny coraz łatwiejszy do przewidzenia i coraz trudniejszy do sparowania z racji ubywających stopniowo sił. A mimo to drow coraz mniej skupiał się na walce. Kolejne identyczne ruchy stały się podobne do uderzeń serca lub zegara. Odmierzały czas, odmierzały życie i śmierć. To na nich spoczęła teraz jego koncentracja. Wciąż walczył i odpierał ataki, jednak robił to jakoś automatycznie, odruchowo. Czasami nie patrzył nawet na przeciwnika. Zatracał się w tym osobliwym tańcu szybkimi spojrzeniami lustrując otoczenie. Kapłan... kusznicy... łowczyni... Wciąż to samo...
W pewnym momencie poczuł, że jego sejmitar zamiast zderzyć się z ostrzem topora trafił na pustą przestrzeń. Spoglądając przed siebie spostrzegł, że przeciwnik wykonał inny manewr niż do tej pory i zamiast uderzyć z góry zaatakował z lewej. Mroczny elf w ostatniej chwili uchylił się unikając ciosu i poczuł jak toporzysko przemyka mu ponad głową "głaszcząc" go po włosach swym lodowatym dotykiem. Świadomość, jak niewiele brakowało by żywy trup pozbawił go głowy zmroziła mu krew w żyłach. Kościotrup wykorzystał jego chwilę nieuwagi by wyprowadzić kolejny cios jednak ten udało mu się już sparować. Niemal w tym samym czasie w ziemie wbiły się kolejne bełty i Nathiel zdał sobie w pełni sprawę z powagi sytuacji. Kusznicy się zbliżali, coś dziwnego pojawiło się na wodzie a on wciąż zmagał się z tą kupą kości i drutu. Co gorsza nie wyglądało na to by miał przewagę. Powoli opadał z sił, a umarlak wciąż był niezmordowany. Zdaje się, że kapłanowi również przydałaby się mała pomoc. Tylko najpierw trzeba skończyć z jednym wrogiem...
Czas grał zdecydowanie na ich niekorzyść. Należało za wszelką cenę zakończyć tę walkę tak szybko jak się da. Drow wziął głęboki oddech, zacisnął dłonie na rękojeściach sejmitarów i zbierając resztki pozostałych mu sił ruszył do szaleńczego ataku. Szkielet parował jeden cios, ale zanim zdążył się poruszyć trzy kolejne uderzały w jego korpus szarpiąc kości i stal. Z każdą chwilą odpadały od niego kolejne fragmenty zbroi i kośćca. Walka zaczęła przynosić jakieś widoczne rezultaty, jednak Nathiel wiedział, że nie wystarczy mu sił by bawić się w ten sposób przez długi czas. Trzeba było zadać jeden celny cios...
Zaczął wyprowadzać pchnięcia skierowane w centrum korpusu. Jedno zostało sparowane, kolejne chybiło celu ześlizgując się po fragmencie zardzewiałego pancerza. Elf okrążał przeciwnika szukając okazji do ataku i w końcu doczekał się. Szkielet zamierzył się do ataku unosząc topór wysoko do góry. Wojownik wykorzystał ten moment rzucając się na niego z całym impetem. Tym razem nie było mowy o pomyłce. Ostrze kierowało się do celu z zabójczą szybkością i precyzją. Do końca pozostały zaledwie ułamki sekund...
I wtedy zamiast spodziewanego uderzenia poczuł lodowate zimno i ogromną siłą, która cisnęła nim o ziemię niczym szmacianą lalką. Z lewej ręki wypadła mu broń, a w prawej udało mu się utrzymać sejmitar tylko dzięki temu, że to właśnie nim zamierzał właśnie zadać śmiertelny cios i mocno go trzymał. Zanim upadł zdał sobie sprawę, że fala wody działała równie niszczycielsko na jego przeciwnika. Kawałki kości i metalu zawirowały w wodnym wirze uderzając go i raniąc.
Po chwili wszystko się skończyło a drow w akompaniamencie fontanny wody upadł na ziemię uderzając w nią głową. Przez chwilę był zamroczony. Czuł przejmujące zimno i promieniujący ból, jednak nie od razu potrafił ustalić skąd pochodzi. Dopiero gdy jego temperatura zaczęła wracać do normy, zlokalizował jego źródło. Z jego lewego ramienia, obfitym strumieniem sączyła się krew. Nie trzeba było znawstwa by zauważyć, że rana jest głęboka i jeśli nawet nie zagraża jego życiu to poważnie utrudni mu uczestniczenie w walce.
Odkaszlnął wypluwając wodę i jakieś śmieci, która podczas tej zawieruchy dostały się do jego ust. Chcąc wstać podparł się lewym ramieniem i ból wzmógł się nie do wytrzymania. Nie chcąc upaść wypuścił sejmitar z prawej dłoni i wstał podpierający się oburącz. Podnosząc broń czuł się dziwnie i nie było to spowodowane wyłącznie bólem. To było podobne do przeczuwania zbliżającej się burzy, było jednak o wiele potężniejsze. Coś niedobrego wisiało w powietrzu...
- Wszyscy cali? - zapytał patrząc na pobojowisko i podnoszących się powoli towarzyszy. Krew spływa po jego lewej ręce docierając do palców i skapując na mokrą trawę. Nathiel nie wypuszczając miecza ścisnął ranę próbując zatamować krwawienie. Wydawało mu się, że jedna z leżących obok większych kości nieznacznie drgnęła. Przyglądając się jej uważniej dostrzegł, że wciąż delikatnie wibruje.
"Nie wiem co to, ale mi się nie podoba..."
Znów poczuł, że ma w ustach coś niedobrego i po raz kolejny splunął. Nie chciał nawet zgadywać czym była ta grudka, którą właśnie usunął z gardła. Tak czy owak niesmak pozostanie mu na długi czas...
__________________ Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę. Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei |