Ja prowadziłem - zresztą dalej prowadzę - w Polsce, konkretnie właśnie w aglomeracji katowickiej. Realne miejsca tylko pomogły w tworzeniu klimatu i przygody. Oczywiście "dobudowałem" kilkanaście miejsc, przebudowalem kilkanaście innych dopasowując je do moich potrzeb.
Muszę powiedzieć, że nie miałem problemów z cyklu "gracze nie akceptują świata", bo właściwie do tego sprowadza się stwierdzenie: "tam nie ma takiej ulicy", czy "tramwaj 10 tam nie kursuje" - jakie mogliby wygłaszać gracze po opisie GMa. Oczywiście, że niektóre fragmenty miasta gracze znali lepiej ode mnie, ale nie przeszkadzało to w grze - nawet pomagało

Mistrz i tak zawsze będzie wiedział więcej o miejscu gry niż gracze - bo to on tworzy przygodę i kreuje świat (i kto wie, ze pod supersamem na osiedlu ma heaven Nosferatu?) Gracze i tak nawet nie wiedzą wszystkiego o swoim osiedlu, nie mówiąć już o sąsiedniej dzielnicy, czy mieście - nie znam wielu "zapuszczających się" na "ciemne zakamarki" sasiedniej dzielnicy (chyba, ze ktoś lubi dostać...) i dlatego prowadzenie w miejscu zamieszkania nie różni się specjalnie od prowadzenia w odległym o tysiące kilometrów mieście...
Uważam, ze na terenach Polski da się prowadzić dobrą przygodę - to nie nazwy i miejsca tworzą klimat sesji. A Polska to taki kraj, w którym to, ze banda kiboli pobiła wychodzącytch z uniwersytetu słuchaczy (znaczy pack Sabbatu przypuścił atak na Tremerów) jest całkiem "normalne" i nikt się tym nie przejmnie; tak jak nikt się nie przejmnie kolejną aferą gospodarczą (znaczy rozgrywką pomiędzy księciem Warszawy, a biskupem Krakowa).