Reputacja: 3  | Rosario + Vampire sezon pierwszy - hmmm.... właściwie nic nadzwyczajnego. Fabuła "monstrum odcinka", plus kulminacyjna bitwa przy odcinku 13 (ostatnim sezonu). Typowy harem z ciekawym środowiskiem - szkołą dla potworów (yokai). Niestety, rzeczy idą tu typową dla haremu drogą - powoli i naokoło. Gracz RPG we mnie tyle razy ciskał się na to, że znowu ktoś nie zadał oczywistego i narzucającego się pytania w imię uratowania naiwności scenariusza, że szkoda liczyć. Ładny rysunek i zgrabne kobietki, przewidywalna i nieciekawa fabuła, słaby i bez polotu główny bohater. Muzyka średnia. Dragonaut the Resonance - czyli mecha + smoki. To anime podpada też pod "chłopiec spotyka tajemniczą dziewczynę". Zaczyna się z wykopem, świetny pierwszy odcinek niestety dalsze już tak nie porywają, a całość ma sporo wad typowych dla produkcji studia GONZO. Kobiety o piersiach, które zawstydzają melony, złych bohaterów którzy po prostu nudzą (Zabiję cię Jin! Zabiję! - i tak przez naście odcinków) no i oczywiście standard produkcji GONZO - historia z potencjałem, która jednak nie zostaje opowiedziana. Bo po co. Po zakończeniu Dragonautów z pozostawionych luzem wątków możnaby utkać sweter. Grafika niezła, choć rysunki smoków pozostawiają niedosyt lub dziwią niezgrabnością (Amadeus, Howling Star). Muzyka ok, z paroma dobrymi kawałkami. Nawet niezły motyw romansowy, choć nic wielkiego. Dragon Drive - Oozora Reiji choć wygląda na nic niewartego ma w sobie ukryty talent, który objawia się w wirtualnej rzeczywistości gry Dragon Drive, gdzie wylosowany przez Reijiego smok okazuje się być jednym z najsilniejszych. Smoki mecha, potem dorzućcie jeszcze światy złączone i parę naprawdę naiwnych przedłużeń scenariusza o dodatkowych naście odcinków, polegających np. na tym, że główny zły ucieka, bo dobrzy goście mają przewagę liczebną więc decydują się wycofać by się przegrupować.
Przewidziane dla młodszych dzieci, może takich co mają 13 lat lub mniej. Nieco stara kreska, ale ogólnie niezłe. Nie oczekujcie jednak nic szczególnego, animacja walk to widowisko światło-dźwięk plus okazjonalny pokaz slajdów, muzyka się często powtarza (nawet OP zdołał mi się znudzić, a zły nie jest) zaś zmiany postaci polegają na docenieniu mocy przyjaźni (i nic więcej). I o przyjaźni to jest anime: idealistyczne, dość naiwne, z fabułą szytą grubymi nićmi. Nic szczególnego, ale przez to, że nie bierze się toto na poważnie - niezłe. Ah! My Goddess! Seria ma dwa sezony i stanowi niezłą ekranizację mangi, choć o pozmienianej kolejności. Oto Keiichi Morisato znienacka zostaje zaskoczony, gdy z lustra wychodzi kobieta, która przedstawia się jako bogini i pyta czy ma jakieś życzenie, bo jest na tyle dobrym człowiekiem, że zasłużył sobie na jedno. Ale tylko jedno, natomiast dowolne (za skalę babka podaje bycie multimilionerem - zniszczenie świata). Morisato po krótkiej rozmowie z nią wyraża życzenie, by z nim została i dalej jest o ich perypetiach. Większość fanów anime kojarzy o czym to jest, przejdę więc do moich trzech groszy w temacie.
Nic specjalnego. Parę odcinków było ładnych, dwa nawet potrafiły trochę wzruszyć, ale związek Belldandy i Keiichiego jest polukrowany do imentu i dość sztuczny z racji swej oczywistej nierówności. Jestem pewien, że Keiichi ma swoje dobre strony, ale tak niewiele ich widać, że ciężko było mi dostrzec w nim partnera dla Belldandy. Dla uwiarygodnienia sprawy scenarzysta uczynił z Bell naiwną świętą i dodał jej uwarunkowanie - jest szczęśliwa jeśli życzący sobie (Keiichi w tym przypadku) jest szczęśliwy. Jest tylko jeden problem - związek taki nie polega na miłości w mojej opinii, ale na czymś innym, a zaprzeczenia Belldandy - która mówi, że nie zostaje z Keiichim ze względu na kontrakt i życzenie - pozostają tylko słowami.
Cóż, może po prostu pierwsza tego typu komedia do mnie nie trafia z racji przesadnej naiwności (złym, oj złym uczynkiem jest przejście na czerwonym, będziesz smażyć się w piekle na wieki) ale nie odmówię jej ładnego rysowania postaci, rzetelnej animacji, paru ciekawych pomysłów czy postaci (Urd, Hild, Megumi) oraz arcyoryginalnej piosenki otwierającej drugi sezon. Kobza i japońska piosenkarka do niej śpiewająca - robi wrażenie. Deltora Quest - pierwsze rzetelne fantasy anime jakie widziałem od czasu... Jakie widziałem. Oczywiście, na razie widziałem raptem 12 odcinków, bo więcej takich z napisami nie ma na necie (licencjonowana seria). Anime na podstawie książek australijskiej pisarki. Książki dla młodocianych, anime też na tą półkę - oto Lord Cieni zniszczył chroniący królestwo artefakt, siedem kamieni z tego artefaktu rozproszył po świecie, a bohaterowie szukają. Nic szczególnego? Jasne, ale zrealizowane z wdziękiem i sensownie - choć kreska w moich nie-dziecięcych oczach pozostawia nieco do życzenia. Ocena wstępna, dobre. Zobaczę czy się mi później zmieni pogląd. |