The last sentinel
Akcja / Postapo
Z racji, że jestem chory i średnio mi wychodzi nauka, przejrzałem półkę z filmami na której jakimś cudem ostał się ten postapokaliptyk. Niewiele myśląc wrzuciłem płytkę do napędu i (pomijając dawkowanie leków) wlazłem pod kołdrę by wygrzać się 1.5h oglądając to 'coś'.
'Coś' bo naprawdę ciężko to zaklasyfikować. Z jednej strony pierwsze wrażenie film robi rewelacyjne - samotny żołdak, jego gadająca spluwa i fruwające śmieci w resztkach miasta. Mało oryginalne, gdy dochodzą do tego modyfikowani genetycznie żołnierze oraz 'technologia, która wyprzedziła człowieka'. Innymi słowy - toster ewoluował i zbuntował się przeciw gospodyni. Może i kopia terminatora połączonego z pierwowzorem I'm legend, ale... jakoś przypadło mi do gustu.
Po raz kolejny człowiek staje przeciw robotom, które sam stworzył. Po raz kolejny jest ten Jedyny, który poznaje swoją Jedyną, by stanowiąc już Parę pobić Setki. To tak w skrócie, bo po drodze był jeszcze pies i historia bohatera. Mimo to, jeszcze mi się podoba, jak każdemu maniakowi postapo.
Ale są zgrzyty, których nie przeboleję.
Pomysł na realia był przedni, ale oprawę spier...niczono dokumentnie. Pominę milczeniem grę aktorów, zwłaszcza głównego sztywniaka (można go w teorii wybronić "wychowaniem"), ale reżysera i scenarzystę wysłałbym do rąbania tajgi na Syberii. Dialogi są nieznośnie patetyczne, propagandowe spoty są takimi gniotami aż zęby bolą, zaś w przypadku scen akcji widać, że ktoś miał pomysł, ale za diabła nie wiedział jak go upchnąć w filmie. Ja rozumiem, że przeciwnicy są tylko po to, by zbierać baty... ale na miłość boską! Nawet w Kill Billu nie stali oni w kolejkach w oczekiwaniu na swoją działkę ołowiu mając w tym samym czasie lufę wycelowaną w plecy głównego bohatera/jego samicę. I takie coś zniewoliło ludzkość
Nawiasem mówiąc, kilka wątków jest niewyjaśnionych (być może przegapiłem lub są to zwyczajne wpadki). Dla tych co obejrzą film po mnie, może znajdą odpowiedzi:
- Jak ma na imię "samica"?
- Co to za zaraza przeorała ludzkość (nie jest to raczej metafora dronów)?
- Jakim cudem przeżył pies?
- Jak Tallis przeżył wybuch będąc 5cm pod taflą wody (pomijam wystające nogi)?
- Co samica ma na sobie gdy przeżywa postrzał w pierś bez zadrapania?
- Jak on (Tallis) nadal nie wierzy w swoje szczęście?

- Dlaczego obecna medycyna nie leczy ran postrzałowych przy pomocy mokrego wacika i przecierania nim twarzy? Przecież to stawia trupa na nogi nawet.
Reasumując: naprawdę duży potencjał (a przynajmniej wg. mnie takowy był) został zmarnowany. Nie przemyślano scen, nie dopracowano i zastanawiam sie, czy w ogóle obejrzano go przed wypuszczeniem do kin.
Jeśli ktoś lubi postapo - przeżyje ten film i być może znajdzie trochę inspiracji na sesje. Inni mogą sobie Sentinela spokojnie darować bez poczucia straty.
Moja ocena: 3/10. I mały + za to, że to pierwszy film, w jakim kobieta nie ma makijażu (pani naukowiec nie liczę, bo nie widać).