Reputacja: 4   | Pobyt w dobrach Hidemichi-sama Hotaru spędził w ogrodach, na zabawach z małą San oraz rozmowach z przypadkowymi ludźmi. Zwiedzając urocze ogrody młodzian nigdy nie pozostawał jednak sam. Zawsze były przy nim dwie osoby, jego podopieczna i nieodstępujący go - niczym cień - yojimbo.
Może dlatego, kiedy gospodarz zdecydował się zawezwać go przed swoje oblicze, a jego uprzejmi strażnicy przekazali zaproszenie tylko jemu, Kitsuki Kin Hotaru poczuł się samotny, nawet wędrując w towarzystwie.
"Bayushi, Kakita i Akodo. Mogło być lepiej."
Uświadomiwszy sobie, że wśród jego towarzyszy nikt nie nosi fioletowych kolorów, młodzian uśmiechnął się w myślach.
"Lub gorzej. Nie ma co narzekać. Na razie."
Białe lampiony oraz kartki i kadzidła modlitewne, białe wstęgi wiszące na gałęziach. Biel - kolor śmierci - dominował w ogrodzie. Nie od dziś zresztą, ale od momentu, gdy powróciło ciało młodego Smoka. Żałoba spowiła cały dom, wyjąwszy może ogrody. Nawet śmierć Cesarza nie potrafiłaby spowić żałobą natury, i był to jeden z powodów, dla którego Hotaru tak często w ogrodach przebywał.
Odgłosy walki tym głośniej brzmiały w cichym ogrodzie, przykuwały uwagę. Nawet przy miernych zdolnościach, Hotaru spoglądnął na walczących, zwłaszcza skupiając się na samotnie walczącym szermierzu, którego obserwował wykorzystując szkolne nauki. W pewnym momencie nawet za wachlarzem chciał zadać pytanie swemu yojimbo... tego jednak przy nim nie było. Cicho westchnąwszy, co można było odczytać jako wyraz podziwu, zaobserwował zwycięstwo pana Arashi, notując w myślach pytanie na później.
"Oto syn, który bez trudu uda się w ślady ojca", pomyślał Hotaru widząc grację ruchów wojownika. Jasnym było, że to dlań nie pierwszyzna. Zatem ojciec nie pozostawał całkowicie osierocony. "Oto uśmiech Jizo*."
Widząc ciało, Hotaru zwęził oczy i lekkim ruchem rozłożył piękny, grawerowany wachlarz, w rozmaitych odcieniach złota. Prezent od ojca na dziesiąte urodziny mógł przydać się także i tutaj. Chłopak skłonił się daimyo głęboko, zafurkotały rękawy szaty, wachlarz na tle zieleni błysnął odbiciem zabłąkanego promienia. Gdy młody Kin wyprostowywał się, miał nienaganną postawę, brązowe oczy spokojnie spoglądały znad wachlarza, zaś młody dyplomata wiedział, że niczym nie zdradził swoich myśli. Nie zwlekając, zajął miejsce najbardziej po lewej, co dawało mu możliwość obserwacji wszystkich w pomieszczeniu.
Nie niepokoiła go magia, ale chęć zachowania ciała. Edykt Cesarski nakazywał palenie ciał wysoko urodzonych. Choć umysł Kitsukiego z miejsca podsunął co najmniej tuzin powodów, dla których ciało powinno jeszcze pozostać nietknięte; to jednak była to rzecz ważna.
Kitsuki z szacunkiem skłonił się nowo poznanym samurajom, choć przewidywał, że przewyższa ich statusem. W rodzie Kitsuki jego rodzina była szeroko znana i zasłużona na tyle, by uzyskać własne miano rodowe i mon. Tym niemniej spoglądał na każdego z przedstawianych uważnie, starając się dowiedzieć jak najwięcej już w pierwszym spojrzeniu.
Bayushi Eriko. Akodo Isamu. Kakita Ayame. Każde imię zostało zapamiętane, przy każdym bogato odziany młodzian szperał w pamięci oraz zasłyszanych plotkach, szukał informacji w swoich niedawnych rozmowach w ogrodzie.
Czwarty uczestnik był zgoła niespodzianką i ogłoszenie daimyo wywołało lawinę myśli w głowie młodego Kitsuki. Szczęściem, nietypowe oświadczenie poprzedzało dłuższą chwilę ciszy, którą Hotaru wykorzystał na podsumowanie dotychczasowych informacji, opatrując je koniecznymi do zadania pytaniami.
"Zamordowany syn wielkiego pana. Gdzie? Kiedy? Skąd wiadomo, czy to mord? Czy będzie można obejrzeć ciało? Kiedy pogrzeb? Napastnik - więc mężczyzna - został opisany, zatem widziano go. Kto? Kiedy? Czy można z nimi porozmawiać? Blizna na czole, jest rwana, czy gładka? Od cięcia, pazurów, upadku, czy ognia? A może to efekt nieudanego tatuażu, bądź tortur? Uchodzi w kierunku ziem Jednorożca (mój pech, że akurat tam, ale nawet jej ludzie nie mogą być wszędzie), czy wysłano pościg? Czy dostaniemy tropicieli? Mamy odzyskać miecz... jaki miecz? Jak go poznamy? Czy ktoś z nas jest miecznikiem? Co z ochroną dla dziedzica? Czemu on jedzie z nami? Wreszcie, kto jest wrogiem rodu?"
Nie tylko jego trapił ostatni problem. Pani Kakita zabrała głos w tej sprawie w sposób tak bezpośredni, że Hotaru na moment zesztywniał. Jako gość nie miał prawa zabierać głosu na takie złamanie etykiety, zwłaszcza w obecności daimyo, jego syna i ich ludzi. Ciekaw jednak był, czy zagranie Kakita-san podyktowane było jakąś wiedzą, bezczelnością, nieznajomością etykiety, jej statusem (który musiał wtedy być naprawdę wysoki) czy może krabią wręcz bezpośredniością. I jaką wywoła reakcję. Warkocz spłynął na lewe ramię, dłoń mężczyzny mimowolnie chwyciła za jego koniuszek. Poufałość z jaką ta dama zwracała się do daimyo, była poufałością znanego od lat doradcy. Ulubionego samuraja a nawet krewniaka. Nie widzianego i poznanego niedawno gościa. Kim była więc Kakita Ayame?
Brązowe oczy wpiły się w twarz samurai-ko Kakita. Kin uprzejmie czekał z własnymi pytaniami, aż udzielone zostaną odpowiedzi na pytania kobiety. * Jizo - Fortuna Miłosierdzia, uśmiech Jizo = uśmiech losu |