| Rozkaz z „Mercurego” wydawał się wreszcie kończyć niezręczną i potencjalnie niebezpieczną sytuację. Lindstrom skinął głową oficerowi łączności.
- Do „Mercury”: zrozumiałem, wykonuję. Proszę o pozwolenie na dokonanie oględzin stanu technicznego okrętu przez powracającą parę dyżurną. Do CAP: natychmiast wracać na perymetr obrony bliskiej „Atheny”. Zablokować, powtarzam: zablokować spusty. Po dokonaniu przelotu dla oceny stanu technicznego okrętu zadokować.
- Sternik: obrócić okręt o 180 stopni. Kierunek: nasz punkt wejścia do systemu. Prędkość: 1/3.
Do XO pułkownik rzucił krótko:
- Poruczniku, ogłosić czwarty stopień gotowości bojowej.
Pamiętał to miejsce, ten sektor, z czasów, gdy nosił jeszcze czarny mundur marines. Czterdzieści lat temu. Podczas wojny. Nie umiał powiedzieć, co skłoniło go do wybrania tego miejsca na spotkanie z admirałem Mananem. Mógł przecież podać dowolne inne koordynaty. A jednak…
Bliskość innych okrętów kolonialnych nie napawała go spokojem. Zupełnie, jak gdyby dawny, wcale przecież nie pokonany przeciwnik czaił się gdzieś szykując ludzkości piekielną niespodziankę. To właśnie dlatego przetrzymał parę dyżurną w powietrzu pod pretekstem oględzin okrętu po ćwiczeniach. Mały wybieg, przeciw któremu admirał, miał nadzieję, nie będzie protestował. Był też ciekaw co takiego zdarzyło się akurat w tym sektorze, że admiralicja zastosowała takie środki ostrożności. Trzy okręty grupy admirała Clarka za jego kadencji w Sztabie Głównym Floty stanowiły odwód strategiczny. Jego obecność tutaj potwierdzała słowa komandora Stavrina. Równocześnie wiele mówiąc o nagłym charakterze tutejszych kłopotów. Co tu się zdarzyło?
__________________ "Candyman, Candyman - black Nosferatu" :)
Ostatnio edytowane przez Lindstrom : 04-22-2008 o 19:35.
|