Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-23-2008, 17:08   #22
kset
 
Reputacja: 3 kset wkrótce będzie znanykset wkrótce będzie znany
$: 127 850



Miasto powoli nikło za Waszymi plecami, przed Wami roztaczał się widok na nowe tereny i nowe przygody. Jechaliście nieco ospale być może z powodu ostatnich treningów a być może z powodu miasta, które jakby dziwnie usypiało Waszą ostrożność…

W drodze do Kurta nie sposób było nie wymienić choćby kilku podstawowych informacji związanych z tą podróżą. Wspólnie wydedukowaliście, że mało kto cokolwiek wie o całym tym Kurcie, oprócz tego, że narobił sporego bałaganu w mieście Bogenhafen. Co dziwniejsze, przyszło Wam wyruszyć do niego (lub w pobliże) w zbliżonym czasie i niemal wszyscy na skutek przegranej gry. Cień podejrzeń przeszedł co poniektórym przez głowy, gdy uświadomił sobie, iż równo dwa tygodnie temu wszyscy przybyli do miasta, tak jakby ktoś lub coś próbowało Was ze sobą związać, a może już dawno byliście związani, tylko jeszcze o tym nie wiedzieliście?

Zielona równina, jedynie w części użytkowana rolniczo, wkrótce zaczęła w coraz większym stopniu zarastać drzewami. Początkowa jazda nawet we trójkę po jakimś czasie była już nie możliwa. Pomimo to mieliście dość dobrą widoczność, co dawało pewne bezpieczeństwo. Natura żyła sobie spokojnie, nie zwracając specjalnej uwagi na jeźdźców, pierwszymi ofiarami tej ułudy padły dwa zające ustrzelone przez Turgasa i Alandera. Gdy mag wracał ze zdobyczą czuć jeszcze było swąd przypalonego futra.

Rozmowy raczej nie kręciły się wokół poważnych problemów czy zwierzeń. Pomimo wymiany zdań, jakie następowały pomiędzy Saline, Walnarem i Turgasem wszyscy raczej pilnowali własnego nosa… no może z wyjątkiem Kathryn, której komentarze bądź pytania zdawały się być specjalnie kierowane, nawet uprzednio prowokowane. Ponieważ dostało się od niej chyba każdemu, nikt nie czuł się jakoś specjalnie pokrzywdzony, czy wyróżniony przez iluzjonistkę. Gdyby ktoś znał ją lepiej, byłby pewien, że i tak trzymała swe docinki na wodzy i tego dnia nie przesadzała, jak to zwykle miewała w zwyczaju.

Ciepłe promienie słoneczne szybko nagrzewały kolejne warstwy metalu. Osoby ich pozbawione z ulgą spoglądały w kierunku rycerza, który musiał w środku dnia nieźle się napocić. Wyglądał jednak na przyzwyczajonego do tego typu uciążliwości.

Nużąca jazda została zastąpiona przez burzę nerwów, gdy doszło wreszcie do rozbicia obozu. Nikt nie garnął się do roboty, każdy wyczekująco spoglądał na pozostałych oczekując deklaracji typu: pozwólcie, że ja się tym zajmę… Nikt też się jej nie doczekał. Kathryn tak rozmowna podczas podróży, ochoczo zabrała się do rzeźbienia w korze, podczas gdy reszta ustalała kolejność wart i obozowe zadania. Właściwie po chwili „narady” i tak zajęliście się wszystkim na własną rękę. Mag zaoferował rozpalenie ognia – przy czym reszcie nakazał stanowczym tonem ( choć dla niego była to niemal prośba), by nie babrali się z drobnym chrustem, lecz nazbierali pokaźne gałęzie. Chwilę później płonęły zajmując się ogniem od dłoni maga.
Kobiety niespecjalnie garnęły się do gotowania, obie przyzwyczajone były raczej do tego, że to im gotowano. Jednak kiedy Walnar zajął się końmi, każdy poczuł chęć do dołożenia własnej cegiełki ( Kathryn bardziej z nudów niż z powinności) . Rycerz nie musiał nikomu tłumaczyć, że właściwie robi co lubi i czego jest nauczony – mniej czasu poświęcając oporządzaniu koni a więcej na badaniu ich celem zaspokojenia zawodowej ciekawości.
Turgas zaskoczył zaś wszystkich konstrukcją ogniska, rożna i rozplanowaniem obozu. Najwyraźniej miał do tego smykałkę, dzięki czemu szybko i równo płonął ogień, na którym piekące się zające przyjemnie pachniały.

Tymczasem podróżująca samotnie trubadurka zdołała odpowiednio o siebie zadbać. Zawód myśliwego, wykonywany bardziej dla przyjemności niż z potrzeby, dał jej wystarczające przeszkolenie, aby samemu sobie radzić. Zdołała nawet upolować zająca po drodze, którego z wprawą oporządziła. Jedyną dostrzegalną różnicą pomiędzy rozbiciem obozu była większa ilość czasu, jaką zajęło jej przyszykowanie wszystkiego. Tam gdzie inni podzielili się jakoś obowiązkami, tam Tishalulle musiała wszystko robić sama. Nie śpieszyło się jej jednak, czas jakby się zatrzymywał przy takich samotnych podróżach. Nieco gorzej było ze snem, świadomość odbywanych wart kojąco działała na grupę. Bardka musiała po prostu spać czujnie, choć wcale nie było to proste, wyczulony zmysł wojownika i wrażliwość na dźwięki barda, sprawiały, że co rusz budziła się i nerwowo zaciskając dłoń na rękojeści miecza rozglądała się wokół próbując ogarnąć mrok nocy. Ognisko było przygaszone, dla samotnego podróżnika było zbyt niebezpieczne, co prawda płonący ogień odstraszał dziką zwierzynę, ale to nie ona siała postrach na dzikich terenach. Znacznie gorsze były inteligentne, choć okrutne rasy – choćby gobliny. Zostać przez coś napadniętym w trakcie snu raczej nie wróżyło przeżycia, a instynkt samozachowawczy działał. Pomimo niechęci do większej grupy, trubadurka nie raz tej nocy zastanawiała się czy nie lepiej było jej obozować wraz z innymi. Każde nocne przebudzenie tylko utwierdzało ją w tej myśli.

Nad ranem prostując kości nie mogła stwierdzić, aby była wypoczęta, choć jak zwykle medal ma swoje dwie strony, nieprzespana noc, zaoszczędziła jej trudów walki, jaką niedługo musiała stoczyć jadąca przed nią grupka.
[ukryj=obce]

Umysł kapłana był twardy, mroczny i chropowaty, przynajmniej te określenia najbliżej pasowały Ci do tego co czułaś. Jego struktura była dość twarda, trudna do przebicia, czego nie można było powiedzieć o Saline. Ona z kolei zdawała się być bardziej płynna, zmienna, jakby do końca jeszcze nie ukształtowana. Czuć jednak było twardość jej myśli czy postanowień, które niczym nagie miecze pilnowały integralności jej umysłu.
Mag stanowił pewne wyzwanie, skorupa, którą się otoczył dość silnie osłaniała także jego umysł – choć ciężko byłoby go zgłębić z praktyki wiedziałaś, iż Ci którzy otaczają się skorupą najczęściej nie kryją pod nią pięknych rzeczy…
Najspokojniejsze drgania wydzielał jednak Rycerz – choć gdy zgłębiłaś jego wnętrze odkryłaś, że to raczej on ma najsłabszą strukturę, choć z pozoru najsilniejszą. Prawdopodobnie przeszłość odcisnęła na nim większe piętno niż gotów był się nawet przed samym sobą przyznać.

Wpojona ostrożność sprowokowała Cię do orzeźwienia umysłu, aby przyjrzeć się sobie samej. Dzięki temu dostrzegłaś u innych pewien drobiazg, który jednak na chwilę przykuł Twoją uwagę. Odniosłaś na moment wrażenie, jakby prześwit czaru – dobiegający od Twoich towarzyszy. Trzeźwość trwała jednak zbyt krótko, a przy tym jeszcze poświęciłaś ja na badanie własnego stanu, byś mogła twierdzić coś więcej o swoich towarzyszach.
[/ukryj]

GDZIEŚ…LECZ NIE WIADOMO GDZIE


Ciemne pomieszczenie, rozświetlone blaskiem świeczki okrywało w mroku stojące naprzeciw siebie, zakapturzone postacie.

- Więc mówisz, że wszyscy już wyruszyli? Bardzo dobrze, teraz spróbuj ich porozdzielać, tylko pamiętaj, żadnych osobistych interwencji. Tamci mogą zauważyć, że nie gramy uczciwie…

Na moment zapanowała pauza, ciszę przerywał miarowy stukot przypominający dźwięk opadających na posadzkę kropli.

- Czy nie lepiej nasłać na nich silniejszych przeciwników dopóki jeszcze nie są tak silni jak to przepowiedziano? Zapytał niższy wzrostem zakapturzony. Głos miał piskliwy – różniący się od metalowego basu, jaki wydawał szef.

- Nie, to było by zbyt oczywiste, przy takich akcjach zostaje za dużo śladów, pamiętaj, że nie gramy z głupimi istotami, a stawka jest zbyt wielka na popełnienie jakiegokolwiek błędu. Poza tym wiesz co by zrobił nasz Pan gdyby dowiedział się o porażce? Męki piekielne byłyby rajem w porównaniu z tym co nas czeka…
Póki są nieświadomi tego co ich czeka, są niemal bezbronni przed naszymi akcjami, ale to nie potrwa długo, wiesz dobrze jakie siły maczają w tym palce.


- Rozumiem panie.

Niższa postać zabrała świeczkę i oddaliła się murowanym korytarzem, pozostawiając drugą postać w całkowitym mroku.
 

Ostatnio edytowane przez kset : 06-04-2008 o 17:34.
kset jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem