| Albrecht podskoczył na krześle kiedy Snorri uderzył pięścią w stół. Spojrzał na niego i poczuł, że serce podchodzi mu do gardła. W oczach szalonego krasnoluda widać było chęć mordu. Monolog przez niego wypowiedziany, tylko potwierdził przekonanie Albrechta o tym, że jego życie może się skończyć na obuchu młota krasnoluda. Wraz ze zbliżaniem się Snorriego, Albrecht czuł że maleje. Najchętniej znajdował by się teraz z powrotem w swoim pokoju, ale nie miał jak uciec. W przeszłości już nie raz tak mu grożono i tylko jego wrodzony refleks pozwalał mu na wyjście z takich sytuacji, ale tym razem chyba nawet to by nie pomogło. Postanowił wiec uspokoić trochę krasnoluda.
- Nie mam pieniędzy, żeby postawić ci śniadanie. Ledwo starczy na to co sam zamówiłem. Poproś Lilawandera może on za ciebie zapłaci - powiedział roztrzęsionym głosem i ugryzł się w język. Zdaje się, że powiedział o jedno zdanie za dużo. Zauważył podnoszącą się pięść Snorriego i zamknął oczy. Rozbrzmiał huk uderzenia, ale Albrecht nie poleciał do tyłu, ani nie czuł żadnego bólu. Powoli otworzył oczy i zauważył, że krasnolud uderzył w stół tuż koło jego talerza. Klecha odetchnąl z ulgą i mimowolnie odsunął się wraz z krzesłem od krasnoluda, nie tracąc go z oczu i będąc gotowym na unik wrazie potrzeby.
__________________ you will never walk alone |