Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-27-2008, 11:18   #23
Dhagar
 
Dhagar's Avatar
 
Reputacja: 2 Dhagar jest na bardzo dobrej drodze
$: 14 023
Dzień minął dość szybko i był raczej nudny. Krótkie rozmowy z innymi podróżnikami na tematy bez tematu. Docinki "Katiki", na które nie zwracał większej uwagi i powoli zbliżający się wieczór, gdy zatrzymali się na popas. Rozbijanie obozu poszło dość sprawnie. Tan Walnar skinął głową na Turqasa, który mu pomógł ze zbroją. Cóż, był jego gwardzistą i to mogło się mieścić w jego obowiązkach ale należało by chyba pomyśleć o giermku na przyszłość. Uśmiechnął się lekko na widok pomagającej mu w rozkładaniu namiotu el Saline na równi z Turqasem. Myślał przez chwilę czy czasem nie zaproponować jej miejsca na noc w jego namiocie, ale widząc, że dziewczyna również ma namiot nic nie rzekł.
Upolowana zwierzyna była dobrym zakończeniem pierwszego dnia wędrówki. Smażone mięso miało swój niepowtarzalny urok, jak zawsze gdy się je jadło będąc w podróży. Posiliwszy się zniknął w namiocie i zasnął spokojnym snem.
Noc była w pełni gdy wstał obudzony przez swego gwardzistę na zmianę warty. Potrząsnąwszy głową napił się wody, by przegonić resztki snu. Zarzuciwszy kolczugę jedynie sięgnął po pochwę z mieczem i zaczął swoją wartę. Nie umknęła mu uwagi oczywiście obecność siedzącej przy ognisku "Katiki".

- Nie możesz spać czy też miewasz koszmary, które na sen nie pozwalają ? - spytał przyglądając się dziewczynie przez chwilę.

- Popełniłeś błąd logiczny. Twoja wypowiedź nie powinna być sformułowana jako alternatywa. To bardziej relacja wynikania. Mam koszmary, więc nie mogę spać. Tyle tylko, że nie mam. - kąciki ust Kathryn uniosły się w lekkim uśmiechu, pozbawionym jednak właściwej dla niej ironii.

- Można mieć koszmary i przez nie spać. Można też nie móc zasnąć z powodów czysto naturalnych jak naprzykład mokra trawa lub kamieniste i niewygodne podłoże. - rozejrzał się po obozowisku i przysiadł po drugiej stronie ogniska opierając miecz na zgięciu ręki. - Zdaje się, że nic się nie zmieniłaś od czasów gdy byłaś wybranką tan Denthora "Katiko".

Kobieta zmrużyła lekko oczy. Strzał w widoczny sposób oddany był na ślepo - Katika wydawała jej się równie odległa, jak z dawna zapomniany sen; nie zmieniało to jednak faktu, że tych dwóch imion nie spodziewała się jednak usłyszeć w tym miejscu i tym czasie.
- Dlaczego o nim mówisz?

- To mój wuj. Kiedyś wspominał o tobie, jak to w młodości wędrował ze swą miłością a raczej kochanką Katiką. Nigdy nie mógł się zdecydować do końca, choć faktem było że byłaś kimś ważnym wtedy dla niego. - przyglądał się jej reakcji spokojnie - Poznawszy twe imię w karczmie postanowiłem gdy nadarzy się okazja dowiedzieć się o tobie czegoś więcej.

Kathryn przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu, po czym roześmiała się cicho. - Po co?

- Jak sama to kiedyś ujęłaś, z niezdrowej ciekawości. Co innego słyszeć o tobie z opowieści, a co innego rozmawiać z tobą twarzą w twarz. - dołożył trochę drwa do ognia rozgrzewając na nowo gasnące ognisko.

- Proszę, proszę, nie spodziewałam się, że będą jakiekolwiek o mnie opowieści.

- Wszystko raczej jako rozmowa w rodzinie. Ale może ty el Kathryn mi opowiesz jak to naprawdę było między wami ? I co cię w ogóle pchnęło w dalszą drogę.

- Ach, więc mam powiedzieć komuś całkowicie obcemu coś, czego Den nie powiedział członkowi rodziny? Dlaczego miałabym to zrobić?

- Nie wiesz co mógł a czego nie mógł powiedzieć mi Denthor. Zatem nie wiesz też czy coś mi zdradzisz. A co do powodu zaś. Zawsze jest wybór co zrobisz a co nie nieprawdaż ?

- Nie wiem. I właśnie dlatego, nie powiem ci nic. Zaufam osądowi Dena w tej sprawie i uznam, że wiesz tyle, ile powienieneś wiedzieć. A jeśli okaże się, że wiesz za dużo, to pojadę i... - skrzywiła się lekko. - Czy on żyje jeszcze?

- Jak najbardziej - uśmiechnął się lekko - I można rzec, że wiem wszystko, czego chciałem się dowiedzieć.

- To, że tak mówisz, świadczy najlepiej, że nie wiele wiesz. - Oparła brodę na złączonych dłoniach. - Kim on jest teraz?

- Jest właścicielem zamku i sporego kawałka terenu wokół, włacznie z warowną wioską.

- Dla ciebie naprawdę majętności ziemskie określają to kim człowiek jest, czy po prostu nie pomyślałeś nad tym, co mówisz?

- Sądziłem, że dobrze wiesz kim jest skoro byłaś mu bliska. Ale jak słyszę teraz sama pytasz o to mnie abym ci zdradził. -
spojrzał w ciemność, potem uśmiechnął się z lekką złośliwością. - Jesteś dla mnie obcą osobą, nie wiem czy powinienem to zdradzać komuś, kto nie jest z rodziny.

- Kto cię, chłopcze, retoryki uczył? Bo przecież Den nie zaniedbałby tego aż tak straszliwie. Wybacz szczerość, ale nie dziwię się już, że jesteś na szlaku, a nie na salonach - rozdziobaliby cię tam jak kruki padlinę.

- Oh, wręcz przeciwnie, wuj dobrze mnie wyszkolił. A co do bywania na salonach. Niewiele miałem na nie czasu. - pojedynek słowny zdawał się lekko wymykać spod kontroli Walnarowi. Mimo to kontynuował rozmowę balansując jakby na krawędzi. Nie mówił jej wszystkiego ale przecież nie znał jej prawie wcale, a poza tym lepiej było zachować coś dla siebie.

- To czemu przynosisz wstyd jego naukom popełniając tak banalne błędy?

- Gdy nie ma się na co dzień bytności salonowych można się zapomnieć. Można nie zwracać na nie uwagi.

- Nie powinieneś się tak zapominać - szczególnie, że tutaj masz tyle samo do wygrania. Nie widzisz tego?

- Cóż takiego mogę wygrać na salonach co jest równe temu co wygram zdobywając tutaj ?

- A co takiego chcesz wygrać w ogóle? W co mierzysz?

- W skarb, który zaginął dawno temu, w potęgę którą mogę zdobyć dzięki niemu i tej wyprawie. A to dopiero początek.


- Czym dla ciebie jest potęga?

- Gdy ktoś na dźwięk twego imienia zaczyna obawiać się o swe życie, gdy opowieści o twych czynach rozbrzmiewają w wielu miejscach, gdy masz siłę, dzięki której dokonujesz niespotykanych czynów, gdy u twych stóp leżą pokonani wrogowie a inni oddają ci pokłon. -
przez głowę przemknęły mu obrazy snu, tego co widział, wizji przyszłości...

- Krótko mówiąc, twoje marzenie o potędze sprowadza się do możliwości zabijania z taką łatwością, z jaką rzeźnik zabija bezbronne zwierzę. Ale to... mało. Tak ujęta potęga bardziej pasuje do roli narzędzia, którym można się posłużyć, by osiągnąć coś, do środka więc a nie do celu jako takiego.



- Gdy ktoś podąża tylko ścieżką walki i siły wtedy można określić to drogą rzeźnika zabijającego zwierzę, narzędzia. Chyba, że ta walka współgra z działaniami bardziej subtelnymi.

- Czyli, jeśli dobrze cię rozumiem, jeśli rzeźnik będzie, od czasu do czasu, zachowywał się odrobinę bardziej subtelnie, rzeźnikiem być przestaje?

- Nie. Taki rzeźnik dąży do celu po trupach. Nie zważa na spotykanych po drodze sprzymierzeńców, sługi, wrogów czy też przypadkowych podróżnych. Poświęca wszystko i wszystkich byle dopiąć swego.
Ale ty jak widzę dokładnie tak zinterpretowałaś me słowa o potędze uznając mnie za takiego rzeźnika.

- "Gdy ktoś podąża tylko ścieżką walki i siły wtedy można określić to drogą rzeźnika zabijającego zwierzę. Chyba, że ta walka współgra z działaniami bardziej subtelnymi" - Kathryn zacytowała słowa Walnara. - Jest to więc dalej rzeźnik, tylko taki, który potrafi pewnych rzeczy dokonać z finezją. Zresztą... - machnęła zniechęcona ręką. - Twoja słabość polega na tym, że jesteś mało precyzyjny w wypowiedziach, niedbały wręcz. Dla ciebie zdanie to prosta nić, na którą nawlekasz koraliki słów, nie myślisz o jego wewnętrznej konstrukcji, o możliwych znaczeniach, o jego jasności. Wypowiadasz słowa bez namysłu, a wraz z momentem, w którym uchodzą z twoich ust, znikają także z twojej głowy. Jeśli kiedykolwiek skończysz już gonić swój sen o potędze i wrócisz do cywilizowanego świata, to zemści się na tobie.

- Może i się zemści. Ale to ja wybieram drogę którą podążam i swój ewentualny koniec - odparł po chwili - Czy wszystko dla ciebie musi mieć sens ? Każde słowo, zdanie pełne zrozumienia ? Nigdy nie dajesz się ponieść spontaniczności ? Zrobić coś bez dłuższego namysłu nad tym co robisz ?

- To nie jest kwestia spontaniczności, ale kultury. Jak nazwiesz człowieka, który macha mieczem jak toporem i rozbryzguje różne kawałki istot człekokształtnych bez żadnego planu i strategii? W odniesieniu do sztuki fechtunku, ja nazwałabym go barbarzyńcą. Tak samo nazwałabym osobę, która posługuje się z równym wdziękiem słowem mówionym czy pisanym. I słowo i miecz stanowią broń, nie widzę powodu, by zaniedbywać znajomość zasad i umiejętność władania nimi. Tym bardziej, że ja miecza nie posiadam, jak widzisz.


- Władasz słowem, magią więc zdaje się być miecz ci zbędny. Ja władam mieczem i słowem i tu tkwi w nas różnica. Wojownik inaczej patrzy na świat niż mag. - rzekł spokojnie.

- Magią? - w oczach półelfki pojawił się błysk rozbawienia.

- Czy w twoim obrazie świata wszystko, co nie bawi się mieczem musi od razu czarować?

- To przenośnia. Czaruje się innych głosem, słowami, argumentami, kłamstwami, oszustwami. Jak również prawdziwą magią.

- Teraz prawisz komunały prosto z prymitywnej broszurki.

- A skąd wiesz czy czasem też nie czaruje ? Nie używam pokrętnych słów by zbić cię z tropu ?

- Twoje słowa nie są pokrętne, one są niepoprawne.


- Być może, być może. - wstał od ogniska prostując się - Dzięki za rozmowę. Z pewnością nie była to nasza ostatnia.

- Chyba, że napadnie cię jakiś purysta językowy
.

- Chyba już dopadł.- uśmiechnął się i wrócił do wartowania.

- Niewiele wiesz, bratanku Dena, niewiele jeszcze wiesz - rzuciła przez ramię.

Będąc na warcie co jakiś czas robił obchód w pobliżu obozowiska pozostając czujnym. Noc sprzyjała bowiem wypadom nieproszonych gości. Mimo to jednak warta minęła cicho i spokojnie. Gdy nadeszła pora obudził następną osobę a sam położył się spać zdjąwszy uprzednio kolczugę.
Świt obudził go wcześniej niż resztę, nie licząc wartującej Saline. Znów na szlaku, znów w poszukiwaniu nieznanego. Obmywszy się zjadł śniadanie w postaci racji a potem zajął się spakowaniem rozłożonych rzeczy, oporządzeniem konia i założeniem zbroi. Fakt, miał gwardzistę, który by się troszczył o jego ochronę ale nie przeżył tyle czasu jak dotąd nie dbając o własne bezpieczeństwo.

Katika, jak zaczął nazywać dla własnej wygody iluzjonistkę czerpała widoczną radość z dogryzania każdemu z obecnych. Walnar jednak postanowił być ponad to, nie zwracając uwagi na jej docinki.
"Ciętym językiem widać nadrabia braki w innych dziedzinach życia" - uśmiechnął się do siebie - "Ciekawe czy jak dojdzie do walki ucieknie z wrzaskiem czy też nieudolnie będzie starała się coś zrobić."

Skończywszy przygotowania wsiadł na konia mocując tarczę przy lewym boku i umieszczając jak zwykle kopię przy prawym boku konia na mocowaniu. Spojrzał na resztę jego towarzyszy, która mu się trafiła w tej wędrówce. El Turqas - gwardzista i kapłan w jednym był dobrym wsparciem w obu znanych mu dziedzinach. Saline jak sama wspominała znała się złodziejskim fachu, w sumie jak każdy kupiec. Mag zawsze się przyda jako wsparcie magiczne ale przydatności iluzjonistki jakoś nie mógł znaleźć. A może po prostu udawała jak dotąd.

- No ruszajcie się. Nie mamy całego dnia na mitrężenie - rzekł do nich. Brakowało tutaj zdecydowanie kogoś, kto by podejmował decyzję zatem Tan Walnar uznał, że do niego należy o to zadbać. Słysząc komentarz iluzjonistki uśmiechnął się lekko do siebie, spodziewał się tego.

- Wiek nie zawsze chodzi w parze z doświadczeniem droga el Kathryn. Więc zdarza się, że ktoś mający te 200 czy 300 lat może mieć mniejsze pojęcie o świecie i jego regułach niż ktoś mający lat 20 lub 30. - odparł swobodnie gdy skończyła mówić. - I nie wydaje mi się abym kogokolwiek uraził. Czy to kobietę czy szlachcica. ...
 
__________________
"Nie pytaj, w jaki sposób możesz poświęcić życie w służbie Imperatora. Zapytaj, jak możesz poświęcić swoją śmierć."

Ostatnio edytowane przez Dhagar : 05-06-2008 o 20:33.
Dhagar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem