Wątek: Trudna Sprawa
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-29-2008, 11:43   #154
Lotar
 
Lotar's Avatar
 
Reputacja: 2 Lotar jest na bardzo dobrej drodze
$: 23 308
Śledztwo zaczęło się od momentu w którym was oswobodziłem Lilawanderze. Wiem że jesteś profesjonalistą od szpiegowania, a przede wszystkim od magii, ale ja też co nie co wiem o szpiegostwie. Liczyłem iż znajdziecie jakiś trop. Celowo was tu zaprowadziłem. Ta karczma od kilku dni staje się obiektem zainteresowań potwora. Ofiarami są członkowie Klany Nocy ten wczorajszy trup również należał do mojej gildii. Nie wierzę w całą tą bajkę o bestii. Myślę że to Skald w celu zastraszania Klanu morduje te wszystkie ofiary. Odstępstwem od ofiar, które przynależą do Klanu jest jak na razie tylko Mark, choć to zabójstwo pewnie też wykonano w celu przestraszenia nas. Możecie się ze mną nie zgodzić co do mojej teorii myśląc: " Przecież człowiek nie może w tak okrutny sposób zabijać innych ". Tylko głupcy i osoby które nie znają Skalda mogą tak myśleć. Kwas jest łatwo dostępny na czarnym rynku. Pozyskuje się go z wnętrzności człowieka, wszak kwas trawienny z żołądka rozpuszcza wszystko tak samo łatwo jak wymyślne substancje z pracowni alchemików. Myślę że Skald zabija tych ludzi potem skalpuje ich i daje jakimś zwierzętom na pożarcie by wszystko wyglądało na robotę złaknionej krwi bestii. - Rzekł Ashin kiedy czarodziej pozwolił mu dojść do głosu. - Jeśli chodzi o Stromscherniga to mogę wam powiedzieć kto to jest tylko musicie przyrzec, że nikomu nie powiecie. Ten człowiek to jeden z najbardziej wpływowych kupców ze szlacheckiego rodu w Marienburgu. Jednocześnie największy zleceniodawca i sponsor Klanu Nocy. Lubując się w starych antykach i magicznych artefaktach Stromschernig wynajmował złodziei z Klanu zlecając im wykradanie cennych eksponatów z muzeów i prywatnych zbiorów kolekcjonerów. To on zlecił Skaldowi wykradnięcie klejnotów Haksburgów. Stromschernig czasami wyruszał ze zgrają uczonych i archeologów do dalekich krajów by tam szukać antyków. Przed zniknięciem Skalda kupiec wyruszył właśnie w jedną z takich podróży. Nasza siatka szpiegowska wykryła iż Stromschernig wrócił już do Marienburga, ale nie podjął jeszcze żadnych działań by schwytać zdrajce. Może to znaczyć iż nie dowiedział się o zdradzie Skalda. Gdzie w tej chwili przebywa nie wiem, ale możemy dowiedzieć się tego w jednym z jego sklepów z ubraniami. Ma ich z kilkadziesiąt w całym Marienburgu, a zwłaszcza w dzielnicy targowej Raven i tam proponuje szukać odpowiedzi. W jednym z jego sklepów.
Ashin wrócił do delektowania się winem, które przyniósł karczmarz. Tymczasem Snorri jak chyba każdy zabójca, nie lubił gdy jego słowa zostawały ignorowane. To z powodu dumy jaka ciążyła na duszy jego rasy. Nie uważał się za nie wiadomo jakiego wojownika, choć coraz częściej uświadamiał sobie, że jest jednym z najlepszych wojowników, lecz wolał aby jego słowa jeśli są skierowane do konkretnej osoby aby dała znak, że albo się zgadza z krasnoludem albo jawnie się przeciwstawia. W większości przypadków te drugie wyjście źle kończyło się dla osoby, nie zgadzającej się i nie ustępującej krasnoludowi. Snorri głodny i nie wyspany miał nerwy napięte do granic wytrzymałości i nawet najlżejsza aluzja stawała się jawną obrazą w jego osobę. Dodatkowe przeczulenie maniakalne na własnym ego powodowało, że byle błachostka mogła wytrącić go z równowagi. W jego głowie nie analizowały się żadne rozwiązania sytuacji, nie próbował strategizować, jak można by było kontynuować to zdarzenie. Teraz tylko miał w głowie widok wbitego obucha swojego młota w głowie skryby. Uderzając pięścią w stół przy którym siedział i jednocześnie wstając wyraz twarzy miał tak przerażający, że sami bogowie chaosu mogli by się zlęknąć, jakby to na nich miał iść Snorii.
PROSIŁEM O ŚNIADANIE! - Idąc w stronę Albrechta, krasnolud wykrzyczał słowa, zaś potem mówił, lecz nadal uniesionym głosem, warcząc przez zęby i przekładając młot w jedną rękę, by drugą wolną, zacisnąć w pięść.- I zamierzam zjeść je! Jasne?!
Snorri walnął pięścią w stół na którym jedli pozostali tak mocno, że miski aż podskoczyły pod wpływem wibracji. Twarz Snorriego ani na moment nie złagodniała i wyraźnie dawała znać, że kolejne razy polecą nie w stół, lecz osobę ignorującą jego, niebezpiecznego i nieprzewidywalnego krasnoluda.
Albrecht podskoczył na krześle kiedy Snorri uderzył pięścią w stół. Spojrzał na niego i poczuł, że serce podchodzi mu do gardła. W oczach szalonego krasnoluda widać było chęć mordu. Monolog przez niego wypowiedziany, tylko potwierdził przekonanie Albrechta o tym, że jego życie może się skończyć na obuchu młota krasnoluda. Wraz ze zbliżaniem się Snorriego, Albrecht czuł że maleje. Najchętniej znajdował by się teraz z powrotem w swoim pokoju, ale nie miał jak uciec. W przeszłości już nie raz tak mu grożono i tylko jego wrodzony refleks pozwalał mu na wyjście z takich sytuacji, ale tym razem chyba nawet to by nie pomogło. Postanowił wiec uspokoić trochę krasnoluda.
- Nie mam pieniędzy, żeby postawić ci śniadanie. Ledwo starczy na to co sam zamówiłem. Poproś Lilawandera może on za ciebie zapłaci - powiedział roztrzęsionym głosem i ugryzł się w język. Zdaje się, że powiedział o jedno zdanie za dużo. Zauważył podnoszącą się pięść Snorriego i zamknął oczy. Rozbrzmiał huk uderzenia, ale Albrecht nie poleciał do tyłu, ani nie czuł żadnego bólu. Powoli otworzył oczy i zauważył, że krasnolud uderzył w stół tuż koło jego talerza. Klecha odetchnął z ulgą i mimowolnie odsunął się wraz z krzesłem od krasnoluda, nie tracąc go z oczu i będąc gotowym na unik w razie potrzeby.
„Znowu się zaczyna…” - pomyślał Lilawander na widok nadciągającego niczym tornado krasnoluda. Na nowo rozważał rzucenie zaklęć, tak na wszelki wypadek, gdyż nie był pewien czy agresja krasnoluda kierowana jest na kapłana, czy to tylko sztuczka, aby dopaść elfa…
Na wszelki wypadek odsunął się nieco wraz z krzesłem, by możliwie szybko móc odskoczyć i niemal to zrobił gdy pięść Snorriego wylądowała na stole.
Wystraszony kapłan zrobił największy chyba błąd, być może działał w zbyt wielkim strachu by zwrócić uwagę na to, że właśnie zasugerował obłąkanemu krasnalowi, aby poprosił (!) elfa o pieniądze na jedzenie. Gdyby w tym zdaniu nie znalazło się słowo prosić, albo elf to wszystko by było jeszcze w porządku.
Lilawander musiał działać szybko, nim desperat zwróci uwagę na niego, lub zanim smagnie kapłana. Do bicia miał zapędy, co pokazał poprzedniego dnia, elf wolał nie ryzykować.
- Ależ proszę kapłanie, skoroś bez pieniędzy to pozwól, że pożyczę Ci dwie złote korony. Oddasz kiedy będziesz mógł, ale też nic się nie stanie jeśli miast tego pomodlisz się do swego bóstwa o przychylne spojrzenie na mnie. Ignorantem nie jestem, rozumiem, że istnieją inni bogowie niż Ci którzy opiekują się moim ludem, zwracać się do nich nie zamierzam, ale nie będę też się od nich odwracał jeśli zwrócą na mnie uwagę.
W międzyczasie na stole wylądowały wygrzebane z wewnętrznej kieszeni dwa złote karle, położone tuż przy kapłanie – choć w sposób pozwalający krasnalowi bezpośrednio po nie sięgnąć. Elf wolał nie zwracając się do Snorriego, jedynie on sam mógłby przewidzieć własną reakcję, był też zbyt wyprowadzony z równowagi ( "Czy bywają momenty gdy nie jest?? Hmmm") by można było zaryzykować.
Umysł szalonego krasnoluda nie był w stanie wychwytywać subtelnych aluzji oraz gry, którą podjął elf. Logicznie myśląca istota, pełna rozumu i trzeźwa umysłowo wyłapała by na czym polega "pożyczka" pieniędzy od Lilawandera dla Snorriego. Jednak tego osobnika nawiedzały przeróżne widziadła oraz demony. Czujność polegająca na ciągłym rozglądaniu się za potencjalnym zagrożeniem, jeśli również chodziło o towarzyszy nie pozwoliła dosłyszeć w pełni słów Albrechta, który użył niefortunnej kombinacji: "pożyczyć od elfa". Do jego świadomości dotarł kontekst zdania, w którym mowa jest o braku pieniędzy przez skrybę. Nie rokowało to świetlanej przyszłości. Nie chodziło o to, że Snorri mógłby wbić mu pięść w przód czaszki i wyrwać gałki oczne, zawieszając je sobie u szyi, na znak demonstracji, lecz o to, że teraz nie jest sam na łasce kogoś innego, nie jest jedyną osobą nie dbającą o dobra doczesne. Chwila spokojnego stania i zadumy Snorriego popchnęła go do myślenia. Myślenia, które jak zawsze wyrażało się nie w milczeniu i we własnej głowie, ale pomrukując i warcząc do samego siebie.
- Jak i on nie ma srebra, to kto tu jeszcze może je mieć? Gordo? A co niby taki szczeniak mógłby jeszcze zarobić? Za młody na wyprawy po skarby. Może ten cholerny człowieczyna? Asarin? Asa...? Niech skona pod kołami wozu, jak on się nazywa, pies jeden? Błotojad? On mi może co wyżej oddać swoje srebro i schować się pod kamieniem jakimś. Niech mnie ogry rozwalą, nie wezmę od niego nawet blaszki, owadożerca jeden.- W pewnym momencie odezwał się do Albrechta jeszcze bardziej go zaskakując i jeszcze bardziej uwidaczniając swoją huśtawkę nastrojów i nieprzewidywalność.-Pomyśl jak skombinować złoto, bo inaczej przyjdzie mi rozwalić tą budę w stertę drzazg abyśmy dostali cokolwiek do jedzenia.
Najwyraźniej Snorri nie chciał, lub nie zauważył monet od Lilawandera, które ten położył na blacie stołu, odwracając się błyskawicznie przodem do szynkwasu i przeciągle gwizdnąwszy do karczmarza jako zwrócenie uwagi.
-Hej ty! Właściciel! Podejdź no tu! - Odwrócił się z powrotem do kompanów i powiedział.-No to czeka nas chyba zabawa?
Z szelmowskim uśmiechem oraz wygiętymi w kanciaste łuki brwiami sprawiał wcielenie samego demona, który tylko mrugnął porozumiewawczo i tylko dla siebie w zrozumiałym sposobie dla którego to zrobił i zacisnął pięści na swoim młocie gotowy do odwrócenia się tylko z zabójczym ciosem. Nie sądził, że Albrechtowi w ciągu kilku chwil uda się zdobyć pieniądze. Nie sądził o tym, bo był za bardzo szalony, był kimś kogo każdy powinien się obawiać, zwłaszcza jeśli on sam siebie niekiedy się bał.
Ashin popijając wino obserwował tą jakże pełną napięcia scenę. Śmieszyło go zachowanie krasnoluda. Wystarczyło jedynie sięgnąć po pieniądze podczas gdy karzełek dąsał się i szarogęsił z powodów uprzedzenia rasowego. Assasin nie miał takich problemów. Szybko sięgnął po monety położone na stole przez elfa. Wyjął z sakiewki identyczne złote korony i pomieszał je z pieniędzmi czarodzieja.
Masz. Może teraz nie będziesz miał oporów? Nawet jeśli trafisz na elfie korony nie będziesz o tym wiedział. - Rzekł Ashin pokazując Snorriemu pieniądze i zachęcając go żeby je wziął.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Do karczmy wszedł krasnolud wzrostem i posturą przewyższającym Snorriego. Miał długą, splecioną w dwa warkocze zwisające do pasa blond brodę i włosy do ramion tego samego koloru. Twarz poharatana wieloma bliznami i zmarszczkami wygladała nie groźniej niż twarz Snorriego. Krasnolud był odziany w pełną zbroje kolczą, którą przykrywał długi, czarny płaszcz. W obydwu rękach trzymał wielki młot. Osobnik wszedł w głąb sali stojąc pomiędzy barem, a stołem przy którym siedziała drużyna. Stanął tak by wszyscy przy stoliku mogli patrzeć na niego bez żadnych przeszkód.
- To wy uciekliście wczoraj z rąk Srebrnych Trzewi? To wy ukradliście wóz i przyjechaliście do tej zapadłej nory? Oczywiście że tak. Trzeba było ten wóz spalić, zatopić, albo i co innego. Zachowaliście się nieprofesjonalnie. Teraz za to poniesiecie karę. Razem z grupą pościgową szukaliśmy was po całym mieście. Sługa tutejszego karczmarza próbował wyrzucić zwłoki do morza przy dokach. Złapaliśmy go i zauważyliśmy że przywiózł ciało naszym wozem. Przekonaliśmy go żeby wyjawił skąd ma ten wóz i powiedział o stajni niedaleko stąd. Nie martw się karczmarzu twój człowiek wróci do jak tylko Trzewia rozprawią się z tymi uciekinierami. - Powiedział cicho nowy gość karczmy wciąż stojąc w tym samym miejscu. - Po nitce do kłębka dotarliśmy do stajni, a jej właściciel nie miał za dużych oporów by wyjawić gdzie znajdują się niby właściciele wozu.
Nagle krasnolud machnął ręką i znak na trzonie młota zaświecił się niebieskim światłem. Członek Srebrnych Trzewi zamachnął się i rzucił bronią w stronę drużyny. Młot jakby ptak poszybował z dużą szybkością zmierzając ku Gordo. Ten nie zdążył uniknąć ciosu i trzon uderzył z całym impetem w jego głowę. Bezwładne ciało krasnoluda opadło na podłogę, a z głowy nieszczęśnika wylewały się litry juchy. Tymczasem młot przeleciał dalej wywracając stół i zawracając, z powrotem wrócił do rąk zabójcy.
Jeden zabójca mojego brata załatwiony. Teraz przyszedł czas na ciebie. - Krzyknął basowym głosem. - Walka jeden na jednego. Zobaczymy jak poradzisz sobie bez pomocy koleżków. Pomszczę Talgusa jakem Gromitor Rozpłatacz!
Wtem do knajpy wpadło ze trzech zbójów ubranych w takie same zbroje kolcze jak Gromitor i uzbrojonych w jednoręczne miecze.
- To na wypadek gdybyś stchórzył krasnoludzie. Moi kamraci zajmą się twoimi koleżkami - Rzekł zabójca Gorda gestem ręki zachęcając Snorriego do zmierzenia się z runicznym młotem Gromitora.
Ej darmozjady chodźcie tu! - Zawołał karczmarz Rob na swoich ochroniarzy, sam wyjmując rusznice spod lady dużo zręczniej niż jego zastępca wczorajszego wieczora. Karczmarzowi zależało na życiu Ashina, ale czy los pozostałych był mu tak samo cenny?
Karczma jest mała i wszyscy są w zasięgu wszystkich.

Wyręczyłem was już w rzutach na inicjatywe:

Ashin [Rzut w Kostnicy: 7]
Snorri [Rzut w Kostnicy: 7]
Albrecht [Rzut w Kostnicy: 2]
Lilawander [Rzut w Kostnicy: 5]
Karczmarz Rob [Rzut w Kostnicy: 9]
Ochroniarz 1 [Rzut w Kostnicy: 4]
Ochroniarz 2 [Rzut w Kostnicy: 6]
Zbój 1 [Rzut w Kostnicy: 2]
Zbój 2 [Rzut w Kostnicy: 6]
Zbój 3 [Rzut w Kostnicy: 6]
Gromitor [Rzut w Kostnicy: 8]
 
__________________
Ile krwi jesteś w stanie przelać, by ratować swoje życie?
Lotar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem