| Podróż okazała się nudniejsza niż Saline z początku przypuszczała. Droga nie była łatwa, wystające z ziemi korzenie denerwowały i ludzi i konie. Nie dało się też na ogół swobodnie jechać parami więc każdy jechał osobno. A to zaowocowało wielką nudą. Elfka to osoba, która lubi gdy coś się dzieje, a takie jechanie i jechanie nie jest zbyt emocjonujące. Bo ile można podziwiać widoki i obserwować zwierzątka?
Chociaż przyznać trzeba, że okolica jest tu dość ładna. Porośnięte mchami drzewa majestatycznie piętrzyły się nad podróżnymi, dając choć namiastkę chłodu w ten ciepły dzień. Gdzieniegdzie dało sie zobaczyć zająca czy inne małe zwierzę przemykające pomiędzy konarami, i znikające tak szybko jak się pojawiło. Natura lubowała się kolejnym przyjemnym dniem.
Gdy w końcu dotarli do w miarę ładnego miejsca na obóz, wszyscy wyglądali na zadowolonych, że będzie w końcu można odpocząć. Przestrzeni było w sam raz by wszyscy mogli się spokojnie rozłożyć. Saline nie czekając na innych rozsiodłała konia i wzięła się za rozstawianie namiotu. Nie obyło się bez małej pomocy płci przeciwnej, ale w końcu namiot stał na swoim miejscu. Elfka marzyła by juz spokojnie zasnąć, ale jeszcze czekała ją kolacja.
Siedząc przy ognisku, już z pełnym żołądkiem, wpatrywała się w skaczące wesoło płomienie. Ich blask i żar opadał na delikatną twarz elfki wydobywając jej piękne rysy. Saline mogła godzinami wpatrywać się w ogień, było w nim coś pięknego i przyciągającego wzrok. Płomienie ciągle się zmieniały tworząc coraz to nowe kształty. A trzaskom ogniska akompaniowały nocne pohukiwania i cykanie świerszczy. Z góry na tę scenerię spoglądały migoczące gwiazdy.
Ostatecznie przyszedł też czas na sen. Kobieta z ochotą wzięła ostatnią wartę, wiec tym bardziej chciała jak najszybciej położyć się spać, by sen był jak najdłuższy. Zaufała tym osobom, które ledwo co poznała, i zapadła w głęboki sen, będąc pewną, że jest bezpieczna pod wartą tych osób. A sen był teraz potrzebny każdemu z nich.
Obudziło ją delikatne szturchnięcie. Rozejrzała się zaspana nie mając wcale ochoty na otwarcie oczu, Już czuła się obolała po całym dniu jechania, a perspektywa kolejnego takiego dnia była nieciekawa. O wiele ciekawsze było zapadniecie dalej w sen. Jednak Tan Alander też chciał pospać więc nie dał elfka ponownie zasnąć. Saline wstała, narzuciła na ramiona płaszcz i wyszła ze swojego namiotu. Obóz wyglądał bardzo spokojnie teraz gdy wszyscy leżeli. Oni nie zawiedli jej zaufania, teraz jej kolej na pełnienie warty.
Do czasu pobudki warta przebiegała spokojnie. Tylko raz Saline wstała ze swojego miejsca bo usłyszała jakiś głos. To zabłąkany jeż przemierzał poszycie leśne. Przyglądała się chwilę jak dzielnie maszeruje przed siebie przedzierając się przez trawę, która dla niego pewnie wydawała się ogromna. Nic więcej nie spotkało Saline podczas jej czuwania.
Rano wszyscy zaczęli się zbierać w sennych nastrojach. Złożenie obozu poszło sprawniej niż rozkładanie go. Gdy Elfka złożyła swój namiot gotowa była pomóc każdemu kto tego potrzebował. Walnar pospieszył wszystkich, co trochę zmobilizowało kompanię.
Wsiedli na konie i ruszyli przed siebie, w stronę, gdzie czeka ich przygoda.
__________________ Zamiast mówić "dziękuję" - daj mi pozytywną reputację ;)
Do the impossible, see the invisible. Touch the untouchable, break the unbreakable. |