| Albrecht czuł, że ten dzień nie skończy się dobrze. Jeżeli uda mu się przeżyć do południa to będzie już sukces. Najpierw przyczepił się go Snorii i gotów był go zabić, teraz do karczmy wpadł jakiś krasnolud w pełnej zbroi i także zdawał się mieć mordercze intencje. Gdy usłyszał nazwę Srebrnych Trzewi, zakrztusił się mlekiem.
"Zbójecka organizacja raczej nie pozwala łatwo uciec tym ,których złapała. Nam to się udało i dlatego naraziliśmy się na gniew przywódców Trzewi. Dodatkowo spaliliśmy im magazyn. Chyba czas żebym się wycofał. Nie śpieszno mi do Morra. "
Albrecht wstał i zaczął powoli zmierzać w kierunku swojego pokoju. Nagle usłyszał świst. Instyktownie upadł na podłogę, a obok niego upadł Gordo. Początkowo klecha myślał, że krasnolud także uniknął zdradzieckiego ataku. Dopiero gdy przyjrzał się mu dokładnie, zauważył rozłupaną czaskę i krew sączącą się z rany litrami. Momentalnie pobladł i odwrócił głowę. Snorii wydał swój okrzyk i prawdopodobnie ruszył na przeciwnika. Albrecht, nie oglądając się na swoich towarzyszy, poruszał się na czworaka jak najdalej od bójki.
__________________ you will never walk alone
Ostatnio edytowane przez Noraku : 04-30-2008 o 13:30.
|