W kwestii komiksów wartych napomknięcia uzbierałaby się spora ilość. Wspomnę jednak o tych, o których nikt jeszcze nie napisał (bądź w jakiś sposób uszło to mojej uwadze).
Marzi 
Komiks autorstwa tandemu - naszej rodaczki Marzeny Sowy (scenariusz) oraz francuza Sylvain'a Savoi (rys.). Spisane wspomnienia autorki tworzą luźno powiązane ze sobą historie z dzieciństwa małej Marzi w Polsce doby PRL. Choć Sowa nie unika ukzaywania codziennych trudności życia sprzed 20 lat, to robi to bez patosu, polityki i dramatyzmu, a oczami dziecka. Dzięki temu "Marzi" to rzecz zarówno dla młodszych (prosty przekaz pozwala dowiedzieć się o codziennym życiu w PRL) mjak i starszych (nie raz i nie dwa przypomną sobie własne młode lata).
Choć "Marzi" nie jest komiksem rewolucyjnym, to ujął mnie jej klimat - wbrew realiom, beztroski, radosny i niefrasobliwy. Bo przede wszystkim jest to komiks o dzieciństwie ,a ja podczas czytania miałem problemy z odpędzeniem uśmiechu i wrażenia ciepła tych prostych historii.
Innym z moich faworytów jest
Dilbert. Prezentuje specyficzne poczucie humoru, któremu jednak trudno nie ulec jeśli miało się do czynienia z biurokracją, przedstawicielami menad(ż)erii czy po prostu ludzką i zaskakująco głupkowatością.