Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-01-2008, 18:44   #201
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 7 Mira jest po prostu świetnyMira jest po prostu świetnyMira jest po prostu świetnyMira jest po prostu świetnyMira jest po prostu świetny
$: 203 281
Brian, Vengador

Vengador z lubością dokończył dzieła Brujaha. Miło zresztą było współpracować z kimś takim jak George – prawdziwy wojownik. Szkoda, że Książę nie był takim twardzielem. Wedle jego polecenia ruszył jednak poszukać Briana, choć bynajmniej nie pałał doń sympatią większą niż poprzedniego dnia. Znalazł go przy basenie w otoczeniu Malkavian. Z rozbawieniem olbrzym zauważył, że Gangrel rąbie drewno, a każdemu uderzeniu Dżeje przyklaskiwali radośnie, co tworzyło prymitywną odmianę muzyki techno.

- Pasuje do ciebie ta robota, amigo.

- Spadaj.
- Brian odsłonił kły.

- Zamierzam, ale pierw chodź do środka. Mamy wojnę z tą całą księżną, Roberto chce pogadać z nami.

- Wojna, wojna!
– podłapali od razu Malkavianie, chwytając się za głowy i udając przerażenie. -
O matko Bogobojna
Będzie wojna!
Przyszłość nasza gnojna
Bo będzie wojna!
To ostatnia noc upojna
Idzie wszak wojna!

- Ej, wy!
Vengador starał się przekrzyczeć szaleńców – Lepiej powiadomcie Rolanda.

O dziwo, usłuchali i pobiegli w stronę posesji.
Natomiast dwaj Kainici, patrząc w ślad za świrami, również ruszyli do dworu, a konkretnie do klasy, gdzie miała odbyć się narada. Tu też w udziale przypadło im kolejne niewdzięczne zadanie: sprzątnięcie ścierwa. Czyżby książę wychodził z założenia, że nic tak nie zbliża jak wspólna brudna robota?


Robert

Oczekując aż wszyscy się zbiorą, Aligarii planował zamienić kilka słów z George'em, ten jednak – nadzwyczaj uprzejmie (jak na Brujaha) – przeprosił go na moment i wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy z czaszką na odwrocie.

- Ten Nosferatu miał dobry pomysł. Trzeba powiadomić naszych w mieście. Zadzwonię do chłopaków w melinie, oni powiadomią resztę.

- Dobry pomysł.
– podsumował to Robert, który choć w ten sposób chciał zachować pozory, iż to od niego wyszło przyzwolenie na te akcję.

Hmmm... faktycznie to dobry pomysł takie powiadomienie... Właśnie! A’propos powiadamiania ja również muszę dokonać przekazu informacji!”

To pomyślawszy, Aligarii postanowił spełnić swój obowiązek względem Camarilli i powiadomić organizacje o śmierci kolejnego radnego. Co prawda informacja ta raczej nie wpłynie pozytywnie na jego reputacje, lecz gdyby chciał to zataić i nie daj Boże szanowny Archont poczułby się w obowiązku przekazania tej informacji... wtedy sytuacja miałaby się jeszcze gorzej. Zresztą Ventrue wiedział, że podstawą jest tu odpowiednia kompozycja słowna.


Brian, Robert, Vengador

Gdy trzech Kainitów „ z zewnątrz” oraz George wreszcie zebrali się w klasie, w drzwiach pojawiła się kolejna osoba, bardzo dziwna przy tym, bo wymalowana na czarno i biało – zupełnie jak szachownica.

- Witaj Ro...Aj! Stańczyk w ramach przywitania Malkaviana dostał w twarz gońcem.

Roland wyszczerzył zeby w uśmiechu, wyraźnie zadowolony. Poczłapał do Księcia w swych cudacznych - przypominających płetwy - butach i spojrzał mu prosto w twarz, po czym zaczął mówić głosem patetycznym i donośnym.

- Chwieje się Lew, upada w mrok,
Chwytają go demony.
Szkarłatne skrzydła pręży Smok
Przez czarny wiatr niesiony...
Rycerze wiecznym legli snem,
Bo srogi bój ich strudził,
A w głębi gór przeklętych, hen,
Szatański rój się budzi.
Godzina Smoka! Trupi chłód.
Strach krwawym łypie okiem...
Godzina Smoka! Struchlał lud-
Któż oprze się przed Smokiem ???*


Nim Robert zdążył zareagować na zachowanie swego poprzednika, ten wcisnął mu w dłoń zwitek papieru i wyszedł z klasy, trzaskając drzwiami.
Książę rozwinął prezent i początkowo nie bardzo wiedział czego dotyczy szkic wręczony mu przez Rolanda, dopiero, gdy pokazał go pozostałym, George wykrzyknął.


- To przecież plan posiadłości tej cholernej wiedźmy! Ja pierdolę! Nie wiem skąd nasz szachista to miał, ale chyba mu wycałuje ta wymalowaną mordę. Teraz możemy zaplanować dokładny atak!


Antoine, Karol

Tymczasem Nosferatu wrócił do upatrzonego na swoją siedzibę garażu i tam zebrał wszystkie szczury, pojąc je własna krwią. Kiedy tak otoczyły go ze wszech stron i wpatrywały się w niego rozkochanymi oczami, czuł się jak szczurzy król.

- A teraz słuchajcie! – przemówił w mowie swych poddanych – Chcę byście odnaleźli dla mnie kobietę, wampirzycę. Znacie ją pewnie, bo wasz dawny pan nie raz chodził do niej do muzeum – budynku pełnego kamieni. Tam też odnajdźcie jej trop i znajdźcie ją dla mnie, a gdy już będziecie wiedzieli gdzie jest, przekażcie mi tą informacje jak najprędzej. Do dzieła!

Szczury rozpierzchły się, a Lipińskiemu nie pozostało teraz nic, prócz czekania na wieści. Chcąc urozmaicić sobie ten czas, wybrał się na przechadzkę. Dotarł ledwo do placyku przed posesja, gdy usłyszał znajome kwilenie. Spomiędzy drzew wyparzył ku niemu opasły zwierz. Bach wspiął się po ramieniu swego pana i pełen podekscytowania zaczął relacjonować swoja wyprawę:

- Znalazłem tuż, tuż bliziutko, znalazłem ją ja sam!
Stoi ta pani i chyba czeka, a czas jej ucieka
A ona tu niedaleko, tu, tu, bliziutko!
Tu gdzie dużo krzyży jest i ludzi – tych martwych
Ona mnie widziała i się śmiała, ona czeka chyba na ciebie!
Bach dobry, Bach pierwszy, nikt od Bacha nie jest lepszy!


Nie mając innego wyboru za bardzo, Karol nagrodził szczura smakołykiem i już ruszył w stronę pobliskiego cmentarza, gdy koło niego przystanęła biała Toyota. Szyba opuściła się automatycznie, ukazując znajome Karolowi oblicze Antine’a.

- O proszę, widzę, że nasz Archont również spieszy na naradę wojenną. – przywitał go Lipiński

- Naradę? – zdziwił się szczerze Toreador Nie, nie. Ja do pana. Ale o jaką wojnę panu chodzi?

Jako spec od informacji, Nosferatu poczuł się w obowiązku opowiedzenia o ostatnich wydarzeniach we dworze. Zresztą to on przecież mówił, że trzeba wszystkich Kainitów w mieście powiadomić o wojnie z czarownicami.


Mercedes

Własny dom... własny dom to wielki skarb, lecz jeszcze większym jest własny, piękny dom! Mercedes uśmiechnęła się do siebie z zadowoleniem. Lubiła swój dom, a jeszcze bardziej lubiła meble, żywe meble, w który był on wyposażony. Bardzo piękne meble...

- Ojej już pani wróciła! – przywitała ją radosnym szczebiotem młoda dziewczyna o wielkich niebieskich oczach i rozpuszczonych blond włosach. – Maria dziś nauczyła się piosenki dla pani, zechce pani wysłuchać? Ona specjalnie się nie kładła.

- Hmmm właściwie czemu nie. –
odpowiedziała Toreadorka, podając dziewczynie dłoń.

Gdy już miały przekroczyć próg rezydencji, do wrażliwych uszu wampirzycy dotarł znajomy dźwięk. Ten dźwięk zwykle zwiastował pojawienie się gościa – a był to warkot silnika motocyklu. Ponieważ pojazd zbliżał się z zawrotną szybkością, postanowiła na niego zaczekać. George pewnie też będzie w siódmym niebie, że uczyniła mu taki zaszczyt.

„Niczym żoneczka czekająca na męża...” – zaśmiała się w duchu.

Okazało się jednak, że motocyklista wcale nie był przywódcą Brujahów, lecz jakimś Kainitą z jego ekipy – poznała to po kasku. Brakowało na nim wielkiego miecza, wokół którego owinięta była kolczasta róża.

- Cześć dupa! – przywitał kobietę Mick, najstarszy i najbardziej obleśny z gangu – George przysyła mnie z jebitnie pilną wiadomością.



W normalnych warunkach Mercedes pewnie zbyłaby takiego delikwenta jakąś kąśliwą uwagą czy po prostu demonstracyjnym odwróceniem się. Skoro jednak to George przesyłał jej w ten sposób informację, znaczyło to, że faktycznie jest ważna. Marszcząc piękne, łukowato wygięte brwi Mercedes zbliżyła się powolnym krokiem do Brujaha. Była zimna i wyniosła niczym królowa, to jednak nie zbiło motocyklisty z tropu. Przyciągnął ją do siebie i konspiracyjnym szeptem zaczął mówić:

- George jest teraz u nowego Księcia, tego Ventrasa, nie? Dzwonił do bazy i powiedział, że udupili Lalkarza, to jednak oznacza wojnę miedzy nami a tym kurwiszonem – hrabiną Munk. Trudno powiedzieć, kiedy się wiedźmy rozszaleją, ale zeszłej nocy ostro im się od Krwawej Marry oberwało, więc agrecha im skoczyła. George powiedział, że musisz mieć obstawę. Najlepiej jakbyś teraz pojechała do nas do bazy albo do księcia. Taka lala nie powinna być sama, jak jest wojna. – Mick bez krępacji zaglądał w dekolt kobiety - To, co mała, wsiądziesz na mojego rumaka i pojedziemy do meliny?





* Robert Howard
 
__________________
Ja wymyślę Ci słowa, których sens pojmiesz tylko Ty
Z nich ułożę baśń o królewnie co
Zmarła z żalu, bo
Nie poznała Cię

Ostatnio edytowane przez Mira : 05-01-2008 o 19:16.
Mira jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Reklama