Mick był nieokrzesanym i gruboskórnym typem niemniej przynosił istotne wieści. Przez chwilę analizowała je w głowie. Udupili Lalkarza? Wojna z hrabiną Munk? I oczywiście
Krwawa Mary maczała w tym swoje parszywe palce.
Przez ułamek sekundy jej gładkie czoło przecięła pionowa zmarszczka sygnalizująca jak bardzo jest wzburzona, zniknęła ona jednak tak szybko jak się pojawiła. Mercedes zastanawiało czy istnieje realne zagrożenie wobec jej konkretnej osoby. Jak dotąd konsekwentnie trzymała się zasad narzuconych przez wiedźmę. Nie wkraczała do jej zakazanej strefy, za co tamta odpłacała jej zupełnym brakiem zainteresowania. Ten układ jej w zasadzie odpowiadał. Ale teraz stan rzeczy chyba uległ gruntownej zmianie.
Ale co w związku z tym? Czy rzeczywiście powinna opuścić swój dom? Nie miała na to najmniejszej ochoty. Chciała zaszyć się w jego komfortowym wnętrzu i delektować się kompletą bezczynnością. Niemniej widmo wojny znacznie ją zaniepokoiło. Jeśli czarownica zaweźmie się aby uprzykrzyć życie wszystkim wampirom w Reykjaviku mogą wyniknąć z tego spore kłopoty. Chyba jednak nie powinna ignorować zagrożenia jakkolwiek bardzo nie chciała brać tej ewentualności pod uwagę.
Odeszła kilka kroków od
Micka i odwróciła się do niego plecami. Opieszale wyjęła z torebki telefon komórkowy i wybrała numer
Georga. Zaskoczyło ją, że mimo wszystko głos miała nadal znudzony i beznamiętny.
-
Witam George. Otrzymałam twoją wiadomość. Czy sprawy rzeczywiście mają się tak źle?
-
Mamy jawną wojnę, więc owszem Mercedes, sprawy mają się bardzo źle. - usłyszała po drugiej stronie niski zdecydowany głos Georga.
-
W porządku, nadążam. - rzuciła niechętnie -
Gdzie teraz jesteś?
-
W Elizjum. - W takim razie zaczekaj tam na mnie. Będę niebawem.
Rozłączyła się i zaklęła brzydko. Nowy Książę nie próżnuje. Ostre wywołał zamieszanie zważywszy, że to sam początek jego kadencji. Prawdę powiedziawszy nic a nic jej się to nie podobało. Jak do tej pory między wampirami a hrabiną Munk panowało swoiste status quo polegające na wzajemnym braku ingerencji. Było jej to w zupełności na rękę. Nie przyjechała tutaj aby mieszać się w wojnę. Nie miała do tego głowy. W zasadzie nie miała głowy praktycznie do niczego. Od tak dawna ogarniało ją odrętwienie i niemoc. Jedynie wysiłkiem woli zmuszała się żeby każdej kolejnej nocy w ogóle otworzyć oczy, a teraz zafundowali jej takie urozmaicenie. Została rzucona w ten katastroficzny wir zupełnie wbrew własnej woli.
Ale trudno, trzeba podołać nowej sytuacji. I jeszcze
Lasalle. Znajomość zapowiadała się intrygująco i nawet spotkanie z nim nieco ją ożywiło, przynajmniej na tą chwilę. Teraz jednak trzeba błahostki odłożyć na bok. Będzie musiała przełknąć gorycz upokorzenia i pojawić się w Elizjum. Po całym przedstawieniu jakie odegrała i zaproponowała mu wspólną grę sama teraz złamie jej zasady. Pozbawi ich przyjemności tej kuszącej rozgrywki. Prawdę powiedziawszy nawet ciekawiło ją czy
Antoine miał w ogóle zamiar podjąć wyzwanie. Trudno, zapewne nie będzie sposobności się już o tym przekonać. Wojna i polityka. To z pewnością skutecznie zakończy ten mały flirt zanim zdążył się jeszcze rozpocząć.
Zatopiła się w myślach na dłuższą chwilę.
Mick zaczynał okazywać zniecierpliwienie i głośno stukać ciężkim butem o asfalt. Uśmiechnęła się do niego i odparła wreszcie:
-
Dziękuję za wiadomość Mick. Nie musisz na mnie czekać, poradzę sobie.
Nie oczekując na jego komentarz zniknęła we wnętrzu domu słysząc za plecami oddalający się ryk silnika. Zaczynała znów czuć się słabo. Opuszczały ją siły i wszelka moc do działania. Nawet złość, którą odczuwała silnie przed momentem ulatywała z niej jak dym robiąc miejsca wszechogarniającej apatii. Nie może pokazać się w takiej formie przed obliczem nowego Księcia.
Poszła do salonu gdzie w rytmie muzyki rozkosznie bawiło się jej chlewne stadko. Uśmiechnęła się kpiąco na ten widok. Tacy zależni, omotani, bezwolni... Podeszła do dziewczyny podrygującej rytmicznie niby w transie. Nie pamiętała nawet jej imienia. Zerknęła w jej rozszerzone źrenice i pogładziła po włosach. Ujęła wreszcie jej dłoń i poprowadziła do drugiego pokoju. Dziewczyna podążała za nią wyraźnie podekscytowana, szybko stawiała kroki, cała aż kipiała energią. Mercedes słyszała gwałtowne bicie jej serca, zupełnie jakby miało wyskoczyć tamtej z piersi. Była to niebiańska muzyka dla jej uszu, zwiastowała witalność... A ona tak bardzo teraz jej potrzebowała.
Podziel się ze mną swoim wigorem skarbie. Ja potrzebuję go bardziej niż ty – pomyślała. Podeszła do dziewczyny bez słowa. Nie czuła potrzeby aby ją choćby uprzedzić o tym, co ma zamiar zrobić, by w ogóle się do niej odzywać. Pogładziła ją tyko po mleczno białej szyi i zatopiła w niej swoje kły. Nadeszła ekstaza, rozkoszny dreszcz, eksplozja życia i emocji. Cudowna ciepła krew napełniała ją, ożywiała zmysły, dodawała utraconej gdzieś po drodze energii.
Dom opuszczała uśmiechnięta, oblizując jeszcze wargi na wspomnienie wspaniałego smaku. Wrzuciła do bagażnika skrzynkę najlepszej vitae z jej domowych zapasów. Nie wypadało przecież pojawiać się u księcia z pustymi rękami. Nawet jeśli była to sytuacja wyjątkowej wagi powinna mimo wszystko zachować choć namiastkę etykiety i wykazać się należytą ogładą.
Wsiadła do swojego sportowego wozu, włączyła ostry gitarowy kawałek i pomknęła ulicami Reykjaviku łamiąc wszystkie znane jej zasady bezpiecznej jazdy. Znów poczuła się błogo, znów czuła że żyje. Przypomniał jej się
Lasalle. Żałowała, że ta intrygująca zabawa nie może zostać kontynuowana. Był postacią na tyle fascynującą, że warto byłoby zasięgnąć języka na jego temat. A może był po prostu nową zagadką, kolejnym wyzwaniem? Tak ostatnio potrzebną jej odmianą? Cokolwiek to było chciała się tym delektować zanim zniknie bezpowrotnie. Wszystko po czasie ją nużyło, dlaczego z nim miałoby być inaczej? Ta myśl niespodziewanie ją przygnębiła.
Nie ściągając nogi z pedała gazu sięgnęła ponownie po telefon i wybrała znajomy numer. Powitał ją melodyjny męski głos.
-
Maria Luiza. Jak dobrze cię słyszeć moje dziecko. Wszystko w porządku? - Tak ojcze, w należytym. - Nie była co do tego pewna ale nie widziała potrzeby żeby kłopotać go sprawami Reykjaviku.
- Ale nie o mnie chciałam rozmawiać. Poznałam dziś pewnego Kainitę. Francuza, dlatego pomyślałam, że może coś słyszałeś na jego temat. Antoine Lasalle.
-
Ach, Lasalle. Oczywiście. Dość znajome nazwisko. Archont. Za życia był ponoć ulubionym generałem Napoleona. Kawalerzysta. Doskonały taktyk. Kobieciarz. Tyle pamiętam. Wśród Kainitów cieszy się nienaganną reputacją. Pełni obecnie funkcję mediatora Camarilli. Lepiej na niego uważaj skarbie. To wpływowy wampir, proszę nie zachodź mu za skórę. - Dziękuję Francois. Będę taktowna i uprzejma jak zawsze. Czyżbyś zaczynał wątpić w moje dobre maniery? - Moja droga, doskonale wiesz, że niepokoję się twoim bieżącym stanem. Nie mogę udawać, że nie zauważam zmian jakie w tobie zaszły. Przygasłaś moje dziecko. Gdzie jest ogień, pasja i entuzjazm, który kiedyś cię rozrywał? - Zrobił dłuższą pauzę, wyczuła jego zakłopotanie.
- I dobiegły mnie słuchy, że masz pewną... słabość. To stawia cię w nie najlepszym świetle Mario Luizo, musisz z tym skończyć. Ileż życia można zmarnować na czcze rozrywki? - Na razie muszę kończyć ojcze – przerwała mu wyraźnie rozdrażniona torem jaki obrała ta rozmowa
– Dziękuję za troskę ale naprawdę, mam się świetnie. I dziękuję za informacje, niebawem zapewne znów się odezwę.
Odłożyła słuchawkę dokładnie w tym momencie gdy jej czarne Lamborghini Gallardo zatrzymało się na podjeździe z piskiem opon.
Jeszcze przez chwilę wsłuchiwała się w potężny ryk silnika zanim go wyłączyła. Zatrzasnęła drzwi i pieszczotliwie pogładziła dłonią czarny metaliczny lakier. Zerknęła jeszcze raz na wyświetlacz telefonu. Nieodebrane połączenie od
Simona. Oddzwoniła.
-
O co chodzi Simon? - Posłuchaj uważnie Mercedes. Dzwonił do mnie mężczyzna, z którym rozmawiałaś na przyjęciu. Mówił, że szykuje się wojna z hrabiną i że w mieście może nie być bezpiecznie. Proponował abyś udała się do Elizjum. Sam już prawdopodobnie tam jest. - Dziękuje Simon. Wszystko wiem i już jestem na miejscu. Będziemy w kontakcie. Niezły ferment – pomyślała.
- Zobaczymy co z tego wszystkiego wyniknie. A teraz czas poznać nowego Księcia i jego Radę. Dźwignęła skrzynkę z połową tuzina butelek od wina i skierowała się do wejścia do Elizjum.