| | Lasalle słuchał rewelacji Lipińskiego, a jednocześnie myślał o niej. Chyba nie chciał przyznać przed samym sobą, jakie wywarła na nim wrażenie. Może tak naprawdę bał się dopuścić do siebie tej myśli? Takie kobiety jak ona zawsze sprowadzały kłopoty, szczególnie, jeżeli były wampirzycami. Nie potrafił stwierdzić, czy poznanie jej było formą błogosławieństwa czy raczej przekleństwa. Cóż to w zasadzie, zresztą, za istota? Teraz, kiedy zniknęła sprzed jego oczu nie potrafił odtworzyć z pamięci ponownie jej obrazu. Jej idealnych rysów, błyszczących oczu i miękkich warg. Chociaż wiedział, ze za moment się to zmieni i będzie widział ją taką, jak jeszcze przed chwilą, kiedy stała przy nim piękna, niczym królowa śniegu. Lecz czy tak samo zimna i mająca chęć uwięzić go, jak tamta schwytała w pułapkę biednego Kaya?
Przypomniał sobie, że gdy ją wtedy dostrzegł wydawała mu się wiotka i eteryczna niczym zjawa. A może istotnie była jedynie ułudą? Jakąś fantastyczną wizją lub wytworem jego umysłu? Zdawała się być zwyczajnie zbyt doskonała aby mogła w ogóle być prawdziwa. Jakby stanął twarzą w twarz z aniołem ... Może nim istotnie była? A może wprost przeciwnie i miał do czynienia s sukubem łowiącym nieszczęśników, którzy mieli pecha stanąć na jej drodze? Z powodu takiej kobiety można pogrążyć się w zazdrości tak wielkiej, że przysłoni racjonalne myślenie, sprowadzi obłęd.
Obcowanie z nią byłoby niewątpliwie ekscytujące, ale też niebezpieczne. Jak spacer na krawędzi urwiska i spoglądanie z wysokości w spienione kłęby wzburzonego morza. Ale czy dla takich chwil, dla dreszczu jakie z sobą niosą nie warto podjąć ryzyka? Czymże byłoby życie bez odrobiny namiętności, gorączki i ekscytacji? Niczym, jednak pod jednym warunkiem, ze to on decydował o przebiegu gry. Nie ekscytował się szaleństwem, gonitwą za nieosiągalnym, jeżeli zaś wstępował w jakiekolwiek szranki, nawet z pozoru niebezpieczne, to dla niego był to skutek przemyślanego ryzyka oraz zaufania do własnych umiejętności. Jednak czy dla niej nie warto by było odrzucić, choć na chwilę, nawyki, które pozwalały mu przetrwać w zawistnym tłumie wampirzej społeczności? Jeszcze nie wiedział, nie wiedział niczego poza tym, iż znowu chce ją ujrzeć.
Wysłuchał Lipińskiego, potem bez słowa podniósł telefon naciskając numer Eleny. Przez chwilę nie odbierała, wreszcie wampir usłyszał jej rozbawiony głos w tle którego leciała głośno wydzierająca się Britney Spears:
- Halo, Antoine! Co się stało? – Krzyczała do telefonu.
- Elena, mam do ciebie prośbę.
- Przepraszam, nie słyszę, poczekaj, zaraz wyjdę na korytarz – słów tych raczej archont się domyślał, niż je dokładnie rozumiał.
Muzyka rzeczywiście za chwilę przycichła i dawało się już prowadzić jako tako rozmowę:
- Co się stało? Kiedy wracasz? Może jednak jesteś z twoją pięknością?
- To ostatnie w połowie prawdziwe, czyli „pięknością” tak, „moją” niestety nie, ale ja chciałem o czym innym. Niestety, okazało się, ze mogę dzisiaj się nie wyrobić i jednak nie przyjadę. W dodatku wyniknęły pewne problemy, dlatego mam prośbę, czy mogłabyś się dzisiaj przespać u koleżanki, owej Birgit?
- No, zasadniczo tak, ale w sumie mieszkam niedaleko, więc spokojnie się przespaceruję.
- Bardzo proszę, zostań u niej. Później wytłumaczę, co się dzieje.
- Antoine, co ty mówisz – zaniepokoiła się
- Jeden z naszych klientów, znaczy korporacji, dla której pracuję, lekko się wściekł i doszły nas słuchy, że coś planuje. Owszem, jeżeli już, to uderzyłby raczej we mnie, albo prędzej w prezydenturę owej korporacji w Reykiawiku, ale proszę, na wszelki wypadek uważaj.
- Masz taką niebezpieczną pracę? Interpol?
- Eleno, błagam, ciszej. Nie, nie Interpol, ale ... sama rozumiesz, nie mogę mówić.
- Rozumiem. Antoine, daj mi słowo, że nie jesteś w nic wplątany nielegalnego.
- To mogę dać słowo. Możesz mi wierzyć, że nie jest to nielegalne.
- Dobrze, obiecuję, że zostanę u Birgit.
- Przepraszam, że tak wyszło, ale nie przypuszczałem, że do tego może dojść. Jeszcze jedno, czy możesz dać mi Simona?
- Simona?
- Tak na moment.
- Dobrze. Poczekaj chwilę.
- Chciał pan ze mną rozmawiać – rozległ się głos ghula Mercedes.
- Tak, dwie sprawy. Po pierwsze ostrzeż Mercedes, że czarownica zaczyna szaleć. Może być wojna. Udaję się obecnie do siedziby księcia. Proponuję jej, żeby też tam ruszyła, bo obecnie to chyba najbezpieczniejsze miejsce w Reykiawiku. I osobista prośba, uważaj na Elenę. Jeżeli coś by się działo, dzwoń natychmiast do mnie, proszę, a jakbym nie odbierał, to na numer 794 123 456. to do Stephena, mojego kamerdynera. To tylko prośba, ale nie chcę, żeby coś się stało Elenie.
- No cóż, panie Lasalle, postaram się. Skopiuję także pański numer z telefonu Eleny do swojego. Czy coś jeszcze?
- Nie, do zobaczenia i bawcie się dobrze. Nosferatu popatrzył badawczo na Lasalle’a:
- To właśnie w tych sprawach chciałem z panem porozmawiać. Spotkałem pewną osobę, nazywa się Mercedes Rosario Ortega i jest Toreadorem zamieszkałym tutaj od 5iu lat. Spotkałem ją w - archont podał adres i dzielnicę. – Ma ghula, Simona, który dalej tam przebywa podczas, gdy ona wyszła. Chciałbym pana prosić, jako szefa wywiadu księcia – uśmiechnął się – o przysługę. Chciałbym prosić, żeby ją pan odnalazł i miał na nią baczenie, gdzie jest, co robi, gdzie mieszka i tak dalej. Także dla jej bezpieczeństwa, ale i mojej ciekawości. Wprawdzie może to wszystko okaże się nie do końca potrzebne, gdyż jest szansa, że pojawi się u księcia Roberta, ale tak czy siak chciałbym wiedzieć o niej więcej.
Odpowiedział mu pytający wzrok skrzypka.
- Jasne, że podaję trochę mało danych, ale proszę dać mi moment, zaraz obydwoje panu pokażę. Lasalle wyciągnął z kieszeni resztki szkła. Skupił się, otwarł umysł na fale przeszłości emitowane przez przedmiot, który dotykała wcześniej Mercedes. Moc go opływała, kiedy siła wampirzej dyscypliny powoli rozdzierała kotarę przeszłości. Mgła się rozstępowała. Najpierw powoli, potem zaś coraz mocniej stopniowo ukazując fragment postaci dziewczyny. Najpierw wypielęgnowanej, smukłej dłoni, a potem rozszerzył się na cała niezrównaną postać. [Nadwrażliwość]
- Mam ją. Jeżeli pan pozwoli, prześlę jej wizerunek.
Widząc skinienie głowy Lipińskiego na mgnienie oka otwarł swój umysł wysyłając jej obraz Nosferatu. Po chwili powtórzył wszystkie czynności z drugim kawałkiem szkła i postacią Simona.
- To oni, dziewczyna - Toreador i jej ghul Simon. Teraz, skoro mamy starcie z hrabiną mogą być zagrożeni, a ja nie chcę, żeby stało się coś złego. Nie mówiąc o drobiazgu, że byłby to kolejny członek rodziny popierający księcia. Dlatego chciałby prosić, żeby pańscy podopieczni zerknęli na te osoby. Czy dałoby radę? A przy okazji, mam nadzieję, że wojna nie przeszkodzi nam w jutrzejszym koncercie. Wprawdzie okaże się jeszcze, ale byłoby interesująco posłuchać miejscowych interpretacji muzyki włoskiej. Oczywiście, zapraszam też do samochodu. Jeżeli udaje się pan do dworku księcia, chętnie podrzucę. Pańskich podopiecznych również. Antoine czekał na odpowiedź Karola. Szczerze mówiąc, był on wampirem, do którego miał największe zaufanie z całej grupy. Wydawał się najstabilniejszy emocjonalnie, znacznie stabilniejszy od Gangrela i nie zależało mu na kombinacjach politycznych, którymi żył wręcz Robert. Za to drugi Nosferatu przypominał mu raczej mało myślącego boksera, więc póki co, nie powierzyłby mu jakiejkolwiek istotniejszej sprawy. Miał nadzieję, że dogadają się, a jeśli nie, cóż, będzie musiał radzić sobie sam. Zresztą nie wątpił, że mógłby odnaleźć Mercedes, ale przy pomocy Lipińskiego byłoby to znacznie prostsze. Lasalle nie był graczem, stawiał na pewniaki. Dlatego średnio podobało mu się wyzwanie Mercedes. Był zwykłym urzędnikiem Camarilli, który robił swoje i o którym wiedziano, że zrobi swoje. Lubił piękno, kwiaty, drzewa, lubił japońską herbatę, sztukę starożytnej Grecji oraz kobiety wielkiej urody. Takiej, jak Mercedes. Być Toreadorem to pozwolić, by serce wampirze drgało rozradowane na widok piękna. Jemu drgało na wspomnienie jej szlachetnego oblicza i pobierał z tego niezwykłego uczucia nową moc do życia takiego, jakie mu zostało bez jego woli ofiarowane. Cieszył się nią, owym wizerunkiem, który pielęgnował w swoich myślach, niczym dziecko, któremu ofiaruje się zabawkę lub artysta na widok hołdów składanych swojej sztuce.
Odnosił jednak niejasne wrażenie, że nie tylko to sprawiało, iż o niej myślał. Dziwne, bardzo dziwne, jak na wampira. Ale czuł, ze coś było nie tak, a raczej, że pojawiło się w nim jakieś nowe zaangażowanie. Czy to była ciekawość, zainteresowanie, zaintrygowanie tajemniczą nieznajomą? Pewnie także. Trudno zresztą, żeby było inaczej. Przemknęła niby postać z mgły upleciona, ułuda wabiąca mężczyzn swą posągową urodą. Jej usta zapraszały, by je całować, oczy lśniły blaskiem gwiazd tonących w głębi oceanu. Cała zresztą postać tchnęła doskonałością, w której jedyną drobną rysę stanowił delikatny cień obojętności. To tak jakby wielki artysta wyrzeźbił doskonały posąg, ot tak sobie, wkładając w to podświadomie cały potencjał umiejętności, ale nie wkładając serca. Ją także otaczała szara chmura takiego podejścia do świata. Była doskonałością. Skończoną, idealną, ale jego czułe zmysły odbierały pewien dysonans pomiędzy cudem postaci oraz niekoniecznie idealną osobowością. Antoine nawet nie potrafiłby tego nazwać, określić, o co mu chodzi, ale dostrzegał ten drobny zgrzyt w przecudnej melodii nazywającej się Mercedes Ortega.
Uśmiechnął się tak, iż stojący obok Nosferatu spojrzał zdziwiony. Ale Toreador właśnie uświadomił sobie, że owo odczucie mu wcale nie przeszkadza. Normalnie, spojrzał by jeszcze raz na nią, lekko korygując poprzedni zachwyt, albo, raczej, ograniczając go do samej formy. Jednak nie zrobił tego. Sam nie znał powodu, lecz musiał przyznać, że jej wizerunek wcale nie utracił na owej drobnostce, a może nawet zyskał. Bezsensowne, szczególnie w oczach prawdziwego Toreadora. Chyba przestał rozumieć, co się dzieje. Potrząsnął głową czekając na odpowiedź Karola.
Ostatnio edytowane przez Kelly : 05-06-2008 o 11:03.
|