| Był późny wieczór... William siedział w karczmie popijając zdrowo ze swego drewnianego kufla gorzkie tanie piwo.... Pił je próbując zalać smutki... Znów myślał o swym ojcu... Wiedział, że te złe wspomnienia będą go dręczyć całe życie jednak nie było na to rady.. Stało się i już... Nic nie mógł wtedy na to poradzić... Lecz może teraz! A pewni ludzie mu to umożliwili... Będzie mógł Zemścić się na tych sukinsynach za swego ojca, siostrę.. Jebani Magowie!!!- Pomyślał i mocniej ścisnął Kufel.. Zapatrzony w drzwi od karczmy rozmyślał... Wiedział jednak iż los znów się do niego uśmiechnął...
Tym razem jednak dostał od życia o wiele wiele więcej... Więcej niż mógłbym sobie wymarzyć... – Pomyślał a jego twarz rozciągnął paskudny uśmiech..
Patrzył jeszcze tępym wzrokiem na plecy przeciskającego się przez tłum do wyjścia rycerza... Zlecono mu zadanie... Szczyt ambicji! Wytropienie i zabicie grasującej po mieście Birchen grupy Magów. Całej grupy! Nie jeden czy dwóch marnych magów!! Cała grupa i to doświadczona.. Dodatkowo zapłacono za to sto sztuk złota, które szybko wpłynęły do sakwy Williama.. LaValle zgodził się na to zadanie praktycznie ze względu na rodzinę i przeszłość a nie pieniądze...
Siedział teraz sam w karczmie... Miał całą noc przed sobą.. Jutro rano miał zgłosić się w okolice katedry Św. Alberta, aby poznać dokładne cele i jak mówił rycerz-resztę drużyny.. Na razie jednak siedział spokojnie zapatrzony w kufel gładząc raz po raz krótko ostrzyżoną brodę, rozmyślając o przeszłości... Dokończył piwo i podniósł się harując nogami stołka po drewnie... Musiał iść na górę, skoro miał pracę do wykonania nie mógł się upić... Zebrał wszystkie swoje rzeczy i udał się do wynajętego wcześniej pokoju na spoczynek...
Zasnął szybko.. A sny tym razem były spokojne...
Słońce wzeszło wcześnie... William wstał... Przeciągnął się i wykonał kilka rozluźniających mięsnie ćwiczeń... Ubrał się szybko i zszedł na dół karczmy gdzie zjadł pożywne śniadanie... Wyszedł z budynku i udał się na miejsce ustalonego spotkania... Z dalsza zobaczył tłum... Ludzie kłębili się wokół podwyższenia gdzie Inkwizytor coś wykrzykiwał... Gdy tylko podszedł bliżej zorientował się, iż wieszają Maga... William splunął na ziemie na widok człowieka... - O jednego mniej....- Rzekł sam do siebie i z dobrym humorem ruszył przed siebie, aby po chwili dotrzeć do miejsca gdzie stało już kilka osób... Po prawej stronie dostrzegł spalony dom gdzie krzątali się Inkwizytorzy wyciągając spalone ciała... Spotkał rycerza, który zwerbował go kilka godzin temu, ten przedstawił mu pozostałych członków drużyny, aby po chwili podjąć krótką przemowę, w której tłumaczył cel wyprawy... Inkwizytor skończył właśnie przemowę, gdy nadeszło kilka kolejnych osób.. Przedstawiono im człowieka- Nihila, którego mianowano dowódcą grupy... Po chwili zostali sami.. Inkwizytorzy rozeszli się a czwórka nowych towarzyszy pozostała sama... LaValle rozglądnął się po nich i z teatralnym ukłonem rzekł : - Witam wszystkich jeszcze raz... Mam nadzieję, iż nasza współpraca będzie bardzo owocna i przyniesie wymagane efekty zadowalając naszych pracodawców...
__________________ Śmierć uśmiecha się do każdego z nas. Jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej... |