| John z ukosa spojrzał na Marcusa. Nie sądził, by w takiej sytuacji mozna było się stąd zabrać i odejść.
- Dobranoc, Bajdoletto - powiedział. - Dziękuję za opowiadanie. Jak przyjdzie kolej na moją wartę, to cię obudzę. Zawsze we dwoje jest przyjemniej.
- Dobranoc, Arturze - skierował słowa pod adresem niziołka. - Przyjemnych snów. I dzięki za namioty...
Poczekał, aż kenderka i niziołek znikną w swoich namiotach, a potem ponownie spojrzał na Marcusa.
Szeptem powiedział:
- Masz zamiar wziąć Bajdolettę na plecy i wynieść się stąd chyłkiem? Zostawiając ich - wskazał na namiot, w którym schował się Artur - samych? Gdy liczą na nas, że będziemy czuwać nad ich snem?
Po sekundzie dodał: - Lepiej będzie, jeśli rozstawimy ten trzeci namiot. Nawet jeśli jest dziurawy.
Dorzucił trochę drewna do ogniska. Uniosły się kłęby dymu. Ogień przygasł odrobinę, ale za moment znów się rozpalił. - Więc co zrobimy? |