Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-06-2008, 18:45   #28
Lhianann
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 4 Lhianann wkrótce będzie znanyLhianann wkrótce będzie znany
$: 87 314
Noc spędzona na łonie natury nie była pierwszą, ani ostatnią tego typu nocą w życiu Tishalull
Część mięsa z upolowanego długoucha nabiła na zaimprowizowany rożen i upiekła, a resztę posiekała, i ugotowała wraz z kasz a, cebulą i ziołami nad żarem w niewielkim kociołku, tak by móc z samego rana zjeść gorący i całkiem smaczny posiłek.

Siedząc przy ognisku, wpatrzona w pełgający na polanach ogień zaczęła wspominać, kto nauczył ją, że jeśli chce w pełni cieszyć się smakiem jedzenia, musi nauczyć się sama je przyrządzać….

***

Jak zawsze zatopiona w lekturze przeoczyła porę kolacji.
I to o dobre kilka godzin…
Tym razem bez reszty pochłonęła ją historia odkrycia Archipelagu Południowo-Zachodniego pióra Filegasa z Tabadanu.

Ostatnimi czasu zaczytywała się opisami odkryć, dziennikami podróży, czy pamiętnikami dyplomatów z odległych państw. Marzyła czasem, by móc tak jak oni, móc podróżować, odkrywać nie poznane wcześniej miejsca, zgłębiać ich tajemnice…

Teraz jednak poczuła dokładnie że obiad ledwie skubnęła, myślami będąc znów przy lekturze, zaś kolacje ominęła zupełnie. Było już dobrze po północy, a jej żołądek domagał się jakiejś strawy.

Cichcem opuściła komnatę, by dobyć podobną, jak ostatnimi czasy nocną wyprawę do kuchni. Mogła, rzecz jasna wezwać służbę, kazać przygotować sobie posiłek, ale…. Wolała takie rozwiązanie, namiastka adrenaliny w jej, niestety, dzięki rodzicom, uporządkowanym i nieco nudnym życiu.

Pusta kuchnia wydawała się ogromna, na ścianach lśniły wyszorowane naczynia do gotowania, smażenia i pieczenia, przepastne kredensy chowały zastawę stołową, w kuchennych paleniskach żarzyły się węgle z jakich rankiem znów buchnie płomień. Drzwi na końcu korytarza prowadziły do spiżarni i do piwnic z zapasami jedzenia.

Cichutko nucąc pod nosem młoda elfka wyjęła sporych rozmiarów talerz i ruszyła w stronę spiżarni. Po chwili zasiadała już przy stole z talerzem wypełnionym w większości pieczonym, zimnym mięsem, winogronami i sporym kawałkiem sera gdy głos za jej plecami sprawił, że naczynie prawie wypadło jej z dłoni.

-No, w końcu wiem, kto myszkuje po nocach w mojej kuchni…Panienka Tishalull!

Tegoż akurat się nie spodziewałem po panience… Głos głównego kucharza, półelfa, El Tyreandela wyrażał absolutną dezaprobatę. Władał kuchnią jak swym królestwem, rozdzielając pochwały jak i nagany na podległą mu rzeszę kucharzy, kuchcików, posługaczy.

Tishalull poczuła jak na policzki wypełza jej rumieniec wstydu.

Kucharz bystro spojrzał na zawartość talerza, pociągnął nosem nad kubkiem wina już stojącym na stole, i lekko zmarszczył brwi.

-Dziecko, nie wiem czemu nie jesz jak normalni członkowie twej rodziny, ale muszę przyznać, że masz mały dar łączenia smaków. Czemu wybrałaś akurat jagnięcinę w ziołach? Spośród całego mięsa, czemu właśnie to? A zielone winogrona? Czemu one, a nie gruszki, morele, czy granaty? A ten ser? Czemu ten gatunek, pleśniowy, półpłynny, słony i ostry?

Od właśnie tej rozmowy, i początkowo nieporadnych tłumaczeń młodziutkiej elfki zaczęła się ich znajomość. Umiejętnośc łączenia ze sobą smaków była dopiero początkiem w drodze poznania sekretów rozkoszy podniebienia w jakiej kanony wprowadził ją El Tyreandel, który okazał się niezwykłym nauczycielem, jak i przyjacielem.



***

Ponownie dorzuciła drew do ognia, potrawka bulgocząca w kociołku zaczynała coraz milej pachnąć, przesunęła ją bardziej w bok, by pod nią był żar, a nie ogień.

Mocniej owinęła się kocem, opierając się o wiatrołom, jaki musiał paść stosunkowo niedawno. Zza niej dobiegało jej uszu chrupanie trawy jej klaczy.

Miecz spoczywał koło jej dłoni, w zasięgu ręki był również łuk.

Ufając swemu wyszkoleniu i znajomości dziczy, Tishalull nie czuła się zagrożona. Miała pewność, że poradzi sobie, chodź wiedziała, tez, że podróżowanie samotnie w tak stosunkowo dzikim terenie, jak ten na jakim się znalazła, nie jest najrozsądniejsze.

Chcąc nie chcąc jednak zdecydowała, że tak i tak prawdopodobnie spotkałaby tą zbieraninę z karczmy prędzej czy później, a dołączenie chodź na chwile do ich kompani może dać jej pewne korzyści- jak chociażby komfort snu, a nie pół snu- czuwania.

Złapanie ich jutro na szlaku nie powinno jej nastręczyć żadnych trudności.
 
__________________
Candles raise my desire
Why I'm so far away
No more meaning to my life
No more reason to stay...
Lhianann jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem