| Karol Lipiński
Nosferatu milczał przez chwilę po wysłuchawszy słów Archonta, u niego również przez ostatnią noc wiele się musiało wydarzyć. Karol mógłby przysiąc, że wyczuł coś więcej niż zwykłą troskę w słowach wampira. –„Szczególnie wspominając o tej piękniej torreadorce”. Prośba Antonie'a była drobnostką i choć ze względów bezpieczeństwa mógłby odmówić, wszakże każdy szczurzy szpieg jest potrzebny w posiadłości to jednak kierując się zwyczajną sympatią do Lasalle’a postanowił ją spełnić.
-Natychmiast wyślę moich szpiegów, aby mieli oko na te osoby. Niestety żadnego bezpieczeństwa zapewnić im nie mogę, o to najłatwiej w posiadłości Księcia. Choć malkavianie są szaleni, wydają się być jednocześnie solidną obstawą. Teraz najważniejszą rzeczą jest powiadomienie każdego kainitę o wojnie i zagrożeniu ze strony hrabiny. Niestety – westchnął głośno– obawiam się, że wojna została wypowiedziana pochopnie, o czym już się pan niebawem zapewne przekona. Choć chciałbym się mylić. Tyle rzeczy do omówienia a tak niewiele czasu.
Nie chcąc przytrzymywać dłużej Archonta pośpiesznie dokończył dosyć ponurym nawet jak na niego głosem.
– Jest wiele kwestii, o których chciałbym porozmawiać, niestety teraz nie mogę udać się z panem. Czeka mnie bardzo ważne spotkanie. Jutrzejszy koncert oczywiście jest nadal aktualny, nic mi nie przeszkodzi w wysłuchaniu dobrego występu. – wysilił się na odrobinę wesołości. - Do zobaczenia i… uważaj na siebie, te czarownicę są naprawdę twarde. –Pozwolił sobie na nieoficjalny ton i wolnym krokiem odszedł parę metrów od samochodu. Podejdźcie. – Zapiszczał w szczurzej mowie a kilka gryzoni ukrywających się w pobliżu i podążających za nim posłusznie zbliżyło się do swego pana. – Chce żebyście odnaleźli i mieli oko na te osoby.- Wytężył umysł i próbował przywołać sobie sylwetki przedstawionych osób a następnie przelał swe myśli na szczurzych przyjaciół. – Jeżeli im się coś stanie macie natychmiast mi o tym donieść. Ruszajcie, Mozart idź z nimi i uważaj na siebie.
Szczury dosyć niechętnie, usłuchały rozkazu Nosferatu i pobiegły w kierunku miasta. – „Mozart sobie poradzi a teraz...”
Teraz wyraźnie podekscytowany pośpiesznym krokiem udał się w kierunku, gdzie oczekiwała na niego ona, Marry. Nie przypuszczał, że tak szybko znowu ją spotka. Tak naprawdę nie oczekiwał żadnej pomocy wampirzycy, wręcz przeciwnie był gotowy ofiarować swoją. Zdecydowanie już nie pamiętał uczucia, jakie wzbudziła w nim ta kobieta – "Niezwykle intrygująca osoba."
Siedziała na jednym ze starych zapomnianych przez ludzi i nadtrawionym przez czas nagrobku. Nie zauważając początkowo Nosferatu dopalała spokojnie papierosa. – Witaj pa…Marry. – Odezwał się uśmiechając pod fałdami szala i jednocześnie z założonymi za plecami rękoma zbliżył się do kobiety wyłaniając się z cienia pobliskiego starego drzewa. Czuł, że wzbiera w nim nowa melodia daleka od planowanego utworu żałobnego inspirowanego nieszczęśliwą śmiercią jednego z jezusów, powinien ją wykorzystać i zagrać swój najlepszy koncert. |