| Torin nawet w świetle księżyca niewiele zdołał zobaczyć, gdyż skrzynia okazała się pusta. Jeszcze przy przenoszeniu skrzyni miał odmienne wrażenie. Coś co wziął wtedy za stuknięcie, szuranie po dnie w istocie musiało być kołataniem zamka, bo przecie skarb nie mógł ot tak się rozpłynąć.
Dokładniej przyjrzał się ciemnemu wnętrzu. -Znalazłem coś, Gustavie poświeć proszę.-poprosił pośpiesznie, dostrzegając wreszcie coś wartego uwagi. Małą pieczęć nie zachwyciła go, ale też dawała odrobinę nadziei. Wyryte w glinianej bryle litery zlewały mu się w ciemności, lecz nawet w pełnym świetle raczej nie potrafiłby ich przeczytać. Nasuwało się przypuszczenie, że bandyci jak język, tak i pismo mają brzydkie, niezgrabne i zupełnie nieczytelne. A może to pismo krasnoludów. Wczoraj w miasteczku zwiedzili ruiny krasnoludzkiej budowli, może to skarb krasnoludów. Tak czy inaczej nawet nie znał żadnego krasnoluda, który mógłby potwierdzić lub zaprzeczyć tą teorię.
Sztyletem postarał się nawinąć sznurek i podnieść pieczęć do góry. Mając na uwadze zachowanie Gerdy wolał nie mieć do czynienia z magicznymi przedmiotami, jeśli takim okazałaby się ta gliniana grudka . -Nie wygląda na złotą, ani szczególnie cenną.-stwierdził obserwując obracający się przedmiot- Ale któż wie czym są te dziwne znaki. Słowa czasem więcej są i warte niż wszelkie bogactwa. |