Wątek: Inkwizycja
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 09-05-2008, 18:42   #6
Irrlicht
 
Irrlicht's Avatar
 
Rozmawiając tak z owymi żołdakami Inkwizycji, nie omieszkałem skierować wkrótce swoich kroków z powrotem do klasztoru, do mojej skromnej celi.
Jakkolwiek zamierzałem spotkać mojego mocodawcę i protektora, Ausstohera, było dla mnie pewnym, że - bądź co bądź - będę musiał uczestniczyć w śledztwie, i to nie tylko ze względu na Inkwizytorium czy samego szlachcica. Słyszałem już jakiś czas wcześniej o tej sławetnej grupie magów, która kręciła się w okolicach Birchen, jednak za nic nie mogłem dojść do tej grupy, a wszyscy, których posyłałem, ginęli w dziwnych okolicznościach.
Ufny w moc Ausstohera, żywiłem cichą nadzieję, że będę mógł kiedyś uczestniczyć w tych sławetnych, inkwizytorskich przesłuchaniach.
Nie miałem bowiem wątpliwości - klan, który tak dużo wysiłku wkłada w strzeżenie swoich sekretów, zaiste ma czego strzec. Tak to już jest z wszelką maścią potępieńców i czarowników. Nawiasem mówiąc, także ze mną.
Wszedłem do swojej celi, dzięki bogom zastając pachołka śpiącego jeszcze na moim barłogu. Nie chciałem go obudzić jednak od razu. Przede wszystkim zamknąłem na klucz dźwierze, po czym zabrałem ze stołu sztylet, którego zapomniałem wziąć wcześniej.
Miałem też zamiar wziąć ze sobą komponenty do moich rytuałów, jednak nie było teraz ani czasu ani miejsca na kości, różdżki, pentakle i kordiały, które ukryłem w lesie.
Dźgnąłem pachołka głownią sztyletu, który zaraz włożyłem za pazuchę.
Mały bastard zamlaskał przez sen, znowu, jednak obudził się i wbił we mnie zdziwiony wzrok swoich zielonych ocząt, które dostarczyły mi minionej nocy wiele uciech.
Westchnąłem tęskno i złapałem resztki zapachu kadzidła piżmowego. Drogocenna ciecz zdążyła już wyparować, pozostawiając suchy, pomarszczony knot.
- A teraz mnie posłuchasz, Julko.
Ironia. Młodzik, z którym sypiam, nazywa się jak tamten od Inkwizytorium.
- Zbierzesz się zaraz i weźmiesz resztę swoich konfratrów. Jeden pójdzie do karczmy i do burdelu i rozpyta się o magów, tych samych, których kamienicę niedawno spalono. Drugi pójdzie do slumsów i wypyta się o to samo, ale dyskretnie, niby tak od niechcenia. Rozumiesz? Trzeci, jak zwykle, pójdzie do mnichów. I wypyta się o mnie, ale niech ma uszy otwarte... Wątpię, żeby ta cała afera pozostała bez echa wśród kleru...
Czy zrozumiał? Zapewne, przecież zdążyłem już ocenić jego mądrość, choć pewnie i tak myślał cały ten czas o kolejnej i jeszcze kolejnej nocy, którą miałem spędzić z nim. Czy miałem? Zapewne nie będzie mi dane.
- Znajdziesz mnie w karczmie... Tej, co zwykle. Będę czekał.
Odszedłem parę kroków, a tamten zaczął się ubierać. Rychło w czas. Ranek mijał prędko.
Ja zaś założyłem chustę na twarz i spiąłem ciaśniej włosy, po czym nałożyłem na głowę kaptur. Odemknąłem drzwi i wyszedłem.
Do gaju, tam, gdzie spędziłem sporą część tej nocy.
 

Ostatnio edytowane przez Irrlicht : 10-05-2008 o 08:06.
Irrlicht jest offline