Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-09-2008, 19:35   #30
obce
 
obce's Avatar
 
Reputacja: 2 obce wkrótce będzie znany
$: 35 630
O magu jadącym na końcu ich niewielkiej kolumny Kathryn prawie udało się zapomnieć – apatyczny, bierny i milczący nie był interesującym kompanem w podróży. Oprócz jednej rozmowy, którą odbyli kilka dni temu w karczmie, nie zamienili ze sobą wielu słów i półelfka skreśliła go wstępnie ze swojej prywatnej listy intrygujących i godnych poznania osób. Może dlatego, gdy powiedział pierwsze od śniadania pełne zdanie...

- Czuję, że coś wisi w powietrzu, za chwilę coś się wydarzy…
Kathryn ściągnęła lekko wodze i obróciła się w siodle najpierw patrząc na maga a potem z lekko uniesioną brwią na kapłana, niemo pytając się czy jadący za nim elf raczy żartować. Turgas nieznacznie wzruszył ramionami.

Wszyscy jednak zatrzymali konie.

Kobieta przesunęła spojrzeniem po rozświetlonej słońcem ścianie lasu. To było dobre miejsce i dobry dzień na zasadzkę – grube pnie drzew, słoneczne promienie znaczące wszystko rozedrganymi plamami jasności i kapryśnymi cieniami, krzewy i paprocie zapewniające ochronę przed spojrzeniem, lecz nie na tyle gęste, by stanowiły przeszkodę do ataku. Delikatnie dotknęła medalionu ukrytego pod materiałem koszuli.

- Trzysta kroków przed nami. Kilkanaście, prymitywnych, humanoidalnych istot rozumnych. Dwa psy lub wilki – powiedziała spokojnym, lekko znudzonym głosem, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie.

A potem zobaczyli gobliny. Cztery.

Ich sylwetki przemykały zwinnie pomiędzy zaroślami, znikając i pojawiając się coraz bliżej i bliżej. Scena przypominała obraz, którego jedynie połowa pozostaje nieruchoma: po lewej stronie płótna piątka jeźdźców zastygła w bezruchu, uważnie wypatrując nieuchronnie zbliżającego się niebezpieczeństwa, otoczona równie znieruchomiałym lasem jest archetypicznym wzorem ofiary; po prawej zaś stronie postacie pokryte szaro-oliwkową skórą w ciągłym ruchu, zbratane z cieniami drapieżniki.

Ich niedoczekanie.

- W sumie czternastu i dwa wilki. – Uznała, że czas na kilka konkretów, które odmienią oblicze sytuacji i potencjalnie zaskoczonym ofiarom pozwolą urządzić własną zasadzkę. - Trzysta metrów przed nami trójka ukryta na drzewach czyli, drogie elfy, dwa poruszenia skrzydeł sokoła ku świtaniu - przełożyła miarę odległości na charakterystyczną dla starych poematów elfickich. - Pięćdziesiąt metrów na prawo od nich dwóch i dwa wilki. Na godzinie jedenastej podkrada się czterech. Trzech na godzinie pierwszej. Dwóch stara podkraść się z boku, prawdopodobnie od godziny dziewiątej i trzeciej.

Jeszcze zanim skończyła mówić mag zdążył znaleźć się na ziemi, rycerz chwycić wygodniej kopię, zaś Saline dobyć miecz z pochwy i tylko Turgas nie poruszył się, zimnym głosem wymawiając słowa modlitwy. Kathryn zeskoczyła z konia i spokojnie zaczęła go prowadzić na tył ich szeregu. Przez ramię zerknęła na łuk przytroczony do juków elfki i żelazo w jej dłoni.

- Masz zamiar rzucić w nich mieczem? - w jej głosie pojawiła się delikatna nutka kpiny.

Zatrzymała się kilka metrów dalej, gdzie przydrożne zarośla mogły zapewnić jej największą ochronę.

- Dwieście metrów.
 
obce jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem