Reputacja: 1  | Rayvitch
Staruszka potakiwała ze zrozumieniem, gdy mówiłaś o niknącym zainteresowaniu prastarą i jakże wspaniałą oraz pożyteczną sztuką zielarstwa.
- Dokładnie tak - odezwała się po chwili i westchnęła lekko - Teraz nawet uczeni magowie nie potrafią odróżnić stokrotki od rumianku.
Staruszka wysłuchała cię uważnie, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Myślę, że mogłabym ci pomóc, moja droga! - powiedziała serdecznie - Tak się składa, że moja córka, znakomita zielarka doprawdy, wyjechała parę tygodni temu, by pobierać nauki w dalekich miastach. Dotychczas pomagała mi prowadzić sklepik. Od jej wyjazdu mam straszne urwanie głowy, a nie jestem już taka młoda, o nie... Potrzebuję kogoś do pomocy. Sama dłużej już nie dam chyba rady - tu przerwała na chwilę, po czym mówiła dalej - Ty potrzebujesz spokojnego miejsca do spania, a ja doświadczonej zielarki... -popatrzyła na ciebie wyczekującą - Co ty na to, kochaneczko? Dragar
- Och, więc o nim nie słyszałeś? - powiedziała podekscytowana dziewczyna. Najwyraźniej wcale się nie przejęła tym, że nie jesteś uczestnikiem wyzwania - To wielki turniej zorganizowany przez samą Królową Shalatinę! - opowiadała z przejęciem - Zebrali grupę kilku śmiałków, którzy będą walczyć o tron Lorda Haveza! Możemy być pewni świetnego widowiska, o jakim to miasto jeszcze nie słyszało! Może nawet poleje się krew samego Haveza!
Dziewka przerwała na chwilę, poprawiła włosy i krzyknęła coś do barmana, po czym odwróciła się z powrotem do ciebie i zapytała, wciąż uśmiechając się szeroko:
- W takim razie, co cię sprowadza do Everdret? Loffta
Gospodarz przyniósł ci zamówione piwo. Klarowny, bursztynowy trunek z delikatną pianką. Przez dłuższą chwilę przyglądałeś się Delowi, który rozglądał się po pomieszczeniu. Wreszcie oderwałeś od niego wzrok i chwyciłeś za kufel. Upiłeś łyk. Piwo smakowało wybornie. Gdy znów podniosłeś wzrok, twój oponent szedł już w twoim kierunku. Przez chwilę zmieszałeś się nieco, ale szybko wziąłeś się w garść i nie dałeś po sobie niczego poznać. Del przysiadł się do twego stolika i zaproponował partyjkę. Dawno już nie grałeś w karty. Zastanawiałeś się, czy przystać na tę propozycję, gdy nagle do karczmy wkroczył wysoki mężczyzna, w którym rozpoznałeś swojego kolejnego przeciwnika. Del
Karczmarz uśmiechnął się przyjaźnie i podał ci nieco rozstrojoną gitarę z ciemnego drewna. Szybko zrobiłeś ze strunami co trzeba i zagrałeś jedną ze swych ulubionych melodii. Po występie kilku gości głośno wyraziło swoją aprobatę. Podziękowałeś im nieznacznym ukłonem i odwróciłeś się do gospodarza.
- Ależ oczywiście, nie ma problemu. Mamy kilka wolnych pokoi na piętrze - powiedział życzliwie.
Uśmiechnąłeś się do niego i ruszyłeś w stronę Loffty, którego wypatrzyłeś już wchodząc do karczmy. Ten jakby drgnął na twój widok. Po chwili siedziałeś już obok niego, czekając na odpowiedź, jako że zaproponowałeś mu grę w karty. Sera
Zatem udałeś się do wewnętrznej strefy miasta. Słońce zniknęło już za horyzontem, a księżyc zaczął nieśmiało przebijać się przez kłębiaste chmury. W oknach niektórych domów zapalały się światła. Ulice opustoszały, a wrzawa dochodząca z rynku ucichła dosłownie w jednej chwili. Miasto pogrążało się we śnie. Zapadła noc. Starałeś się poruszać z dala od świateł, pozostając na uboczu szerokiej ulicy. Dookoła było zupełnie cicho. Wreszcie usłyszałeś tętent kopyt i skrzypienie kół. Drogą jechał luksusowy powóz, w eskorcie dwóch kawalerzystów. Ukryłeś się w ciemniejszym zaułku i obserwowałeś uważnie. Musiał to być ktoś naprawdę ważny, skoro podróżuje w towarzystwie ochrony. Ale po jaką cholerą przyjeżdża w środku nocy? Takie wozy, w dodatku nocą, są wręcz stworzone dla złodziei. Poczekałeś aż kareta się oddali, po czym postanowiłeś ją śledzić. Oczywiście zachowywałeś odpowiednią odległość. Kilka minut później powóz podjechał pod twierdzę i zatrzymał się. Starałeś się podejść jak najbliżej, by zobaczyć, kto zeń wysiądzie. Gdy drzwiczki karocy otworzyły się, ujrzałeś mężczyznę w bogato zdobionych szatach i srebrnej koronie na głowie. To musiał być Lord Havez. Powiedział coś do swych gwardzistów i zniknął za wielkimi wrotami potężnej twierdzy. Zastanawiałeś się długo, dlaczego władca Everdret podróżuje pod osłoną nocy i gdzie on w ogóle mógł być. Wciąż pozostając w ukryciu, przyglądałeś się solidnym drzwiom zamku, gdy nagle te rozwarły się szeroko i ukazał się w nich nie kto inny, jak sam Lord Havez. Możnowładca z powrotem wsiadł do karety i odjechał w kierunku bram miasta. To było już przynajmniej podejrzane! Nie miałeś jednak czasu nawet by się tym zdziwić, jako że dwaj strażnicy twierdzy biegli właśnie w twoją stronę. Chyba na chwilę straciłeś czujność i dałeś się zauważyć. Tak czy inaczej, uciekłeś do opuszczonego magazynu - swojej nowej bazy. Było już bardzo późno i czułeś się trochę senny, więc postanowiłeś na razie dać sobie spokój z wycieczkami po mieście. Melegaunt
Szybko zorientowałeś się w planie miasta. Zmęczony całodniową podróżą, udałeś się w końcu do karczmy. Uprzednio odstawiłeś jeszcze swego konia do pobliskiej stajni. Karczmarz przyjął od ciebie kilka złotych monet i wręczył ci kluczyk do drzwi jednego z pokoi na piętrze. Podziękowałeś uprzejmie i rozejrzałeś się po gospodzie. Twoją uwagę przykuli dwaj twoi oponenci. Podszedłeś do ich stolika i zauważyłeś wyłożone na stół karty. Jako że dawno już nie grałeś, a wiedziałeś że to świetna rozrywka, postanowiłeś się przyłączyć. |