| Ragnar z nabożnym podziwem dokonywał oględzin ciał. Jakby ułożone do snu... Tatko swego czasu coś gadał, że jak ktoś z przepicia zdechnie, to leży przez lat setki, a jego ciało może być całe, ale te ciała były zniszczone (chociaż nie zeżarte przez robactwo różnorakie - ot, wysuszone), a i pozy nie wskazywały na pijaństwo... Nikt w końcu na żadnym stole nie leżał. - Psiamać...- wymruczał z największym podziwem więzeń.
I tak stał, obserwując to miejsce i dziwne ciało przebite mieczem, które znajdowało się na środku pomieszczenia. Nie zważał na polecenia Torwaldo, na okrzyki turkopola, na pęd Edwarda.
Dopiero w chwili, gdy giermek Reinfrida zaczął biec ku schodom prowadzącym do góry Troens wyczuł swój ukochany zapach. Zapach chwały i bogactwa.
Po chwili pędził już za nim, a gdy ledwie metr za krzyżowcem był, za ramię niby przypadkiem go pociągnął i tym ruchem niespodziewanym na ziemię sprowadził. - Och, wybacz apostole mój, przed kolejnym upadkiem uchronić się chciałem...- mruknął tylko, nie zatrzymując się nawet.
Cokolwiek było na górze, ludzie chcieli dostać się tam jako pierwsi. Dlatego Ragnar musiał być tam przed nimi wszystkimi.
__________________ 2-10.08.2008 - wypoczywam z dala od internetu. ;) |