Jak się spodziewałem,
occultum, które tak starannie ukryłem zeszłej nocy było na swoim miejscu, nietknięte. Odgrzebałem worek i ostrożnie wyciągnąłem to, co chciałem z niego wyciągnąć.
Po pierwsze, było to pięć kości, a raczej kosteczek ludzkich, tak przydatne w
arcana nigra; skrzętnie owinąłem je sznurkiem i zapakowałem do sakiewki. Podobne znaczenie miał szpon czarnego koguta, wcześniej utopionego we własnej krwi. I dalej: garść ziół uśmierzających ból, garść ziół trujących i usypiających. A także jeden kryształ i jedno lusterko do sztuki dywinacji.
Jednak tym, po co naprawdę tutaj przyszedłem była wspaniała kościana różdżka, którą ongi podarował mi pewien mag ze wschodu. Czerwone sigile zdobiące jej powierzchnię mieniły się lekko, a ametyst umieszczony na jej jednym końcu lśnił przepięknie. Trzy pióra - znowuż koguta, na odmianę czerwonego, zwisały z jej drugiego końca.
Wpakowałem pospiesznie rekwizyty do swojej sakwy po czym zagrzebałem resztę, która nie była mi potrzebna. Czas naglił, tak więc pospieszyłem do karczmy. Z gaju do Gaju, pomyślałem.
* * *
Gdy wszedł do karczmy, coś na kształt bolesnego grymasu przemknęło przez jego twarz. Pomyślałby kto: Zrugał się w myślach za zaniedbaną sprawę albo jakie niedopatrzenie, jednak mimo wszystko podszedł do najbliższego stołu, milcząc.
Tedy widziałem, że podeszła do niego jakaś posługiwaczka; wylała piwo na jego stół i zaczęła ścierać. Nikt, kto byłby dalej niż pół kroku od stołu, nie usłyszałby tej rozmowy; ja jednak słyszałem przez magię. Czy wyczuł mnie, ten odziany na czarno człowiek? Być może chciał, bym go słyszał. Mówił służce o tym, że gdy zoczy pachołka, to ma dać mu znać, że ma zielone oczy i właśnie po tym go pozna. Żeby trzymał się klasztoru, a on wróci.
A potem przyszli tamci i zaczęli mu grozić. Ten, jak gdyby na to czekał od dawna, porwał skorupy dzbana, które ona zostawiła i cisnął nimi między oczy najbliższego. Prędko uskoczył w bok; zauważył mnie? W każdym razie uśmiechnął się w moją stronę, wymamrotał coś, nie pomnę, bo wrzask straszny powstał, stał się jakby nieco szybszy i... Rozmyty. Przeskoczył za ladę, a później słyszałem tylko tętent konia. I tyle go widziałem.
A teraz daj. Daj mi. Daj mi tego miedziaka, bom już od dwóch dni nic w gębie nie miał. I idź. Idź precz i zapomnij o mnie. O nas.