| Reyfu patrzył uważnie jak Samuel sie rozbraja kiedy usiadł podszedł i niedbałym kopniakiem odsunął broń kilka metrów dalej. Spokojnym ruchem wytarł klingę miecza z krwi i wsunął broń do pochwy. Dobył sztyletu i rozciął więzy dziewczyny i patrząc jej w oczy powiedział dobitnie. -Nie myśl, że jestem po twojej stronie. Jeśli spróbujesz jakichś sztuczek pierwszy poderżnę Ci gardło.
Na poparcie swych słów uniósł sztylet którego czarna klinga błyskała ponuro w migotliwym świetle ogniska. Zdążył już opanować szał ale to nie znaczyło, że był mniej niebezpieczny i że można lekceważyć sobie jego groźby. Wskazał miejsce na pisku opodal ogniska. -Siadaj, zaczekamy na resztę.
Kiedy usiadła sam ulokował sie kawałek dalej, odrobinę za jej plecami. Rozpiął pas z mieczem i siadając położył go sobie na kolanach. Choć ruch był niedbały i naturalny dla kogoś z doświadczeniem jasne było że Reyfu ułożył swoje ciało i bron tak by móc błyskawicznie zerwać się z mieczem w dłoni. Nie miał zamiaru pozwolić by ta dwójka skoczyła sobie do gardeł zanim usłyszy jakieś wyjaśnienia. -Wallace mógłbyś naciągnąć tą swoją balistę i siąść za Samuelem? Na wypadek gdyby rozsądek nagle go opuścił...
Reyfu wolał się zabezpieczyć na każda ewentualność. I miał nadzieję że Wallace nie jest fanatykiem.
__________________ Oj Toto to już chyba nie jest Kansas...
"Ideologia zawsze wynika z przyczyn osobistych, ja nie podaję wrogowi ręki chyba, że chcę mu połamać palce"
A macie gogle?
Ostatnio edytowane przez Durendal : 05-11-2008 o 19:50.
|