| William wysłuchał uważnie Warddiego.. – Za Twą lojalność.... Jeżeli możesz dowiedz się czegoś więcej... Zgłoszę się jeszcze do Ciebie.. Zdobądź więcej informacji i niemów nikomu, że Cię odwiedzałem... Możesz liczyć na porządną zapłatę za swe usługi....- Rzekł William i dorzucił kilka monet, po chwili wstał i skłonił lekko głową... Przemyślał dokładnie to, co powiedział mu, Warddi... Zastanawiał się, od czego zacząć?? Czy udać się najpierw do kowala? I wypytać o dziwnych ludzi i jego lewe interesy? Czy udać się do karczmy gdzie mieli znajdować się podejrzani? W końcu zdecydował... Skierował swe kroki do warsztatu kowala.... Gdy tylko dotarł na miejsce począł przeglądać towary u kowala... Kątem oka dostrzegł, iż kowal patrzy na niego spode łba. Rozmyślał nad sposobem dostania się na zaplecze gdzie jak mówił Warddi kowal mógł mieć jeszcze ciekawsze rzeczy, które sprzedał dziwnym osobnikom... William przyglądał się pięknie wykonanym sztyletom. Wybrał dwa najbardziej mu odpowiadające i podszedł do kowala....
- Ile za te dwa noże?- Zapytał spokojnie patrząc na kowala czekając na odpowiedź.- Czy to jest wszystko, co masz Panie do wyboru?? Szukam czegoś specjalnego... Czegoś z dobrze wykonanej stali... Dobrze zapłacę...- Rzekł potrząsając sakwą.- Jeżeli nie to czy mógłbyś podać mi jeszcze jakieś miejsca gdzie kują takową broń??
William za wszelką cenę chciał dostać się na zaplecze... Uważał, iż musiał to zrobić... Kowal musiał coś wiedzieć.. Mógł przynajmniej opisać lepiej tych ludzi, bądź wyjawić co kupowali.. Może nawet ich znał?? Kowal musi mówić.. Jeżeli nie to odwiedzi kowala nocą.. Nie będzie miał innego wyjścia... Na razie jednak liczył, iż kowal sam wejdzie z nim na zaplecze gdzie William miał zamiar go zasztyletować wyciągając od niego wcześniej odpowiednie informacje.. Gdyby tylko ten głupi człowiek zaprowadził go na tyły pracowni byłby już trupem.. Jeżeli podstęp się nie uda i William nie dotrze tam przygotuje odpowiedni sprzęt paraliżujący do swej dmuchawki... Kowal to kawał chłopa.. A William nie miał zamiaru mieć obitej twarzy bądź skończyć trupem...
Co się odwlecze to nie uciecze.- Pomyślał czekając na odpowiedź kowala...
******** ********** ************ *************** ************** *********
William po wizycie u kowala skierował swe kroki do karczmy zwanej „Gajem”. Twarz jego nie wyrażała żadnych uczuć... Jednak w środku gotowała w nim złość... Miał zamiar załatwić kogoś.. Wprost nosiło go na myśl o widoku trupa z poderzniętym gardłem... Starał się uspokoić ponieważ nie za bardzo chciał zwracać na siebie uwagę ...Rozmyślał o tym, co powiedział mu Warddi patrząc na wyłaniającą się z oddali karczmę... Liczył iż może spotka tutaj jednak tych dziwnych osobników i nie będzie musiał użerać się z tym tłustym cholernym kowalem...
Ręką pchnął drzwi od karczmy i wszedł do środka rozglądając się po jej wnętrzu... Wzrokiem szukał pasujących do opisu Warddiego dziwnie ubranych mężczyzn.... William ruszył w kierunku karczmarza... Miał zamiar zamówić zimne piwo, idąc w stronę lady bacznie rozglądał się za poszukiwanymi ludźmi.... Jeżeli nie dostrzeże ich zapłaci trochę drożej za piwo, i informacje na ich temat, które mógł mieć karczmarz, jak mówił Nihil „gawiedź mówi dużo”, a karczmarz musiał coś wiedzieć...William szukał magów a jednocześnie rozglądał się także za celem, którego mógłby pozbawić sakwy....
__________________ Śmierć uśmiecha się do każdego z nas. Jedyne co możemy zrobić, to uśmiechnąć się do niej...
Ostatnio edytowane przez Lord Artemis : 05-13-2008 o 22:19.
|