| Verax wpatrzony w dogasające wolno ognisko, przebudził się gdy kłoda wpadła w "otchłań" płomieni, wzniecając płomień i asystę iskier, które szybko ginęły w powietrzu. -Wybaczcie, trochę się zamyśliłem- wstał ponownie z trudem łapiąc widmo minionej rozmowy- Co do wart, to chyba jasne, ja obejmuję pierwszą wartę potem... ktokolwiek.- powiedział.
Przewrócił wzrokiem po dwójce towarzyszy, już miał skomentować poprzednią wypowiedź Sir Artur'a, lecz powstrzymał się polityka nie była jego mocną stroną i szczerze powiedziawszy nigdy wiele go nie obchodziła. Hmmm za dużo niepewności i złych podejrzeń pada na nasze umysły. Z jednej strony podejrzenia są uzasadnione i dobre, ale rozległa podejrzliwość prowadzi do zguby. Obyśmy się jej ustrzegli. -Marcusie, sądzę, że możemy im zaufać nie wiem czemu, ale im ufam. Nie widzę potrzeby, by kryć się.- zamyślił się i podjął na nowo- No to życzę wam dobrego snu i mam nadzieję zobaczyć któregoś z was za jakiś czas.- Uśmiechnął się przyjaźnie i rozejrzał po okolicy zajmując miejsce w cieniu, między namiotami zmuszając swoje zmysły do wzmożonej aktywności. To będzie długa noc...
Ostatnio edytowane przez Verax : 05-13-2008 o 14:05.
|