Reputacja: 2  | I jechali tak jakiś czas przedzierając się do przodu błotnistą drogą. Choć deszcz przestał padać, muł pokrywający drogą stał się bardzo uciążliwą przeszkodą dla rumaków, oraz powozów. Ciemne chmury, które pokrywały wieczorne niebo, powoli przechodziły odsłaniając wielką tarczę księżyca, której światło leniwie wychodziło zza kurtyny zawieszonej na niebie. Choć rozmowa pomiędzy podróżnikami trwała dość długo, to ani strażnicy, ani kapłan im towarzyszący nie odezwali się ani słowem. No może poza szeptami, które jednak mijały uszy bohaterów. Na słowa Adrena i innych zwaśnionych osób nie było zbyt ciekawych odpowiedzi. Czasami Shultz pokiwał z aprobatą głową. Czasem z jego ust wychodziło parę słów, lecz dość niezrozumiałych. Widać było po nim, iż jest nieco zdołowany zaistniałą sytuacją. Gdy, poza murami miasta, Klara zapytała o zdjęcie węzła kapłan powiedział smętnie: – Tak panienko. Tutaj możecie się pojedynkować do woli.
Wszędzie czuć było atmosferę wrogości. Zbrojni, którzy otaczali jeźdźców, przez cały czas obserwowali ich podejrzliwie, czekając na najmniejszy podejrzany ruch, aby roztrzaskać im głowy, młotami, które wisiały im na plecach. Jednym słowem niemalże rodzinna atmosfera.
W końcu, jadąc pomiędzy monotonnym krajobrazem iglastego boru, którego urozmaiceniem były jedynie pałętające się od czasu do czasu stworzenia pokroju myszy i szczurów, przed oczami podróżników pojawił się zarys miejsca przeznaczenia. Ogromna posiadłość, otoczona lasem, która stała na tak umiejscowionym wzgórzu, że nawet z tak daleka dało się policzyć wszystkie jej wieżyczki. – Już nie daleko moi drodzy. Jeszcze z tysiąc odliczeń jazdy. – powiedział kapłan, głosem, który wyraźnie wskazywał na ulgę towarzyszącą jego sercu. Głowa, która wcześniej zwieszona, zakrywana była podróżnym kapturem, teraz wzniosła się do góry obserwując budowlę. Męzczyzna po chwili podjechał do jednego ze swoich ludzi, szepcząc coś po cichu. Potem wyjechał na przód orszaku.
Gdy powozy i jeźdźcy dotarli pod mury twierdzy, ze środka natychmiast rozległ się okrzyk nakazujący podnieść bramę, aby wpuścić podróżnych. Zwykłe rumaki poradziłyby sobie bez problemu z wjazdem przez otwieraną w bramie furtkę, lecz wóz miałby z tym ogromne trudności. Żelazna krata podniosła się ze szczękiem do góry, a z ciemności wyłoniło się parę postaci trzymających pochodnie.
Był to władca tego zamku, oraz paru pachołków biegnących, aby usłużyć gościom. Właściciel tego miejsca był dość pulchnym człowiekiem. Nie wyglądał bardzo staro, lecz widać było, że od dawna stąpa po tej ziemi. Na głowę miał założoną ciepłą, futrzaną czapkę, z pod której wystawały dość krótkie, przerzedzone, siwe włosy. Ubrany jak przystało na szlachcica okrył się peleryną z niedźwiedziego futra. Gdy zobaczył karawanę, zrobił kilka kroków w przód.
Nim ktokolwiek zdążył zareagować, kapłan zsiadł z konia i podszedł do możnego. Mężczyźni wymienili przyjacielski uścisk, po czym Shultz wskazał na wozy mówiąc: – Witaj Karlu. Niestety raczej nie będę mógł towarzyszyć Ci przy kolacji, gdyż obowiązki mnie wzywają. – Po słowach przedstawiciela prawa słychać było wyraźne rozluźnienie, które niezbyt towarzyszyło mu w sytuacji, która działa się w miasteczku. - Postanowiłem odeskortować Twą rodzinę do posiadłości, gdyż temperament młodych nazbyt obficie dawał o sobie znać. Nie mogłem ich zostawić samych, gdyż mogliby sobie skoczyć do gardeł.
Na twarzy możnego widać było teraz wyraźne oburzenie, które jednak po chwili przemieniło się w donośny śmiech rozlegający się w obrębie murów pałacu. Starszy człowiek podszedł do miejsca, w którym byli Adren i Klara, po czym rzekł: – Wiedziałem, że tak będzie, gdy tylko dowiedziałem się, że Klara Tobie pod opiekę oddana została. Można było się domyślić, że nie usiedzi wśród przedstawicieli Altdorfskiej burżuazji i postanowi przyjechać tutaj. Tak więc opowiadajcie o co wam tym razem poszło? – słowom jego przez cały czas towarzyszyła radość. Widać było, że mężczyzna niezbyt poważnie potraktował kłótnię, która rozpętała się w Volfendorfskiej karczmie. Ucieszony uściskał oboje, nim zdążyli odpowiedzieć, po czym pokiwał głową, w geście przywitania, reszcie drużyny…
__________________ "Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;) |