Wątek: Trudna Sprawa
Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-12-2008, 14:27   #158
Lotar
 
Lotar's Avatar
 
Reputacja: 2 Lotar jest na bardzo dobrej drodze
$: 23 318
Unhappy Bitwa - Sorry za spóźnienie!!!

W tawernie brakowało już miejsca. Trzeba było trochę posprzątać.

Ashin wyjął zza pasa cztery noże i zamachnął się na stojącego w drzwiach zbója.
Doświadczony assasin rzucił pierwszym nożem. Ostrze zamiast trafić w głowę coraz bardziej zaniżało pułap lotu i wydawało się, że trafi w lewą nogę zbója. Jednak sztylet wbił się o kilka centymetrów na prawo od celu. Ashin nie mający w zwyczaju popełniać błędów za drugim razem nie zamierzał spudłować. Nóż leciał prosto jak ptak ku czerepowi gangstera. Ten jednak widać posiadał talent do uników i udało mu się uciec spod ostrza. Trzeci sztylet również nie trafił wbijając się w podłogę tuż przed pierwszym nożem. Zirytowany skrytobójca tym razem dobrze wycelował. Broń poszybowała ku klatce piersiowej rzezimieszka, celnie trafiając go w lewą pierś. Siła uderzenia była jednak za słaba by spowodować jakieś ciężkie obrażenia. Ashin mógł jedynie liczyć na bliznę choć z rany wypływała bardzo powoli krew.

[Rzut w Kostnicy: 98]
[Rzut w Kostnicy: 31]
[Rzut w Kostnicy: 85]
[Rzut w Kostnicy: 37]
[Rzut w Kostnicy: 10]

O ile Lilawander wcześniej rozważał rzucenie maskującego zaklęcia w obawie przed Snorrim o tyle po wkroczeniu drugiego krasnala nie miał już żadnych wątpliwości. Młot zaświszczał w powietrzu, po tym ruchu – który uśmiercił Gordo, nie można było mieć żadnych złudzeń co do losu jaki czekał pozostałych. Trzeba było mu przyznać rację – tylko idiota pozostawił by wóz po takiej akcji, elf mógł się ukrywać na wiele sposobów, ale nie był w stanie ukryć całej ekipy, przynajmniej nie na zbyt długo. Krasnal miał niejako za swoje, w końcu kto mu kazał walczyć z całą bandą, elf przypomniał sobie jak musiał maskować obecność kolejnych aby w końcu krasnal wsiadł na ten pechowy wóz.

- Karyap el olrecgh – wyinkantował cichuteńko Lilawander. Moc zaklęcia „maska iluzji” pozwalała ukryć zarówno rzucenie zaklęcia jak i czynność podjętą właśnie w tym celu. Dla postronnych obserwatorów elf dalej siedział na miejscu podczas gdy naprawdę przemieścił się za karczmarza. Zamierzał zamaskować się jeszcze bardziej i nie wtrącać do walki jeśli nie zajdzie taka potrzeba, w każdej chwili gotów był jednak kliknąć na spust trzymanej przez karczmarza broni. Przy odrobinie szczęścia mógłby rozpętać tu prawdziwą walkę…chwilowo jednak patrzył na to co zrobi krasnal. Snorri przestraszył już go wczoraj nie na żarty i obecnie elf miał poważny dylemat czy mu pomóc czy też zwyczajnie patrzeć i czekać jak rozwiążą się sprawy. Był niemal pewien, że sumienie nie pozwoli mu patrzeć spokojnie na śmierć Snorriego, jednak jego poczucie bezpieczeństwa mogło mieć w tej sprawie zupełnie co innego do powiedzenia.

Karczmarz Rob miał zamiar skończyć to co jego znajomy Ashin chciał zrobić. Wymierzył swoją ciężką rusznicę w stronę raz trafionego zbója. Starał sie wymierzyć jak najcelniej. Rusznica wymagała niezłego inżyniera. Trzeba było wymierzyć długość lądu. W końcu jednak Rob był pewien co do swoich obliczeń i zdecydował się zapalić sznurek od świecy stojącej blisko, na barze.

[Rzut w Kostnicy: 100]

Kilka sekund potem rusznica zahuczała niczym smok wystrzeliwując całą watahę śmiercionośnych kul. Gromada z towarzyszącym im świstem poleciała w kierunku zbira. Jednak widać pech tego dnia prześladował wszystkich próbujących zarżnąć zbója. Kule zamiast przynieść śmierć mężczyźnie, zupełnie zboczyły z kursu i z trzaskiem wbiły się w drewnianą ścianę, cudem nie przebijając jej na wylot. Wielki hałas i zniszczenia jakie narobiła rusznica mogły sprowadzić do karczmy jeszcze większy tłok. Za ścianą dało się usłyszeć wrzaski przestraszonych przechodniów. Może zaraz ktoś sprowadzi milicje by zbadała co dzieję się w karczmie. Broń Roba wymagała przeładowania, a rusznice przeładowuje się nie za szybko więc plan elfa - czarodzieja z odpaleniem stalowego smoka na kilkadziesiąt sekund wziął w łeb.

Zbój do którego strzelano już kilka razy, zabrał się w końcu do roboty. Mimo iż rana wciąż go bolała i sączyło się z niej trochę krwi. Razem ze swoimi kamratami zaczął biec do iluzji Lilawandera. Biegli co tchu nie zważając na zmierzającym ku nim ochroniarzom tawerny. Zbiry szybciej dotarły do magicznego tworu szarżując na nią swoimi mieczami.

[Rzut w Kostnicy: 16]
[Rzut w Kostnicy: 21]
[Rzut w Kostnicy: 65]

Dwaj trafili natomiast ostrze trzeciego wbiło się w oparcie krzesła ponad ramieniem maga. Pozostałe dwa miecze spadły na głowę i ramię jakby się zdawało elfickiego czarodzieja. Jednak zamiast krwi co spodziewali się zobaczyć oprychy miecze przeszły przez " Lilawandera " jak masło i nic się nie wydarzyło. Elf tak samo siedział sobie i ani mu było myśleć o jakimś geście wyrażającym, że coś mu sie stało.

[Rzut w Kostnicy: 46]
[Rzut w Kostnicy: 6]
[Rzut w Kostnicy: 17]

Wszyscy atakujący od razu zorientowali się że mają do czynienia z nieprawdziwą istotą. Natychmiast spadła zasłona iluzji i niewidzialnego jak dotąd Lilawandera od teraz można było zobaczyć przy karczmarzu. Iluzja przebita dwoma ostrzami rozpłynęła sie w powietrzu jakby w ogóle jej nie było.
Dwaj ochroniarze którzy spieszyli co tchy by uratować elfa i już męcząc swoje sumienia za śmierć czarodzieja odetchnęli z ulgą. Zajęli pozycję na przeciwległym końcu stołu osłaniając boki schowanego Ashina.

Snorri przeraźliwym okrzykiem rzucił się do biegu na krasnoluda unosząc swój młot do zamachu.
- GOOOOOOOOORDOOOOOOOOOOOOOOOOOO!!!!
Teraz jego śniadaniem miała być krew i rządzą śmierci swojej lub przeciwników. Wydawać by się mogło iż rozpalony chęcią zemsty jednym susem pokonał odległość dzielącą go od jego przyszłej ofiary. Zabójczy krasnolud dziko podskoczył z młotem uniesionym wysoko ponad głowę. Mordercza broń opadła na... trzon młota Gromitora. Wrogi krasnolud okazał się szybki i zdołał odbić cios mogący rozłupać mu czachę. Lecz Snorri zaskoczył przeciwnika i zamiast przygotować się do następnego ataku jego młot zatoczył łuk i zaatakował Gromitora od boku. Masywny i ciężki obuch rozpędzony siłą krasnoludzkich mięśni walnął w osłonięte tylko wełnianymi spodniami prawe udo Rozpłatacza. Wróg zachwiał się po uderzeniu aż wreszcie musiał przyklęknąć na jedno kolano i splunął krwią na posadzkę tawerny. Obrażenia nogi były na pewno większe od uszkodzeń dokonanych przez nóż Ashina który ugodził pierś zbója, ale nie na tyle silne by spowodować jakąś ciężką ranę. Mimo to Snorri miał teraz - kiedy przeciwnik był niżej od niego - większe szanse trafienia w górne partie ciała ( +10 do rzutu na ww przy ataku na głowę i ręce dopóki przeciwnik się nie podniesie ).

Gromitor mimo bólu nogi wykonał kontratak. Rzucił swoim runicznym młotem. Broń znowu poszybowała w górę niczym ptak i przemknęła ponad głową Snorriego.

[Rzut w Kostnicy: 44]
[Rzut w Kostnicy: 3]
[Rzut w Kostnicy: 7]
[Rzut w Kostnicy: 16]
[Rzut w Kostnicy: 5]
[Rzut w Kostnicy: 6]
[Rzut w Kostnicy: 18]
[Rzut w Kostnicy: 8]
[Rzut w Kostnicy: 2]

Młot kilka razy przelatywał obok Snorriego za trzy razy go trafiając. Raz broń przeleciała pod ramieniem krasnoluda trafiając w nieosłoniętą, prawą rękę. Młot ze świstem walnął w kciuk o mały włos go nie wybijając, ale i tak cios był silny ( -10 do wszystkich czynności związanych z robotą wymagającą precyzji wtedy kiedy używa się prawej ręki ). Drugie uderzenie padło na korpus. Kiedy oręż ponownie ominął Snorriego, ten nie zdążył się odwrócić, a już runiczna broń zaatakowała jego plecy. Obuch uderzył w sam środek kręgosłupa lekko go nadwyrężając ( -5 do zwinności na 3 rundy). Młot odbił się od korpusu i poszybował ku prawej nodze. Można było pomyśleć, że obuch mści się za krzywdę wyrządzoną swojemu panu i bije dokładnie tak samo jak Snorii Gromitora i z takim samym efektem. Krasnolud który górował teraz znalazł się na tym samym poziomie co przeciwnik klęcząc z bólu ( premia +10 do ww przepada ).
- Ha nigdy mnie nie pokonasz! Twoje ciało będzie gnić pod ziemią kiedy już z tobą skończę! - Wrzasnął tryumfalniej Gromitor.

Albrecht czuł, że ten dzień nie skończy się dobrze. Jeżeli uda mu się przeżyć do południa to będzie już sukces. Najpierw przyczepił się go Snorii i gotów był go zabić, teraz do karczmy wpadł jakiś krasnolud w pełnej zbroi i także zdawał się mieć mordercze intencje. Gdy usłyszał nazwę Srebrnych Trzewi, zakrztusił się mlekiem.
"Zbójecka organizacja raczej nie pozwala łatwo uciec tym ,których złapała. Nam to się udało i dlatego naraziliśmy się na gniew przywódców Trzewi. Dodatkowo spaliliśmy im magazyn. Chyba czas żebym się wycofał. Nie śpieszno mi do Morra. "
Albrecht wstał i zaczął powoli zmierzać w kierunku swojego pokoju. Nagle usłyszał świst. Instynktownie upadł na podłogę, a obok niego upadł Gordo. Początkowo klecha myślał, że krasnolud także uniknął zdradzieckiego ataku. Dopiero gdy przyjrzał się mu dokładnie, zauważył rozłupaną czaszkę i krew sączącą się z rany litrami. Momentalnie pobladł i odwrócił głowę. Snorii wydał swój okrzyk i prawdopodobnie ruszył na przeciwnika. Albrecht, nie oglądając się na swoich towarzyszy, poruszał się na czworaka jak najdalej od bójki. Uczony zdążył dojść do schodów, ale bitewna zawierucha dopadła go.

[Rzut w Kostnicy: 70]

Krew lejąca się z piersi zbója, atomowe uderzenie rusznicy i niemal nowe okno na ścianie i młócące się bezsensu dwaj krasnoludy spowodował że siła woli i psychika Albrechta nie mogły tego wytrzymać. STRACH sparaliżował kapłana.
Widać porządki nie skończą się na tym.
 
__________________
Ile krwi jesteś w stanie przelać, by ratować swoje życie?

Ostatnio edytowane przez Lotar : 05-12-2008 o 15:06.
Lotar jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem