Czujesz? <niuch , niuch > -
Tak, nadchodzi mięsko.
Graham – młody goblin z maczetą podbiegł do wodza Turmunda Mocnego.
- Panie, grupa podróżnych, na koniach. - Na miejsca i robić co kazałem.
Gromada goblinów ruszyła żwawo na przygotowane wcześniej stanowiska, każdy miał podręczną broń, myśleli, że mając włócznie można by skorzystać z nich dystansowo, jakże bardzo się pomylili…Bardziej skupiali się na potencjalnych łupach niż nad tym jak złupić. Myśli o wrażeniu jakie zrobią po powrocie, chwale jaką przyniesie im uchronienie wsi przed wścibskimi podróżnymi bywały po prostu przyjemniejsze. I wreszcie pozostawała jeszcze jedna myśl krążąca co niektórym po głowach, można by rzecz prywatna sprawa…
Niecierpliwe oczekiwanie przed szykującą się walką, nerwowe postękiwania towarzyszy, osłony które wcześniej uszykowali dawały dobrą kryjówkę, wiatr wiał im pomyślnie, nie sposób było ich zauważyć. A jednak…
Pierwsza konsternacja nadeszła z momentem w którym zatrzymała się grupa.
-
Coś jest nie tak- zamruczał pod nosem szef zielonej brygady.
-
Obejść ich i zaatakować! Wy pozostańcie na miejscach.
„
Wiatr się zmienił i chyba nas wypatrzyli, nie ma co ryzykować, że uciekną .”-pomyślał, po czym usadowił się wygodniej obserwując jak zacieśniają się kleszcze.
Barbok był dobrym kapralem, co prawda stopień wojskowy jakim się tytuował nie specjalnie odpowiadał jego realnej funkcji, jednak zgapianie pewnych rozwiązań cywilizacyjnych od innych ras, ma ten defekt, iż czasem nie bywa w pełni poprawne, szczególnie u goblinów. Bardok doskonale okrążył grupę, właściwie bez żadnych strat. Był z siebie dumny. Był dumny tym bardziej, gdy zobaczył jak rycerz zawraca w popłochu, przed nadciągającymi zewsząd pobratymcami. Nie przyglądał się jednak specjalnie jego szarży, sam był zajęty własną misją. Pędził co sił niosąc śmierdzącą niespodziankę, która miała wypłoszyć konie i spowodować zamieszanie.
Tymczasem Orgom, najbardziej rozgarnięty wioskowy dyplomata, chciał spróbować swych negocjacyjnych sił, był chyba jedynym w wiosce goblinem który potrafił rozwiązać sytuację inaczej niż tylko za pomocą walki lub przewagi siłowej. Gdyby gobliny posiadały uniwersytety, najpewniej byłby tam profesorem, z habilitacją w lingwistyce. Czasem nawet siła jego argumentów powstrzymywała wiecznie gotowy i pod ręką argument siły. Krzyknął łamanym orkowym.
-
WY poddać się, Wy rzucić broń i dawać łupy. To my was puścim żywych. !!
-
Poddajcie się, to umrzecie szybko. - odwarknął w odpowiedzi kapłan, sprężając się, jak pantera do skoku.
Kulka energii która wystrzeliła z dłoni maga przekreśliła szanse Orgoma na sukcesy w bieganiu. Energia wżarła się w łydkę wypalając i wyżerając każdą tkankę i mięsień który znalazła po drodze.
- Dargeh TALAMUN!! *- wskazując w stronę maga. Chwilę później potężny cios kapłana pozbawił go jakiejkolwiek ziemskiej przyszłości.
Gobliny były zbyt blisko zwycięstwa by rozważać w tym momencie odwrót. Cała grupka właściwie otoczyła rycerza, Herk nawet zdołał przebić się do maga, rycerz był spieszony, wystarczyło tylko unieszkodliwić lub zająć maga i spokojnie w przewadze wykończyć rycerzyka. Reszta pójdzie jak po smalcu. Nić zaniepokojenia wdarła się w gobliny, gdy półork rzutem włócznią wykończył ich towarzysza przybijając go do drzewa. Musi być silny, przemknęło przez głowy wielu, przez co odruchowo woleli zająć się innym przeciwnikiem niż on. Niestety zostali na niego niejako skazani, gdyż trup który się ścielił po każdym ciosie kapłana, nie pozostawiało to już wątpliwości, że walka zwycięska nie będzie. Gobliny niejako same wpadły w sieć opuszczonych przez siebie posterunków. Próba wycofania się z miejsca do którego dotarli była skazana na oszczep w plecy. Oni przynajmniej by tak zrobili… Nielicznym udało się uciec, nie Derkowi, najlepszemu treserowi jakiego miała ta wieś ( goblińska) dla niego miała to być zwykła wyprawa, nawet nie musiał brać udziału w walce, zabrał młode wargi by je nieco podszkolić i oswoić z walką i zabijaniem. Sam teraz miał okazję zgłębić skutki tych ostatnich treningów…
Nowy jeździec jaki pojawił się na horyzoncie był nieprzewidzianym elementem w planie goblinów. O ile w ogóle był jakiś plan. Zwrócił na siebie uwagę strącając Bloba , gdy po chwili ściągnął i Derka, przebijając mu płuco strzałą, reszta goblinów nie czekając na ostateczny wynik bitwy toczącej się na południe od nich, zaczęła spierniczać. Tetmund i Argon - obaj oszczepnicy, obaj tkwiący na drzewie z nieciekawymi minami. „
A jeśli podjadą? Na pewno podjadą. cholera przegrywamy!” Sytuacja zapowiadała się nieciekawie, szczególnie gdy do akcji dołączył konny łucznik. Trzeba było się ewakuować, jednak przez myśl przechodziła im tylko jedna wizja – goniących ich awanturników, wyrzynających jednego po drugim…Trzeba było zdobyć transport a taka okazja nadarzyła się gdy jeden z wargów stracił jeźdźca. Tetmund podbiegł jako pierwszy próbując zatrzymać bestię –
Cip cip, czy jak tam? Agrraaaaa… Warg rzucił się na Tetmunda i sprawnym ruchem przegryzł mu tętnicę, goblin krztusił się i dusił własną krwią aż zmarł. Argon nie czekał – wiedział, że bez „wierzchowca” nie ma szans uciec tym bestiom. Nasłuchał się wielu opowieści o takich awanturnikach, którzy atakują każdego napotkanego goblina, kobietę czy dziecko, palą wsie i ścigają do upadłego. Obce rasy były złe, a obcy awanturnicy jak ci jeszcze gorsi. –
Dobry piesek, hał hał, maszt tu ( rzucił mu podsmażonego palca) ,
spokojnie… Jakimś cudem udała mu się ta mizerna próba naśladownictwa sposobów jakich używał poprzedni właściciel warga – trener. Zapewne po powrocie zostanie mianowany kolejnym…
"A wszystko wyglądało tak pięknie…"Zastanawiał się nad przebiegiem walki, gdy już uciekał w popłochu, byle jak najdalej od tych potworów, nieludzkich ( niegoblińskich) stworzeń. "
Już było tak pięknie, właściwie pierwsze ciosy były nasze ! Orkowaty dostał w łeb i ta paniusia też! Mogliby paść sukinkoty! Grrrr! Orkowaty był straszny, chyba najstraszniejszy, ale czy on mi to zrobił??
Do tej pory nie mógł zrozumieć czemu nie zrealizował do końca planu. Czemu upuścił pakunek tak wcześnie zamiast rzucić go między konie. "
Szef musi być zły , nawet bardzo zły. Ale… Może uda się go okłamać? Ludzie, elfy czarować, o tak. On rzucić, chmura dymu wylecieć, ale tamci zepchnąć chmurę dymu… O tak… o nie…"
Goblin bladł, zieleniał, czerwienił się, miał bardzo, bardzo poważny problem z którym jego prosta inteligencja nie potrafiła sobie poradzić. „
Bardok powie Tyrmandowi co się stało. Bardok powie czemu rzucił za wcześnie pakunek szamana. Wodzu mówić że mówienie o nich może być równie cenne co ich konie, może więc Tyrmand nie być zły na Bardok? O tak Bardok powie Tyrmandowi…”
Herk cieszył się, że udało mu się dostać do maga. Humor tak szybko jak się pojawił tak szybko znikł od ogrormu cierpień jakich doświadczył. Najpierw spotkał się z prawdziwą kulą energi, dla Herka widoczny był właściwie tylko błysk i wirująca jasna kulka zmierzająca w jego stronę. Nawet nie zdążył wziąć oddechu, gdy fala bólu ogarnęła jego ciało. W tym czasie fala energi paliła żywcem nawet kości goblina. Mimo to przeżył, zacisnął zęby i zaatakował maga. Wiedział, że kolejnego takiego promyka nie przeżyje. Mag nie dał się trafić, co więcej powiększył tylko rozmiar bólu paląc dłońmi skórę goblina. Herk ledwo żył, unosił się właściwie już tylko siłą własnej woli – a ta napędzona została nienawiścią do krzywdziciela. Zanim wykonał ostatni cios zdołał zobaczyć przerażający półuśmieszek przywodzący na myśl, iż elf czerpie radość z zabijania. Mag który chwilę wcześniej słyszał rozkoszne krzyki palonego goblina i widział jego zabawne zabiegi, aby go dostać, zdziwił się wielce, gdy ostatnim spazmem goblin zdołał mu wbić tasak w gardło nim zginął od kolejnej dawki płomieni - które niczym symbol na stałe wyryły się na jego twarzy. Jeszcze długo po całej walce „bohaterowie” – czy "nieludzcy rzeźnicy" , mogli obserwować wypaloną w twarzy Herka dłoń Tan Alandera, a ślad płonął i płonął, równym nie gasnącym ogniem, jakby pieczętując odwieczny los goblinów.
( * zarżnąć świnię, po goblińskiemu, Dargeh to świnia, a TALAMUN – zarżnąć, tyle że w zdaniach dwuwyrazowych wymawia się wspak wyrazy )