| Po wyjaśnieniach kobiety Wallace nieco się uspokoił. Jego myśli poskładały się ponownie, do odpowiednich szufladek. W środku jednak została szczypta, niedowierzania i dociekliwości. Jego oczy wędrowały z Reyfu na kobietę, to znowu na Samuela. Stojąc twardo na nogach, nieznacznie opuścił kuszę. Najemnik nie mógł tego zauważyć. Inżynier rzucił do Fenna spokojne spojrzenie i kiwnął głową, jako gest pojednawczy. "Mam nadzieje że zrozumie o co mi chodziło." Reyfu wydawał się spokojny. "Albo jest naprawdę pewien swojego położenia, albo dobrze potrafi maskować uczucia." -Czarownice? Chodzi Ci o tak zwane kobiety wiedzące? Zielarki? Z ludzi jestem tylko ja. Jeżeli chodzi Ci o magie to czegoś takiego nie ma. Proponuje wyruszyć bo jaszczury nie będą zbyt zachwycone tym, że ich towarzysze zginęli. Jestem Wam potrzebna bo znam trochę wyspę i ich język. Jeżeli mam z Wami wyruszyć, byłabym wdzięczna za jakiś normalny strój. Ta suknia może i jest ładna ale niefunkcjonalna w tych warunkach.- Wallace przysiągłby że było więcej jaszczurów. Może to ze zmęczenia, przestał dobrze oceniać rzeczywistość. Dopiero teraz gdy, nerwy odeszły na drugi plan, mężczyzna zaczął odczuwać głód, a raczej jego efekty. W żołądku miał uczucie pustki, która za wszelką cenę musi być wypełniona. Nie myślał trzeźwo. Dopiero teraz uświadomił sobie jaki był głupi. Gdyby nie obecność Reyfu, mógłby sobie celować do Samuela ile chciał. I tak zostałby z flakami na wierzchu. Wzdrygnął się na tą myśl. Nie chciał umierać głodny. -Reyfu, co robimy? - Jego głos, wrócił do normalnego, a nawet nieco potulniejszego tonu. Kiedy miał zrobić krok do przodu, zakręciło mu się w głowie i stracił na chwilę równowagę. Na szczęście ciężka kusza przeważyła go z powrotem, do pionowej pozycji. "Co się, ze mną do cholery dzieje... ?" Był sfrustrowany brakiem jakiejkolwiek koncentracji. -Możemy już iść? Wszyscy musimy odpocząć, w miarę bezpiecznym miejscu. |