| "Odczekać i w odpowiedniej chwili uderzyć, gdy wróg najmniej się tego spodziewa" - przemknęły mu przez głowę słowa jego nauczyciela i mentora Tan Denthora. - "Wróg nie zawsze da ci okazję do czystego ciosu. Wykorzystuj swoje umiejętności wtedy by samemu stworzyć takie sytuacje. Ćwicz w praktyce a z czasem nikt ci się nie oprze."
Ruszył przeciw napastnikom roztaczając wokół siebie dziwną aurę. Gobliny zaś ujrzały rycerza niczym stąpający koszmar z ich snów. Płonące oczy spoglądały na nich pełne wściekłości i bólu, z hełmu wyrosły rogi skierowane ku przodowi, czarne halo wokół sylwetki i niewyraźne zarysy czegoś wystającego z pleców pojawiło się nagle. Sam miecz zdawał się wyć i syczeć złorzecząc im. Ostrze ze świstem zaczęło zataczać łuki mknąc ku goblinom, które nierozważnie stanęły mu na drodze.
Dla drużyny Walnar w niczym się nie zmienił, był po prostu w zwarciu z kilkoma przeciwnikami. Dla goblinów jednak stawał się nagle kimś innym, potwornym, na którego widok nogi uginały się a zęby zaczynały wściekłe szczękanie. Walnar uśmiechnął się złowieszczo i krzyknął:
- Dziś traficie do piekła w imię Morghlitha !! - głos brzmiał niczym zwiastun klęski i zagłady, ale czy na pewno ?
Wykonał cios chybiając jednak o włos. W odpowiedzi z dwóch atakujących tylko jeden zdołał oprzeć sie sile sugestii i strachowi i zaatakował wykorzystując niewielką lukę w obronie. Topór gobliński prześliznął się obok tarczy i uderzył w zbroję nie wyrządzając jednak Walnarowi żadnej szkody. Odpowiadając ciosem za cios rycerz znów uderzył, jednak kolejny raz chybił skaczącego przed nim goblina.
"Nie ma co, nauczyciel byłby ze mnie dumny" - zaklął w duchu gdy dwakroć pod rząd nie trafił takiego pożal się przeciwnika. Przemknął mu widok tan Denthora śmiejącego się z niego. Rzucił okiem na poczynania gwardzisty. Do stu piekieł radził sobie lepiej niż on. - "Gdzie masz oczy, skup się na tym co robisz. Nie dawaj przeciwnikom takich okazji, wykorzystaj gniew przeciw wrogowi". I usłyszał tętent nadciągającego konia, którego też zauważył kątem oka. Uśmiechnął się do siebie i wykonał nagły ruch do przodu i w bok lekko schodząc z drogi nadbiegającego wierzchowca.
****14 lat wcześniej***** - Walnarze musisz się nauczyć, że często twoje życie będzie zależało od twojego wierzchowca. On cię poniesie gdy ty nie będziesz w stanie trzymać cugle, w boju na równi z tobą będzie walczył z wrogiem jeśli go dobrze wytrenujesz - słowa Gautiera Chanteura, stajennego jego ojca często niosły kolejną wiedzę dla młodego giermka. - Nie samą zabawą jest jazda konna. Ćwicz, trenuj a kiedyś to ci się opłaci.
Walnar kiwał ze zrozumieniem głową. Kochał jazdę konną i sporo czasu spędzał ćwicząc różne manewry na koniu i z koniem. Akrobatyka na koniu była trudniejszą częścią i nie zawsze też mu wychodziła. Miał jednak nadzieję, że praktyka uczyni z niego mistrza...
**********************
Wykorzystując chwilę nieuwagi przeciwnika obrócił się na pięcie chowając miecz, chwycił ręką za siodło i wybił z górę. Puścił lewą dłonią chwyt tarczy, która i tak była przypięta do ręki rzemieniami i chwyciwszy się mocniej przerzucił nogę przez siodło dosiadając konia w biegu. W ostatniej chwili złapał lejce lewą ręką i opanował wyćwiczonymi ruchami spłoszonego konia. "Dzięki Gautier. Trening się opłacił" - pomyślał zawracając konia i wyciągając miecz z pochwy runął na całkowicie zaskoczonego goblina. Klinga ze świstem opadła w dół gruchocząc bark, ramię i zwalając ofiarę z nóg pod kopyta wierzchowca. "Nigdy nie dawaj swym przeciwnikom szansy na wyleczenie się z ran. Bowiem gdy się wyliżą gotowi wbić ci nóż w plecy." - zasada, której zawsze się trzymał.
Rozejrzał się po polu walki, w poszukiwaniu kolejnych przeciwników. Miało być ich wszak czternastu a padło raptem siedmiu. Widział jednak zamiast tego tylko ciała, ale nie. Zmarszczył brwi widząc goblina dosiadającego jego wierzchowca i próbującego uciec. Czar maga niezbyt podziałał na uciekiniera, a Walnar nie miał zamiaru mu pozwolić porwać jego konia. Zagwizdał w dziwny sposób i na efekt nie musiał długo czekać. Wierzchowiec stanął nagle wyrzucając w powietrze zadnie nogi i goblin zaskoczonym tym pięknym łukiem poleciał w górę i runął na trakt. Podnieść się już nie zdołał i ostatnie co ujrzał to błysk opadających na niego z furią podkutych kopyt, które opadając kilkukrotnie miażdżyły żebra, zgruchotały kości i wdeptały zmasakrowane ciało w ziemię.
Walnar jednak nie był zadowolony, zastanawiał się gdzie się podziała reszta i co też planują. - Wszyscy cali ? - spytał podjechawszy do reszty i zsiadając ze złapanego wierzchowca. Wtedy dopiero ujrzał leżące ciało maga. Nie udało się jednak wyjść z tej potyczki bez strat. Przeklęte gobliny urządziły sobie zasadzkę akurat w tym miejscu. Ale cóż, życie nikogo nie rozpieszcza i toczy się dalej. Pocieszeniem było, że zabrał ze sobą swego zabójcę. Tak śmierć była zawsze dobrą śmiercią, gdy ginie się ze świadomością, że twój wróg również umiera.
__________________ "Nie pytaj, w jaki sposób możesz poświęcić życie w służbie Imperatora. Zapytaj, jak możesz poświęcić swoją śmierć."
Ostatnio edytowane przez Dhagar : 05-17-2008 o 17:58.
|