Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-13-2008, 22:29   #238
Durendal
 
Reputacja: 3 Durendal wkrótce będzie znany
$: 37 386
Reyfu westchnął. Apsu była półprzytomna z gorączki a i Wallace wyglądał jakby za chwile miał zemdleć. Cała sprawa była skomplikowana i wymagała namysłu i długich rozmów a to nie był ani czas ani miejsce na coś takiego. Trzeba przede wszystkim jakoś zmotywować ludzi do ostatniego wysiłku. Najlepiej dając wszystkim w miarę sprawnym jakieś drobne zajęcia zeby zapomnieli o zmęczeniu. Po chwili zastanowienia Fenn się odezwał.
-Samuelu mam do Ciebie prośbę. Do chwili kiedy będziemy mogli spokojnie rozważyć całą ta sprawę wstrzymaj się z wrogimi krokami co do Anety. W zamian obiecuje ci że będę miał ją na oku przez cały czas choćbym miał nie spać. Przemyśl to i daj mi odpowiedź.
Czekając na odpowiedź Reyfu wstał i zapiął pas wokół bioder. Przebiegł wzrokiem od inżyniera do wbitych w ziemie włóczni jaszczurów i zwyczajnie zabrał mu z rąk kuszę i w zamian wręczył dzidę którą mógł sie ewentualnie podpierać w czasie marszu.
-Wallace mógłbyś rozejrzeć się za dwoma pasami, w miarę szerokimi, długości mniej więcej metra, może odrobinę więcej?
Rozejrzał się dookoła i zatrzymał wzrok na medyku.
-Edic dasz radę przynieść z lasu nosze i mój płaszcz? I tak prawdopodobnie będziemy musieli nieść Apsu więc łatwiej będzie skorzystać z tamtych. No i żal mi płaszcza, to pamiątka. Nie zostawię tu tej dwójki bo boje sie, że mimo wszystko skoczą sobie do gardeł. A ogólnie to proponuję szybki posiłek, wszyscy są zmęczeni a czeka nas jeszcze trochę marszu przez las. Zostawanie tu to zwyczajna głupota.
Powiedział po czym zajął się wyciąganiem ze swojego plecaka zabranych zapasów. Minę miał zamyśloną ale cały czas utrzymywał czujność. mimo że nie było po nim tego widać był bardzo zmęczony. Tylko żelazna, wyrobiona przez lata wola sprawiała że zachował praktycznie pełną sprawność ale i on potrzebował posiłku i chwili oddechu. Kierując się w stronę mijsca w którym leżała Apsu zwrócił sie do Anety.
-Powiedzmy, że tymczasowo otrzymujesz kredyt zaufania. Nie wierze w czary i tym podobne głupoty ale wiem też, że są ludzie którzy w nie wierzą i w imię tej wiary są gotowi popełniać zbrodnie. Dlatego do chwili w której będziemy mogli spokojnie przeanalizować całą sprawę będę miał cię na oku. Nie dokonam żadnej agresji przeciw Tobie dopóki nie dasz mi powodów. Co do ubrań, nie mam nic oprócz tego co mam na sobie i płaszcza który nie nadaje się do tego klimatu. Może Apsu albo ktoś inny coś Ci pożyczy. Z wiadomych względów nie dostaniesz broni. Samuel dostanie swoją jeśli da mi słowo że w żaden sposób cię nie zaatakuje.
Zamilkł pochylając się na chorą. Uśmiechnął się lekko i podał dziewczynie spory kawałek sera i jabłko, jedyne nadające się dla osłabionej dziewczyny produkty które znalazł w swoim plecaku.
-Spróbuj coś zjeść, musisz nabrać sił. Musimy się stąd kawałek oddalić, potem będzie czas żeby odpocząć i wyjaśnić ci całą sytuację.
Wypowiedź Reyfu zakończył pogodnym mrugnięciem choć wcale nie miał powodów do radości. Wyprostował plecy czując jak cholerna kolczuga coraz mocniej daje się we znaki swoim ciężarem. Stojąc obok leżącej na ziemi dziewczyny oderwał zębami kawał twardego jak podeszwa suszonego mięsa którego płat trzymał w dłoni. Chyba tylko ktoś z jego rasy byłby w stanie jeść coś takiego nawet nie namoczywszy dla zmiękczenia. Nie mówiąc już o smaku całości. Myśli Reyfu były zupełnie niewesołe. Edic był ranny, Wallace wykończony więc to na niego i Samuela przypadał obowiązek niesienia noszy. W razie jakiejkolwiek zasadzki zanim odstawią nosze minie dużo czasu, zbyt dużo ale innego wyjścia nie było. Jedyny plus to to, że medyk nawet z tylko jedną sprawna ręka był w stanie pilnować nowej towarzyszki.
 
__________________
Oj Toto to już chyba nie jest Kansas...
"Ideologia zawsze wynika z przyczyn osobistych, ja nie podaję wrogowi ręki chyba, że chcę mu połamać palce"
A macie gogle?

Ostatnio edytowane przez Durendal : 05-13-2008 o 22:33.
Durendal jest offline