Lathandis - Amnick stary druhu!!. Co ty tu robisz , myślałem, że zaginąłeś. Zresztą nie tylko ja. Mielna wypłakuje oczy i nie wie co ma robić. Na twoim miejscu założył bym jakiś pancerz bo z pewnością manto cię nie minie, zaraz po tym jak przekroczysz próg domu. Lepiej powiedz gdzie żeś się szwendał bo już nawet purpurowe smoki Cię szukają.
Amnic spojrzał na elfa dzikim, nietypowym dla ustatkowanego starszego człowieka, spojrzeniem, popił szklanką wody, którą trzymał w dłoni, a jego twarz zmieniła się z miłej i pogodnej w maskę konsternacji prostując zgrabny łuk, tworzony przez jego uśmiech i ściągając zmarszczki wokół oczu.
-
Milena... tak, tak wiem, że może się martwić, ale nie miałem wyboru. Szukają mnie. Odkryłem co się tutaj święci w tym mieście. Świątynia Mystry od początku byłą jak dla mnie śmierdzącą sprawą, a kiedy zająłem się tym dokładniej dotarłem do całkiem ciekawych faktów... - tu przerwał na moment popijając kolejny łyk wody i zwilżając swoje zaschnięte gardło -
...oczywiście nie wszystkim się to spodobało... Chodź - pokażę Ci - to rzekłszy człowiek wychylił do dna napój, którym się raczył i ruszył w stronę drzwi kiwając na Lathandisa, aby poszedł z nim.
Cread
Uświadomiwszy sobie swój błąd i chcąc go naprawić wróciłeś do tawerny, w której rozstałeś się tego popołudnia z nowo poznanymi 'przyjaciółmi'. Ku twemu zadowoleniu siedzieli tam nadal oboje rozmawiając ze sobą smętnie, popijając coś ze szklanic. Spojrzałeś w dzikie oczy elfa i zastanowiłeś się ponownie nad jego rolą w tym przedstawieniu. Z pewnością elf powiązany był z ich sprawą i ze świątynią jedynie zaginionym towarzyszem, lecz nie tłumaczyło go to z tego, dlaczego do ciebie strzelał... w twojej wizji. Spojrzałeś na Galeda gadającego w kółko coś do elfa robiąc sobie przerwy jedynie na oddech i na pociągnięcie z kubka. Postanowiłeś wykorzystać podobną taktykę i wtopić się w tłum co przy twej niewielkiej posturze czarodzieja skrytego pod niemal podróżnymi łachmanami, nie było zbyt wielką sztuką. W pewnym momencie elf zerwał się od stołu, a ty przeczuwałeś kłopoty. Lathandis podbiegł w kilku susach do baru, przy którym stał szczerzący się do niego człowiek. Pośród ogólnego hałasu i zamieszania twych uszu dobiegło jedynie imię
Amnic, ale imię to przywołało z twojej pamięci opowieść elfa o zaginionym towarzyszu. Kilka gestów i sylab wypowiedzianych na prędce umożliwiły ci popełnienie drugi raz tego dnia tego samego błędu... a może nie? Może to zbawienna w skutkach decyzja? Obserwowany mężczyzna wychylił swoją szklanicę do dna, klepnął Lathandisa i wskazał mu na drzwi po czym sam ruszył w ich stronę z ponurą miną. Czułeś, iż zaklęcie zaczyna działać, a im dłużej to trwało twym oczom ukazywała się coraz wyraźniejsza magiczna emanancja bijąca od Amnica. Aura nie była mocna co wskazywało, iż zaklęcie nałożone na tego człowieka nie należy do skomplikowanych. Nie potrafiłeś jednak określić do jakiej szkoły magii należy ta aura
[Rzut w Kostnicy: 11 przeciwko ST=17]. Musiałeś szybko działać, bądź po prostu zaakceptować porażkę...