| Galed czując już lekkie zmęczenie dopieszczając już czwarty, pusty kufel piwa z nieukrywaną radością przyozdobił uśmiechem swoją twarz i z dość dużą dozą zainteresowania i otwartości zagaił swego nowego towarzysza, który wydawał się stokroć bardziej rzeczowy i ludzki od natchnionego wieszcza.
Rozmowa rozkołysała się w najlepsze, gdy Lathandis ni stąd ni zowąd wyskoczył z ławy i krzyknął w stronę mężczyzny przy ladzie. Krasnolud leniwie się obrócił i ujrzał obcego człowiek, którego widokiem elf widocznie się rozradował.
Rozmowa zakończyła się, a Lathandis niepewnym krokiem skierował się ku starszym człowieku.
Krasnolud od czasu do czasu zerkał na swego nowego druha, czasami jakiś gość karczmy czy szynkarz noszący tacę czy pełną garść wypełnionych po brzegi, złocistą cieczą ukoronowaną białą pianą kipiącą z naczyń.
Po chwili ożywionej rozmowy, człowiek wskazał ręką na drzwi i widocznie zachęcił elfa do pójścia wraz z nim. Galed już miał zamiar wstać, acz zaniepokojona mina elfa mówiła zupełnie coś innego. Pozostał zatem tam gdzie siedział, by po chwili otrzymać wymówioną szeptem komendę od swego kompana. ~To nie wygląda dobrze, psia juha. Trza wyostrzyć otępiałe zmysły!~ pomyślał i odprowadzając wzrokiem elfa do drzwi już obmyślał krótkofalowy plan działania.
Gdy oboje jegomościowie wyszli, pospiesznym krokiem wstał i zabierając swe rzeczy ruszył za nimi. Zarzucił poły płaszcza chowając pochwę, która kryła ostry sejmitar. W jego głowie już roiło się od znanych zaklęć na wypadek, gdyby coś nie poszło po myśli elfa. Krasnolud, był gotów go bronić za wszelką cenę. Od tego zależało powodzenie ich zadania, które nabierało coraz większego rozmachu i powagi.
Ostatnio edytowane przez Verax : 05-15-2008 o 09:04.
|