Reputacja: 1  | Cread niecierpliwie patrzył w stronę człowieka podającego się za Amnicka. Przez dłuższą chwilę nie stało się w ogóle nic. Mag nie był tym zaniepokojony- wiedział, ze niewidoczne nici Splotu właśnie zmieniają swoje położenie, by wyzwolić swój potencjał. W końcu przed oczami cierpliwego badacza zaczęła pojawiać się migotliwa aura, skrząca się wielobarwnym pióropuszem. Choć otaczała tylko głowę i miała promień kilkunastu centymetrów, była niezbitym dowodem mieszania się świątyni do sprawy myśliwego. Dowodem, którego mag tak bardzo pragnął, który dowodził prawdziwości jego podejrzeń. Tak. Teraz pozostawało już tylko ustalić szkołę magii, z której wywodziło się zaklęcie.
Skoro miał potwierdzenie swoich wcześniejszych teorii, powinien je dopracować. Cread był peny, że kult Talosa coś knuje. Obecność w tym wszystkim Amnicka przeczyła jednak logice. Co zwykły człowiek mógł mieć wspólnego z planami sekty? Jeśliby przypadkiem coś odkrył, można go było uciszyć i udać, że nic się nie stało. Zmasakrowane zwłoki odkryto by za klika tygodni, w najlepszym razie nigdy.
Ale wtedy podszywanie się pod myśliwego nie miałoby sensu.
Tak, myśliwy musiał odkrywać w całej intrydze jakąś inną rolę. Sam arcykapłan odwiedził go w jego domu i zostawił tam gwiazdkę. Czemu nie wynajął skrytobójcy? Czemu nie sprowadził mężczyzny do świątyni? Czemu nie oddelegował przełożonych?
W tym wszystkim coś nie trzymało się kupy. Umysł maga podpowiadał mu tylko jedno rozwiązanie- Amnick musiał być współpracownikiem Szan Thara. Tak podpowiadała logika.
Gdyby tropiciel po prostu wiedział zbyt wiele, można go było zabić bez całej tej maskarady. W takim wypadku kapłan nie znałby nazwiska myśliwego. Naprawdę nie wiedziałby nic (bo po co brudzić sobie ręce, gdy obok są akolici).
Ale gdyby Amnick był zamieszany w całą tą sytuację, wszystko pasowałoby do siebie. Znajomość jego imienia, wyglądu. Cały ten zachód, cały wysiłek włożony w to, by zabić każdego, kto się nim zainteresuje.
W umyśle Creada powstał spójny obraz.
Amnick mieszka w mieście przez wiele lat, być może całe swoje życie. Ma tu dom, żonę, sklep. Ale ile można zarobić, sprzedając akcesoria myśliwskie? Czy taki rodzaj życia naprawdę mógł mu dać spełnienie? Czy nie mógł mieć dość ludzi, żony, rówieśników, z którymi kiedyś się bawił, a teraz odnieśli sukces, w czasie gdy on- powiedzmy to szczerze- nie zrobił nic przez całe swoje życie? Co by czuł w takiej sytuacji? Jakie emocje skrywałby pod maską? Gniew, żal? Chorą ambicję? A może chęć zrobienia czegoś, co będzie po prostu szalone? Ten jeden, ostatni raz.
I nagle z nieba spada mu okazja do spełnienia swych marzeń, zdjęcia maski, którą tak długo nosił. Kapłani podszywający się pod wyznawców innego boga- jakie to podniecające. Potrzebują kogoś, kto zna okolicę, ludzi. Kogoś, kto wygląda na niewinnego. Osoby mało znanej, dobrze się kryjącej. I znajdują kogoś takiego- Amnicka. A ten im pomaga. Pieniądze, kobiety, moc. Wszystkie rzeczy, które pożądał przez całe swe życie ma na wyciągnięcie ręki. A to tylko za błahą pomoc bandzie przebierańców. Życie jest piękne.
Ale niestety, są też gorsze strony. Mężczyzna poznaje eksperymenty, które są dokonywane w podziemiach świątyni. Dowiaduje się, kim są i komu służą jego „przyjaciele”. Wie zbyt wiele, jest niewygodny. Pragnie wszystko powiedzieć władzom lub żąda pieniędzy za milczenie. Wielu pieniędzy. Światynia tyle nie ma. Wtedy sam arcykapłan składa mu wizytę. Oszust ma już zdradziecki plan pozbycia się dawnego współpracownika.
Z całego tego podniecenia i wysiłku, jaki Cread zwykł wkładać w myślenie i analizowanie stracił kontrolę nad czarem. Wymagał koncentracji, a wejście w jakże ulotny świat myśli nie sprzyjał temu stanowi. Ale to w niczym nie przeszkadzało Gryfowi. Wiedział już wszystko.
Kiedy elf i krasnolud opuścili pomieszczenie, Gawryn postanowił ich śledzić. Brak logicznego myślenia i planowania na przyszłość mógł wpędzić ich w poważne kłopoty. Tym bardziej, że nie byli w pełni świadomi niebezpieczeństwa. By pozostać incognito, mag założyć kaptur i zygzakiem udał się śladami towarzyszy.
Najpewniej „Amnick” zaatakuje elfa, będąc pewnym, iż ten uznaje go za prawdziwego myśliwego. Lathandis był bardziej bystry od Galeda, jednak to tylko tropiciel. Znając życie, w razie czego rzucą się do otwartej walki, broniąc się. Oczywiście, taki rozwój wydarzeń jest najlepszy dla ich zdrowia. Ale jeśli za mężczyznę podał się kapłan ze świątyni, byłby to wielki błąd. Najpewniej na dworze czekali na niego sprzymierzeńcy. Jeśli choć jeden zdoła uciec, to ostrzeże świątynię. To zaś uniemożliwia udanie się do niej w celu „oddania czci” Mystrze. Prawdę mówiąc, już powinni być w przybytku. Dlatego muszą złapać wszystkich. Problem w tym, że mogą czaić się na dachach z kuszami. Wtedy ich dosięgnięcie byłoby niemożliwe. Sprawę komplikował dodatkowo fakt uczestnictwa Galeda w walce. O ile z zadania się z Lathandisem Gryf mógłby się jakoś wyplątać, o tyle atak krasnoluda na kapłanów popsułby wszystkie plany. A nie mieli wiele czasu. Oddanie się bez walki też nie byłoby mądre. Po pierwsze, nie wiadomo, co wrogowie zrobiliby z jeńcami. Po drugie, krasnolud i elf w niewoli, razem szukający śladów Amnicka sprowadziliby podejrzenia również na Gawryna. To też uniemożliwiło by dostanie się do budynku.
Dlatego musieli złapać wszystkich. Niestety, brak wiadomości od skrytobójców również mógłby zaalarmować kapłanów.
W tej sytuacji trudno będzie znaleźć złoty środek.
__________________ GG 9394515 Szlaban w tym tygodniu |