| - Komu w drogę temu jazda! - Wallace aż podskoczył od krzyku medyka. Przetarł oczy i spojrzał na niego. - Po jaką cholerę się tak dżesz. Chcesz nam ściągnąć na kart to cholerstwo? - Wskazał na ciało jaszczura.
Inżynier pozbierał cały swój ekwipunek i wrzucił do plecaka. Kątem oka dostrzegł płonący łuk w ognisku. - Co za bałwan wrzucił łuk do ogniska?! - Przypomniał sobie, że medyk operował łukiem, podczas walki. - Dureń, dureń, dureń... - Powiedział mu prosto w twarz i wyjął z plecaka małą kuszę. Ba, małą. Wręcz kieszonkową. - Skoro nie masz teraz żadnej broni, trzymaj to. Tylko jej nie spal! - Wręczył medykowi kuszę.
Mężczyzna nawet nie zauwarzył, że myśli już normalnie. Może nie odpoczywał za długo, ale jedzenie zrobiło swoje. Czuł że da radę przetransportować się w inne miejsce. - To co idziemy? Zanim znowu stracę siły. Tylko wybierzmy takie miejsce gdzie w końcu będzie można się normalnie wyspać. - W jego głosie czuć było nutkę optymizmu. Noc była długa. |