| W kącie gospody, przy jednej z nielicznych świec, siedział pewien mężczyzna. Spod kaptura zakrywającego twarz widać było czarne włosy. Gdyby ktoś miał sokoli wzrok, to może zauważyłby zielonkawe oczy, bacznie obserwujące gości. Nieznajomy co chwilę podnosił fajkę do ust, by po chwili znów ją opuścić. Jeśli ktoś przechodziłby blisko niego, to usłyszałby nuconą cicho elficką pieśń. Miał urzekający głos, widać jednak nie chciał nikomu tutaj się nim chwalić. Płaszcz jegomościa (po stanie można było od razu wywnioskować, że był niedawno kupiony) niemal całkowicie zakrywał górną część ciała człowieka (widać było tylko mały skrawek koszuli), dół zakrywały zużyte spodnie i buty.
Spokojnym wzrokiem obejrzał wprowadzonego Erada. Nie znał go. Uniósł nieznacznie brwi, gdy strażnik bramy wychylił szklanicę mocnego trunku. Kiedy gospodarz wychodził z miotłą, Valin (bo tak go nazywali) wygasił fajkę, schował ją i wstał. Poprawił miecz na pasie, po czym wyszedł z gospody. Owiało go mroźne powietrze, wziął głęboki wdech, przez chwilę chciał nawet, nie zważając na nic, ruszyć na szlak. Stare przyzwyczajenia, pomyślał. Wtedy właśnie usłyszał gospodarza:
- Stój! Kto idzie?!
Sprawdził, czy w razie potrzeby miecz szybko wysunie się z pochwy.
__________________ Fanuilos heryn aglar
Rîn athar annún-aearath,
Calad ammen i reniar
Mi ‘aladhremmin ennorath! |