| To była jedna z niewielu sytuacji, gdy Seratia nie do końca wiedziała jak się zachować. Starała się jednak nie dać tego po sobie poznać. - Witaj. To tyś jest Wielebny, czyż nie? Mnie zwą Seratia. Ładną świątynię tu macie... - ostatnie zdanie dodała instynktownie, chociaż po krótkiej, niezamierzonej pauzie. Co prawda w jej kraju cześć Wszechmocnemu oddawano w świętych miejscach pod gołym niebem. Budowę świątyń z kamienia uważano nie tylko za marnotrawstwo sił i materiałów, ale przede wszystkim za niepotrzebne odgradzanie się od Boga i duchów ścianami, które zasłaniały ich znaki. Tutejsi ludzie widać mieli inny pogląd na te sprawy, ale podejrzewała że podobnie jak wszyscy inni, są bardziej skłonni do rozmów gdy ich pochwalić. I to by w zasadzie był koniec jej wiedzy w zakresie sztuki negocjacji tudzież retoryki. Nie należy się przy tym spodziewać jakoby słowa te w ogóle znała... Przeszła więc do sedna.
- Wczoraj rannego do was przynieśli. Nawiedzić go przyszłam.
__________________ So why don't you dance to music I hear inside my head?
Ostatnio edytowane przez Tor Zirael : 06-03-2008 o 13:17.
|