| Oh, gdzie ja trafiłem ? - sam zadał sobie pytanie Ray'gi siedząc nieopodal dyskutującej kompanii, obojętny sprzeczkom na temat postrzegania istoty Bieli i Fioletu, a prościej można by powiedzieć po prostu - dobra i zła. Siedzący przy ognisku dorabiali niepotrzebne ideologie do strony, za którą opowiadali się w konflikcie. Po co...? - zapytał się sam siebie drow odgarniając niesforną, białą grzywkę opadającą mu nieco figlarnie na twarz.
Korzystniej po prostu było przyjrzeć się nowym, niż z nimi dyskutować, może po prostu dlatego, że nic ciekawego do powiedzenia nie mieli. A nie było ich wielu - raptem trzech. Bądź co bądź lekkomyślna Kejsi od razu się przed nimi otworzyła. Nie było to dziwne, gdyż chimera była przedstawicielką brudnej i głupiej rasy powierzchni. Obiekt szczególnego zainteresowania mrocznego elfa próbował dziecinnie nawiązać rozmowę z nieznajomymi. Na początek próbowała zagadnąć niewidomego, a wyraz jej twarzy, w chwili, w której dowiedziała się o ślepocie rozmawiającego z nią, wywołał sadystyczny uśmiech drow'a. Smutno...? - pomyślał i po raz kolejny uśmiechnął się do siebie - Niepotrzebnie. Powinnaś się cieszyć głupia małolato, że sama widzisz, bo w przeciwnym razie wątpliwe byłyby twe szansy na przeżycie. Uczucia... Takie nie potrzebne... Słabe... Ale czy na pewno ? Przecież to one doprowadziły do upadku tak wielu... - podrapał się po podbródku i zmrużył swe ciemne, zimne oczy, zapatrzony w ognisko, przy którym siedziała reszta.
Zlustrował wzrokiem pierwszego z przybyszów. Wspomnianego ślepca. Levin...! Imię to nie było zbyt oryginalne, najprawdopodobniej pochodził z niższych warstw społecznych naziemnych cywilizacji, ale co mógł wiedzieć on - mroczny elf, jedynie geniusz nikczemnego procederu i persona non gratae w tym tak bardzo fioletowo-białym towarzystwie. Człowiek wyglądał na druida, może jakiegoś opiekuna lasu...? Posiadał kruka. No co...? Rzadko taki prosty chłop uciekał z domu by żyć na łonie natury ? - zapytał sam siebie z niemałym rozbawieniem mroczny elf. Jednak nie łudził się zbytnio, że jest on jakimś prostaczkiem skoro wybrała go sama Mistress. Sama Mistress ! - dodał w myślach z udawaną powagą.
Tymczasem przekierował wzrok na następnego delikwenta. Pierwszy rzut oka sugerował, że ten był likantropem. Za dużo miał do czynienia z tymi bestyjkami. Kiedyś nawet miał przez krótki czas jednego za wspólnika... Raz przyjaciel, drugi raz zdradziecki tchórz. Zmyślni przeciwnicy, lecz Ci, którzy sądzą, że zrozumieli tok myślenia drowów są skazani na klęskę. Efekt spaczenia organizmu ? Magią, genetycznie...? - zapytał sam siebie drow i wykrzywił twarz w niesmaku - Jakkolwiek by nie patrzeć, takie wybryki natury to zawsze niezrównoważone dzikusy, bardziej zwierzęta niż ludzie - błysnął znów uśmiechem.
Dojrzał trzeciego. Trzeciego. Jego przesiąknięty psionikom organizm dał mu sygnał do mobilizacji zanim jeszcze ujrzał go na oczy. Elf powierzchni. Do tego radykalny wyznawca bieli. Ray'gi zesztywniał. Nawet nie drgnął. Za to jego wargi wykrzywiły się w perfidnym uśmiechu oznaczającym, jak to u mrocznego - najczęściej coś nie dobrego.
Wstał i otrzepał delikatnie tunikę, właśnie wtedy, gdy krasnolud, zapamiętany przez niego jeszcze jako Waldorff wygłaszał swe racje na temat podziału Chaosu i Ładu, inaczej, Bieli i Fioletu. Zanim zdążył się udać w stronę rozprawiających był świadkiem głupiego obnażenia broni przez elfa i wybuchu Tevonrela. Elf został zgaszony. Podchodząc do innych wyraził uznanie dla rakszasy lekkim ukłonem i usiadł nieopodal ognia uprzedzając słowa kogokolwiek i rozluźniając atmosferę po napadzie furii rakszasy, udając, że sprawy nie było. - Jak słyszałem z okolic tamtego zacisznego, w porównaniu do tutaj, krzaka, rozgorzała dyskusja na temat Fioletu i Bieli - zaczął mówiąc płynną i uwodzącą mową otaczających go, nie patrzył na nikogo, lecz po prostu w ogień - Zadam na głos pytanie, które nurtowało mnie od początku: po co ? Powiem wam, że większość istot nie zaślepionych przez wiarę - tu nie mógł powstrzymać się od sympatycznego, lecz niepokojącego uśmiechu w stronę Kejsi - oraz nie skuszonych, ani nie owładniętych chaosem jest ścisłymi oportunistami. Na przykład ja. Podajecie Fiolet jako ucieleśnienie zła. Bo nim jest. Fizyczną manifestacją zła przeżerającego... nas wszystkich. - tu oderwał wzrok od ognia i rozejrzał się po innych, zatrzymując wzrok na krasnoludzie - A co jeżeli czyny, które uważasz za szlachetne prowadzą tylko do powstawania kolejnych rzeszy demonów, których tak nienawidzisz...?
Ostatnio edytowane przez Mijikai : 05-15-2008 o 19:06.
|