| John spojrzał na ognisko, potem na zgromadzony zapas drewna. Powinno starczyć nawet na dwa dni - pomyślał. - Nie warto stawiać tej chaty. Co innego, gdyby lało, ale tak...
Rozstawianie trzeciego namiotu zabrało kilka chwil. Gdy płócienny, z zasadzie tylko trochę uszkodzony, domek dołączył do dwóch pozostałych John zasłonił dłonią usta, by ukryć ziewnięcie.
- To był męczący dzień - powiedział. - I pełen wrażeń. Ja idę spać. Obudź mnie Veraxie, potem ja zbudzę Bajdolettę. Dla ciebie, Marcusie, zostanie ostatnia warta.
Nie czekając na odpowiedź poszedł do namiotu.
Zasnął prawie natychmiast. |