Nicole podniosła prawą rękę do dzwona przy drzwiach. Było to na tyle nisko, że nie musiała robić tego lewą ręką, w której zresztą trzymała wszystkie zakupy.
Dzyyyyń
...
Dzyyyyń
Dwa długie dzwonki do drzwi. Jak zawsze. Na pewno po tym można było rozpoznać Nicki. Po sposobie dzwonienia do drzwi. To była taka jej rodzinna wizytówka. Po chwili w drzwiach pojawiła się babcia
Marie.
-
Nicole kochanie.- rzekła zmartwionym babcia
Marie na widok swej wnuczki.-
Ubieraj się cieplej...To już jesień.
-
Dobrze babciu. - powiedziała
Nicole, siląc się na wesoły głos. Weszła do środka dźwigając zakupy w lewej ręce. Taki odruch z dzieciństwa.
Nicki pomogła babci rozkładać talerze. Starsza kobieta nie musi przecież robić wszystkiego sama. Zabrała się do jedzenia pysznych pierogów. Nie szczędziła też babci pochwał na temat posiłku.
-
Nicole, do pani MacGarrison ma przyjechać z Bostonu, jej syn. Pracuje w agencji nieruchomości, jest przystojny, grzeczny... Dobrze mu się powodzi. Może pokazałabyś mu Nowy York jak przyjedzie? Nicole uśmiechnęła się. ~
Znowu się zaczyna...~
-
Wiesz babciu, nie musisz mnie swatać. Dam sobie radę. - powiedziała rozbawionym, serdecznym głosem. Znów się uśmiechnęła.
-
Jak ci się powodzi Nicole? Wydajesz się nieco smutna. Stało się coś...nieprzyjemnego?
Dziewczyna na moment zmieszała się. Przed jej oczami znów stanęły ciała studentów.
-
Wszystko w porządku, babciu. Jestem tylko trochę zmęczona. Pierwszy dzień w nowej pracy zawsze jest męczący. - odpowiedziała prawie naturalnym głosem.
Po jedzeniu porozmawiała jeszcze chwile z babcią na różne tematy, ale starając się unikać rozmowy o pracy. O dziewiątej jednak podziękowała za posiłek i pojechała do domu.
***
Wpadła do mieszkania i nie rozbierając się odpaliła komputer. Dopiero wtedy zdjęła buty i kurtkę, dała kręcącej się przy jej nogach Kitce saszetkę i podeszła do komputera. Rzuciła okiem na gadu i włączyła internet. Rozpoczęła przeszukiwanie. Nie tylko w ogólnodostępnej sieci. Również ostrożnie w prywatnych komputerach. Wypisywała wszystkie hasła, jakie przychodziły jej do głowy. Nazwiska studentów, informacje o panu Napierze, informacje o książce... Przeszukiwała nawet listę bogatszych ludzi w mieście, szukając "znajomej" twarzy o różnokolorowych oczach. Jednym słowem wszystko, co mogło mieć związek ze sprawą.
Dopiero po dwunastej położyła się spać.