| [ukryj=Aveane]Rozglądałeś się w okół chcąc znaleźć większe skupisko krzaków, lub innej gęstwiny. Okazało się to banalnym zadaniem, bowiem po obu stronach drogi (zarówno tej na wprost jak i na lewo). Krzaki były bardzo gęste i bardzo długie, sądziłeś więc że nie będzie większych problemów przemieszczać się niezauważyonym. Trzba tylko pozwolić sowie na jakiś czas odejść.[/ukryj]
Tak więc poszliście w lewo całą piątką. Droga wiodła między ścianą muru, przed którym rosły jeszcze krzaki i gęstwiny, a rzeką. Na przodzie szedł w milczeniu Quain, za nim próbujący wymyślić temat do rozmowy Olsen, potem czujny Ringold, zamyślony Izer i Caelrashar zamykał pochód.
Podeszliście bliżej i spostrzegliście, że domy były zrobione z drewna, a dachy z wielkich liści palmowych. Jednak nie były to stare, spróchniałe i rozlatujące się chałupy, lecz nowe i solidnie zrobione chaty mieszkalne.
Cały czas słyszeliście jakieś podejrzane szepty dające niejasną obietnicę tortur i śmierci. [ukryj=Jendker]Nawet trochę ci się to nie podobało. Owszem lubiłeś tortury i śmierć, ale tylko kiedy sam je zadawałeś, a nie kiedy byłeś ofiarą. Z drugiej jednak strony te "szepty" zaskarbiły już sobie pewien procent twojego szacunku - w końcu lubiły to co i ty lubiłeś.[/ukryj]
Do końca drogi, przy którym były chaty, było jeszcze daleko - ponad trzysta jardów - kiedy nagle ze ściany muru coś wystrzeliło i trafiło w Quaina. Owym "czymś" okazało się całe mnóstwo strzałek długości palca wskazującego.
Wojownik był nimi cały naszpikowany - nie upadł w bok od uderzenia, lecz po prostu upadł tak jak upada człowiek który nagle zemdlał. Olsen, który był najbliżej, podszedł i sprawdził mu puls.
- Nie żyje! - powiedział z lekkim przerażeniem. - Niesamowicie żywe miejsce, jak na starożytne ruiny...
Caelrashar podszedł by sprawdzić strzałki. Wziął kilka z nich, obejrzał dokładnie, lecz nic nie powiedział. [ukryj=Aveane]Strzałka była dość prosto zrobiona - drewniana, z wyrzeźbionym nieznanym znakiem na grocie. Niepokoiła cię tylko zielona ciecz na grocie. Powąchałeś - trucizna, prawdopodobnie tarantuli. Wziąłeś następną i też powąchałeś. Tu też była trucizna, jednak żmii. Niesamowite.[/ukryj]
Nie wiedzieliście co zrobić z martwym ciałem wojownika, jednak Olsen szybko zauważył przyczynę uaktywnienia się pułapki - oto na drodze, w miejscu na które Quain musiał stanąć, był wyrzeźbiony kamień. Widać było gołym okiem że można go docinąć do ziemi.
Po niecałej minucie Izer zauważył coś po lewej stronie, a mianowicie dół. Zaproponował by wrzucić tam martwe ciało wojownika i je ewentualnie zakopać.
Zadania tego powzieli się Ringold i Olsen. Wojownik chwycił człowieka za nogi, a łotrzyk za ręce. Ten drugi szedł tyłem. Szli wolno niosąc Quaina, a kiedy mieli już go wrzucić do dołu, Olsen coś w nim zauważył. Najwyraźniej przeraziło go to, ponieważ stracił równowagę, potknął się i wpadł do dołu trzymając się kurczowo Quaina. Ringold miał na tyle refleksu by puścić ciało człowieka.
Kiedy podeszliście by zobaczyć czemu łotrzyk się tak wystraszył zobaczyliście na dnie dziury ostre jak brzytwa kolce wystające z dna i ścianek. Wilczy dół.
Chwilę później wszyscy trzej zakopywaliście go, by choć trochę uhonorować śmierć towarzyszy. Nie zajęło to więcej niż dziesięć minut, doł nie był zbyt głęboki.
Po chwili milczenia nad prowizorycznym grobem wojownika i łotrzyka ruszyliście w dalszą drogę, tym razem zdwajając ostrożność.
Do drewnianych chałup doszliście już bez problemów. Teraz mogliście się im dokładniej przyjrzeć.
Były skupione w okół niewielkiej, okrągłej polany. Na jej środku było sporych rozmiarów miejsce na ognisko, lecz nie było na nim drewna. Chat było łącznie dziewięć, z czego jedna większa - nad drzwiami (czy raczej wrotami) wisiało kilka czaszek. Pewne było tylko że nie należały do ludzi.
Złowieszcze szepty wciąż wam towarzyszyły. Co więcej, mieliście wrażenie że są coraz głośniejsze.
__________________ Co, spodziewaliście się zobaczyć w moim podpisie jakiś fajny teksik? To idźcie poczytać książki Sapkowskiego! |