| Newsman | Chris systematycznie sprawdził czy nie brakuje mu żadnych rzeczy. Wszystko wydawało się w porządku ... nawet na całe szczęście niczego nie zgubił. Usiadł z powrotem na łóżku wsłuchując się w muzykę z radia "I'm on the Highway to Hell" śpiewał wokalista zespołu AC/DC. Policjant patrząc na budzik zrobił zbolałą minę i powiedział lekko trzęsącym się głosem -Nie ty jeden bracie, nie ty jeden- trzeba było wstać i pójść do pracy ... a powinien położyć się i przespać jeszcze parę godzin. Głowa bolała go tak, jakby ktoś walnął go kijem do golfa.
Ruszył w stronę łazienki, nie chciał się spóźnić, bo jeżeli szef postanowi trochę na niego pokrzyczeć, to umrze na miejscu. Przypominając sobie wczorajszą dziwną rozmowę ... halucynacje? Spowodowane alkoholem? Jednak to nie mogła być prawdziwa postać, przecież to jest proces chemiczny! A czarne, szaty, kosa to antropomorfizacja, nie istnieje ... chociaż z drugiej strony, nie istnieją też wampiry, duchy i demony ... przynajmniej tak myślał do niedawna? Może to było coś związanego z wiarą? Stare powiedzenie, mówi że wiara, może przenosić góry, nie powinna mieć w takim razie problemów, w stworzeniu takiej postaci. Te przemyślenia były znów niepokojące, znaczy że co pił ze śmiercią? O nie, on na pewno tego nikomu nie powie, a wątpił żeby śmierć należał do tych gadatliwych ... sam zaśmiał się ze swojego żartu, co spowodowało tylko nieznośne pulsowanie w głowie.
Detektyw rozebrał się, porzucając ubrania na podłodze, nie miał ani siły, ani ochoty ich teraz nie podnosić, a ponieważ mieszkał sam, nikomu to nie będzie przeszkadzać i nikt z tego powodu nie będzie mu suszył głowy. Gości też się nie spodziewał, więc nie było żadnego problemu.
Wszedł pod prysznic i odkręcił zimną wodę. To troszkę go ocuciło, teraz nie wyglądał jak zombi, które wyszło prosto z grobu, tylko jak wampir z bezsennością.
Kiedy był już umyty wyszedł z łazienki w poszukiwaniu czystych rzeczy. Może jak się ładnie ubierze, to nikt nie zauważy jego stanu ... o ile wszyscy nagle oślepną? Tym razem powstrzymał śmiech, nie chcąc zwiększyć tego pulsowania. Królestwo, za kolejną godzinę snu! Ponieważ jednak nie miał ani królestwa, ani godziny snu, musiał się sprężyć, żeby nie spóźnić się do pracy.
W końcu zdecydował się na czarne jeansy, t-shirt i skórę z wczoraj. Po szafkach odszukał swoje okulary przeciwsłoneczne i kiedy tylko schował po kieszeniach wszystkie potrzebne mu do pracy rzeczy włożył je na nos i wyszedł z domu.
Kiedy tylko zamknął drzwi ruszył chodnikiem na przystanek autobusu, którym chciał podjechać na metro. Wyjął komórkę i napisał również kolejny SMS do wujka: "Dzięki za wczorajsze, po pracy wpadnę po samochód. Może jeżeli nie będę miał dużo roboty to odwiedzę cię w biurze, o ile dzisiaj pracujesz. Jeszcze raz wielkie dzięki wujku".
Słyszał jego głos i dlatego był pewien, że to wujek Damian zajął się nim. Jednostka przestępstw poważnych znajdowała się na Manhattanie, a więc niedaleko 13 wydziału, mógł się tam przejść.
Na przystanku nie musiał wcale długo czekać, potem przesiadka na metro, przystanek i ostatni krótki spacerek na posterunek. Najgorsze było to, że okropne samopoczucie wcale go nie opuszczało. A do tego jeszcze miał ochotę coś zjeść. Na szczęście przechodząc przy parku zauważył jakąś piekarnię. Wszedł do środka i kupił 3 pączki, oraz małą butelkę coli, może nie zdobyłoby to nagrody najzdrowszego śniadania świata, ale przynajmniej pozwoliło na oszukanie jego żołądka.
Wchodząc na posterunek spojrzał na zegarek, na szczęście się nie spóźnił. Może uda mu się jakoś przebiedować dzisiejszy dzień poszukując Napiera i gościa w białym garniturze. Spokojnie ruszył do swojego biurka starając się nie rzucać w oczy ...
__________________ We giving all gained all.
Neither lament us nor praise.
Only in all things recall,
It is fear, not death that slays. -> Rudyard Kipling |