Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 16-05-2008, 20:30   #4
Redone
Lady Redone
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 1868 Redone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłość
Róża wstała z łóżka o 8 rano. Nie ustawiała budzika, i tak nie miała zamiaru pojawić się dziś w szkole, więc nie było sensu wstawać o konkretnej godzinie. Wyjrzała przez okno i zauważyła wirujące płatki śniegu, tańczące ze sobą w odwiecznym rytuale nastawania zimy. A jest to pora roku, której ludzie raczej nie lubią.


Dziewczyna zwlekła się leniwi z łóżka, nałożyła grube skarpety i udała się do łazienki aby zająć się poranną toaletą. Zobaczyła w lustrze swoją twarz, wytknęła język i ochlapała szkło wodą. „Wciąż rano ten sam widok, szkoda że nie stać mnie na operacje plastyczną.” Nie dlatego, że Róża uważała się za brzydką, ale dlatego, że inna twarz może pomogłaby zapomnieć jej o swoim życiu. Życiu, które jak dotąd jest do bani.


Dalsze zwiedzanie obejmowało lodówkę. O, nawet jest jakieś mleko. Dziewczyna podgrzała je i wlała do tanich, czekoladowych płatków z supermarketu. Z zimnym mlekiem nie dało się ich zjeść, były za twarde, ale kiedy dolać ciepłe mleko, robiła się z nich taka dobra, słodka paćka. W sam raz na taki zimny poranek. Po chwili miska była pusta. Róża włączyłaby sobie do śniadania muzykę, ale nie miała radio, a w telewizji mieli aż 5 programów, takie luksusy jak MTV czy VH1 to już przeszłość. Tak, dziewczyna tęskniła za swoim dawnym domem, gdzie mieli kiedyś porządną kablówkę i radioodtwarzacz z CD.


Z taboretu poderwał Różę dźwięk domofonu. Melodia „Dla Elizy” rozległa się po domu zachęcając do podniesienia słuchawki urządzenia.

- Tak?
- Dzień dobry, reklamy – odezwał się młody głos jakiegoś mężczyzny.


„O której oni zaczynają latać z tymi ulotkami? Ma koleś szczęście, ze mnie nie obudził.” Róża bez słowa wpuściła chłopaka i powróciła do swoich zajęć. Potem zobaczy jakie tym razem mają ciekawe promocje w Realu czy innym Tesco.


Otworzyła swoją szafę i na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. W co by się tu ubrać? Na razie jakieś dresy. Chwyciła rozciągnięty, niebieski dres i narzuciła go na siebie. Ale co ubrać potem? Wizyta w banku będzie krótka, ale nie chciała za bardzo odstawać od tamtejszej klienteli, nie lubiła się wyróżniać za bardzo. Wygrzebała spodnie z ciemnego sztruksu i kremowy sweter. Tak, to się nada. Ciemna kurtka. Szalik co prawda kolorowy ale teraz dużo ludzi się tak nosi.


Z Erykiem umówiła się przed 12, więc jeszcze miała sporo czasu. Zerknęła na swoje biurko, po brzegi wyładowane różnymi książkami z kilku okolicznych bibliotek. Wczoraj zaczęła czytać książkę „Cywilizacje Ziemi Świętej” niejakiego Johnson'a Paul'a. Nie słyszała dotychczas o tym autorze, ale trzeba mu było przyznać, że piszę do rzeczy i całkiem ciekawie. Otworzyła książkę w miejscu, gdzie wczoraj przerwała czytanie, wzięła koc i usadowiła się w miękkim fotelu owijając się szczelnie. Tylko ręce wystawały by móc przekładać strony.


***


Róża dosłownie połknęła książkę i około 11 przeczytała ostatnią stronę. Kolejna książka do oddania, weźmie parę ze sobą i odda jak będzie wracała z banku. Czas najwyższy by się zbierać. Ubrała wybrane wcześniej ubrania, upewniła się, że na głowie nie widać żadnych niesfornych kosmyków, przejechała usta pomadką ochronną i ruszyła na miasto. Własciwie na przystanek, który na szczęście znajdował się niedaleko domu. W taką pogodę nie najmilej chodzi się po mieście.


Na przystanku Róża cierpliwie czekała na swój autobus, słuchając zrzędzenia starszej kobiety, że przez ten śnieg pewnie wszystko autobusy się pospóźniają. Potem musiała jeszcze słuchać o tym, ze jej syn pracuje jako kierowca dla jakiejś firmy, i że on nigdy się nie spóźnia bo od dziecka był punktualny. Róża zawsze się zastanawiała czemu ludzie są tak chętni do zwierzeń na przystankach?


W taką pogodę nie dość że autobusy jeździły wolno, to jeszcze byly wyładowane po brzegi. Róża stała ściśnięta jak sardynka pomiędzy jakimś spoconym grubasem a młodym chłopakiem ze słuchawkami w uszach, który niestety ekspresywnie kiwał głową w rytm słyszanej, niestety nie tylko przez siebie, muzyki. Niestety, bo brzmiało to jak disco polo. Dobrze, że nie zaczął śpiewać. Na szczęście już wkrótce dziewczyna zajechała na odpowiedni przystanek, na którym zobaczyła czekającego już Eryka.


- Cześć – powitała chłopaka.
- Miło Cię widzieć – odpowiedział Eryk.
- Fajnie. To co, idziemy?
- Tak.Co Cię pokusiło żeby założyć konto... ?
– para ruszyła niespiesznie.
- Po co chować pieniądze pod poduszką, jak można wrzucić do banku i i tak mieć je pod ręką. Teraz już prawie wszędzie można płacić kartą.
- Argument nie do zbicia
– chłopak uśmiechnął się i spojrzał badawczo.
- No i niedługo 18stka, to mój prezent dla samej siebie.
Eryk milczał chwilę wciąż patrząc na Różę.
- No co? – spytała zdziwiona.
- Nic, nic... chodźmy do banku i miejmy nadzieję, że nie będzie napadu... – zaśmiał się.
- Chyba się za dużo filmów naoglądaleś - odpowiedziała. - Albo Mody na sukces.
Dziewczyna roześmiała się radośnie ze swojego dość hermetycznego żartu.
- Nie oglądam filmów. A telewizji tym bardziej Różyczko... znaczy Różo.
- Rozumiem Eryczku. Ja w sumie też rzadko oglądam.
- No tak... trzeba sie uczyć... hmm... wybacz - kiepski żart. Nie masz zbyt dobrych warunków do nauki
– uśmiechnął się ciepło.
Róża wyciągnęła z torby pomadkę ochronną i przejechała nią po ustach. W chwili ciszy, dziewczyna szła patrząc pod nogi. Co tak właściwie Eryk o niej wie, a ile jest w stanie się domyślić? Od jakiegoś czasu nurtowało ją to. I ta jego przenikliwość.
- Warunki jak warunki, kwestia przyzwyczajeni, i tak jest lepiej niz było... w pewnym sensie – odpowiedziała w końcu.
- Coś się stało? Ej, naprawdę przepraszam... nie chciałem... cholera...
- Nie, spoko, wszystko ok
- uśmiechnęła się do Eryka.
- A jak jest u Ciebie? Jakie ty masz warunki?
Eryk zatrzymał się i spojrzał Róży głęboko w oczy,
- Naprawdę ok? To tez głupie pytanie... ale cóż mogę dla Ciebie zrobić? Moje warunki? Hmm... Może kiedyś sama zobaczysz... - zaśmiał się chłopak i ruszył dalej.
- No mówię że ok. A co, zapraszasz mnie na herbatę?
- T. Dobra,czemu nie?
– odpowiedział lekko zmieszany, a może zaskoczony.
- Taaa, a potem dosypiesz mi coś do herbaty i mnie bezczelnie wykorzystasz - zażartowała dziewczyna.
- To dość niesmaczny żart... - zrobił kwaśną minę. - Jestem bardzo wyczulony na tym punkcie... Ale teraz jest 1:1 przynajmniej – uśmiechnął się.
- Kurcze, za bardzo sie przejmujesz słowami wiesz? Już tutaj widać sporą przepaść między nami.
- "Już tutaj"? A gdzie jeszcze na przykład? Aja po prostu mam takie niemiłe wspomnienie na temat takich tabletek, jednego kolesia i przyjaciółki z liceum...
- Gdzie? Chociażby poziom społeczny, wiedza, i pewnie wiele innych rzeczy. A każdy ma jakieś swoje złe wspomnienia, więc rozumiem co masz na myśli.
- E tam. Daj spokój... czuję, w tobie bratnia duszę. Musimy być podobni... lubię twoje towarzystwo...tylko żebym nie polubił za bardzo....
– zaśmiał się Eryk.
- Zobaczymy czy nadal będziesz mnie lubił jak mnie bliżej poznasz.
- Zobaczymy. Mam sie bać?
- Wow, a ty się czegoś boisz?
- Morza...
- powiedział automatycznie, bezwiednie i zapatrzył się na ułamek sekundy gdzieś w dal.
- Aha. Taka fobia ma jakąś swoją nazwę?
- Nie mam pojęcia... Nie lubię patrzeć na morze... taki rodzaj agrofobii... mój ojciec zaginął na morzu...
- Hmmm, no to raczej w morzu razem nie popływamy. A jak to sie stało że zostałeś DJem?

Eryk wydał z siebie głośny, może trochę przesadny śmiech, który rozładował napięcie.
- Już robisz takie plany, że razem będziemy w morzu pływać? Hehe. dJ? od zawsze kochałem muzykę... miałem. MAM dużo płyt... i jakoś się zaczęło...
- W takim razie skoro ja dużo czytam, to zostanę pisarką? Już widzę te tytuły moich powieści: Oszukana, W imię bólu, Po trupach do celu.
- Myślę, że jesteś predysponowana... znaczy dlatego, że dużo czytasz... ale nie wiem jak piszesz... Na pewno będzie dobrze sie sprzedawało...
- No, takie tytuły przyciągają uwagę. A już w ogóle jak dadzą zdjecie autorki z tyłu okładki!
– powiedziała Róża ze śmiechem.
- Podobasz mi się ... znaczy podoba mi się twój optymizm.
- A ja nie?
– dziewczyna podejrzliwie zmrużyła oczy.
- Nie patrz tak na mnie... Bo sie jeszcze zakocham w podopiecznej... i praktyk nie zaliczę.
- Praktyki? Taki tam szczegół. Nie samymi praktykami człowiek żyje! Z resztą co ma jedno do drugiego?
- Studia są ważne, a praktyki... zresztą zrozumiesz jak już będziesz studentka to zrozumiesz...
- To zabrzmiało trochę jak: tak tak dziecko, jak będziesz starsza to ci wytłumaczę.
- Nie, to zabrzmiało tak: "Wierzę w to że dosytaniesz się na studia i zobaczysz co to sa praktyki. Wierzę w Ciebie"
- Chociaż ktoś. Założ klub, może znajda sie inni chętnie do wierzenia. O, widać już bank. Mam nadzieję że nie będzie duzo ludzi
- Ja też mam taka nadzieję... Dziwne...
- Dziwne? Ani trochę.

Chłopak i dziewczyna podeszli pod drzwi banku, Eryk przepuszczał Róże w drzwiach.
- Mówię o tym, ze z jednej strony masz wiarę, az drugiej Ci jej brakuje... chociażzamało Cię znam żeby tak mówić.
- Racja. No i patrz, po nadziei. Kolejki jednak są, chociaż mogło być gorzej.
- Niezaprzeczalnie. Ale zobacz kolejka do obsługi klienta jest krótsza... dobry znak. Nieźle nam współpraca idzie.
- Mhm, to ty idź zrób co musisz, a ja poczytam ulotki, zeby zobaczyć czy w ogóle mam jakieś pytania odnośnie tego konta.



Bank nie robił jakiegoś specjalnego wrażenia, ot bank jak każdy inny. Pracownicy też jak wszędzie, i klienci. Szarość i codzienność, na każdym kroku. Róża odprowadziła Eryka wzrokiem, podziwiając jego pewny siebie chód. Złapała się na tym, że żałowała iż chłopak ma kurtkę zasłaniającą tyłek, było by na co popatrzeć. Otrząsając się z tych myśli chwyciła pliczek ulotek i zaczęła je studiować, nie zważając za bardzo an to co dzieje się wokoło, nie gapiąc się na ludzi, jak to wielu ma w zwyczaju. Przyszła tu w konkretnym celu, i tyle.
 
__________________
Courage doesn't always roar. Sometimes courage is the quiet voice at the end of the day saying, "I will try again tomorrow.” - Mary Anne Radmacher

Ostatnio edytowane przez Redone : 17-05-2008 o 18:55.
Redone jest offline