Ruszyliście przez ciemną dżunglę. Marsz nie był zbyt przyjemny. Najgorzej miał Samuel i Reyfu obaj zmęczeni walką musieli nieść nosze z wiedźmą. Sama Apsu, która mogłaby już chodzić leżała sobie wygodnie prawie jak w lektyce. No cóż prawie robi różnice. Edic szedł obok dziewczyny, która z chęcią przyjęła płaszcz medyka i szła obok. To ona była najbardziej wypoczęta, jednak mimo jej w miarę dobrej kondycji była w najgorszym stroju jaki można sobie wyobrazić. Wallac szedł sam i to z pozoru on nie obarczony zadaniami powinien mieć najlepiej. Mimo braku zajęć był z Was najbardziej zmęczony w końcu nie był przyzwyczajony do przedzierania się przez dżunglę.
Szliście już dobry kwadrans i zastanawialiście się czy nie założyć już obozu. no dokładnie to myślał o tym Reyfu. I wtedy niebo zwaliło się Wam na głowy w postaci deszczu. W przeciągu kilku chwil z mżawki przerodził się w prawdziwą ulewę. Przyśpieszyliście. Niestety nosze przeszkadzały w biegu a nawet go uniemożliwiały. Po kilku minutach przedzierania się przez dżunglę w deszczu przemokliście do reszty. Z mieszaniną ulgi i strachu przywitaliście możliwość schronienia. A te potencjalne schronienie okazało się polaną z dziwną budowlą.
http://przekroj.pl/images/stories/41_05/66_piramidy.jpg
Budowla była wysoka na jakieś 15 metrów aż dziw, że jej wcześniej nie zauważyliście. To przez te drzewa. Zatrzymaliście się jak wryci i patrzyliście zdumieni.
-Co to jest?
Głos Anety wyrażał autentyczne zdziwienie, jednak Apsu przyjrzała się jej twarz i nabrała dziwnego przekonania, że kobieta kłamie.