Po paru minutach Drax wstał z ziemi. Ramiona podniósł do góry, ku niebu i zaczął krzyczeć:
- O wielki Moradinie. Jeśli to jest kolejna próba abym mógł spłacić plamy na mym honorze to wiedz że ją spełnię. Nie ulęknę się tak jak mój ojciec.
Szybkim krokiem podszedł do swojego muła i z jucznego siodła wyjął kolejne części złotej zbroi.
- Einarze. Czy byłbyś tak uprzejmy i pomógł byś mi założyć mój pancerz? Będę to pamiętał.
Krasnolud po założeniu ponad dwudziestopięcio kilogramowej zbroi zdjął z muła wszystkie swoje topory po kolei zawieszając je na pasach po czym największy z nich złapał mocna za trzonek.
- O towarzysze. Teraz możemy iść.
***
Krasnolud cały czas szedł bacznie rozglądając się cały czas z wielkim toporem w dłoni, przeklinając i chwaląc Boga na przemian co chwilę pod nosem.
Po paru godzinach drogi Elf naprowadził wzrok całej drużyny na słup dymu. Po pary krokach wszyscy dostrzegli że ów słup wydostaje się kominem małej drewnianej chatki. Miał wielką ochotę dowiedzieć się coś więcej o tej chatce od elfa ale z drugiej strony coś go od niego odpychało.
Z za pasa wyciągnął mały, stalowy toporek do rzucania. Wbił go głęboko w drzewo stojące obok po czym przywiązał do niego skórzany pas na którym prowadzany był mul. Chwycił mocno wielki topór w ręce i powolnym lecz bardzo stanowczym krokiem podszedł na odległość jakichś dwudziestu kroków od domu. Prawą ręką chwycił róg sygnałowy wytworzony z kła słonia Duma a następnie wydał z niego dźwięk przypominający krzyk wywierny. Następnie trzy razy uderzył toporem o dużą stalową tarcze.
- Jam jest Drax z rodu Lother, syn Veita, wnuk Erbeka, prawnuk Getra. - te słowa wykrzyknął potężnym basem jednym tchem. - Przybywam w pokoju. Ujawnij się gospodarzu tego przybytku.