Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-17-2008, 17:25   #39
obce
 
obce's Avatar
 
Reputacja: 2 obce wkrótce będzie znany
$: 35 630
Kathryn przesunęła spojrzeniem po mieczu w dłoni elfki i łuku przytroczonym do jej siodła.
- Masz zamiar rzucić w nich mieczem? - w jej głosie pojawiła się delikatna nutka kpiny.
- Może chcesz mi dać jeszcze jakieś inne cenne wskazówki odnośnie mojego sposobu walki? - odpowiedziała Saline uśmiechając się promiennie..
- Popilnuj, żeby nie uciekł – rzucił przechodzący obok kapłan.
- Owszem, za każdym razem, kiedy popełniać będziesz elementarny błąd – powiedziała obojętnie, przejmując od Turgasa uzdę. - Dwieście metrów.
Odeszła kilka metrów w tył i przywiązała konie niedaleko gęstych krzewów. Nie była to może wymarzona ochrona, ale dawała szansę, że podchodzące z boku gobliny jej nie zauważą.
- Po lewej stronie drogi macie pięciu, po prawej czterech. I Turgas, oni wszyscy idą w waszą stronę, otaczają powoli wachlarzem - Kathryn oparła się wygodnie ramieniem o drzewo i splotła ręce na piersi. – Cokolwiek zrobicie, radziłabym pośpiech: dwójka z wargami i jeden z potencjalnych łuczników zaczęli się także przemieszczać.

Nie miała zamiaru walczyć. Dziewięć podkradających się goblinów na trzech wyszkolonych wojowników i jednego zapalczywego maga – to było zbyt dobre i pouczające widowisko, by mogła je przegapić. Stojąc w cieniu drzewa, w brązowej koszuli zlewającej się z ciemną korą dębu, z chłodnym spokojem w oczach, postanowiła pozostać widzem do samego końca.

Na potrzeby spektaklu, przemykających pomiędzy krzewami i zaroślami napastników obsadziła w rolach statystów – jednorazowe nośniki fabuły, które ukażą i obramują estetycznie głównych bohaterów opowieści.

Jej spojrzenie przesuwało się po kolejnych towarzyszach.

Turgas rozpoczął najlepiej. Z cieniami, które przemieniły jego twarz z maskę śmierci, z zimnym opanowaniem godnym kapłana Morghlitha. Ledwie słyszalne, ale wyraźne słowa „Poddajcie się, to umrzecie szybko” rzucone bez namysłu chrapliwym głosem. Gobliny nie poddały się – słowa półorka niosły jednak w sobie prawdę: umarły naprawdę szybko. Przynajmniej te, których dotknęło jego ostrze.
Pierwsze wrażenie: całkowicie przeciętny gwardzista, który nie potrafi spojrzeć rozmówcy w oczy.
Drugie wrażenie: inteligentny kapłan, który może stanowić równorzędnego partnera w rozmowie.
Trzecie wrażenie: skuteczny i opanowany wojownik, który jako jedyny podjął się próby nadania walce jakiegoś racjonalnego przebiegu.

Walnar… Złociste oczy zmrużyły się lekko. Nie było w nim nic z Dena. Jeszcze nie, może nigdy nie. Młody i tak naprawdę niedoświadczony nie potrafił dyktować swoich warunków ani w rozmowie, ani podczas walki. Był za to zręczny i miał rękę do koni. Kathryn potrafiła to docenić, nawet jeśli koń, którego dosiadł w biegu był tylko jucznym koniem Alandera. „Dziś traficie do piekła w imię Morghlitha!”, jego krzyk poniósł się echem po spokojnym i cichym lesie. Ten jeden krzyk wyjaśniał wiele.
Pierwsze wrażenie: rycerz pozbawiony ikry, bardziej bezbarwny niż czarny.
Drugie wrażenie: siostrzeniec Dena, któremu potrzeba będzie wiele czasu, by stać się kimś prawdziwym, kimś nietuzinkowym.
Trzecie wrażenie: wojownik nieprzyzwyczajony do walki w lesie, przesycony rycerskimi legendami pełnymi szarż i okrzyków bojowych.

Saline cały czas zmagała się z jednym przeciwnikiem nie mogąc zyskać nad nim przewagi. Już po kilku ciosach wiadomo było, że jej wygrana nie jest przesądzona – Kathryn jednak nie poruszyła się nawet. Widownia dla widzów, scena dla aktorów. Szczególnie, że elfka bardziej niż wojownika przypominała aktorkę odgrywającą taką rolę. Miła oku ozdoba opowieści, która nie odgrywa jednak żadnej istotnej roli. Gdyby była to opowieść romantyczna wdałaby się w zakazany związek z czarnym rycerzem.
Pierwsze wrażenie: piękna elfka bardziej przypominająca bogatą kurtyzanę niż osobę zajmującą się handlem. Chyba, że mówić o wystawianiu własnych wdzięków na sprzedaż.
Drugie wrażenie: kobieta pływająca przy bezpiecznym brzegu konwenansów, bojąca się ryzyka i zejścia w głębinę.
Trzecie wrażenie: wojownik, który nie myśli jak wojownik, który bardziej wygląda jakby walczył niż walczy faktycznie.

No i Alander. Pierwszy, który rzucił czar i zaczął szykować się do walki. Pierwszy, który zranił goblina a gdy w powietrzu rozszedł się smród palonego mięsa – roześmiał się. Mag, który nie interesował się teorią magii, szlachcic, który jak szlachcic się nie wyrażał. Apatyczny towarzysz podróży, który ożył nagle w upojeniu walką i zabijaniem. Kathryn ciągle rozbmiewał w uszach jego pełen autentycznego rozbawienia śmiech, nie poruszyła się więc, gdy obok niej przebiegły dwa gobliny. Nie sięgnęła po broń, nie złożyła palców do czaru, ani warg do krzyku. Stała, chłodnym spojrzeniem obserwując Alandera. I zobaczyła jego niemal ekstatyczny uśmiech.
Pierwsze wrażenie: postać wydobyta z przeszłości, mag-niemag, szlachcic-nieszlachcic, mgliste wspomnienie sprzed dziesięciu lat.
Drugie wrażenie: apatyczny i milczący. Nudny. Postać w opowieści niepotrzebna, zbyteczna nuta, która nie wzbogaca melodii opowieści, nie zmienia jej rytmu, nie zapada w pamięć.
Trzecie wrażenie: z wykrzywioną nieprzyjemnym, przepełnionym chorą radością uśmieszkiem wbijający płonące palce w twarz przeciwnika. Martwy, z przebitym tasakiem gardłem, który sterczał mu z krwawiącej rany jak obscenicznie wystawiony język.

Walka zakończyła się w niespełna kilka minut.
Kathryn dopiero wtedy poruszyła się i wolnym krokiem podeszła do trupa. Kucnęła koło niego uważając, by nie pobrudzić sobie butów świeżą krwią. „Uśmiech za uśmiech, elfie”, pomyślała, patrząc w nieruchome oczy maga.

- Wszyscy cali? - spytał Walnar podjechawszy do reszty i zsiadając ze złapanego wierzchowca.
- Nie miałam rano racji – przeniosła wzrok z martwego elfa na Saline. – Ani doświadczenie, ani mądrość nie przychodzą z wiekiem.

Gdy z lasu wyłonił się jeździec na łaciatym koniu, Kathryn popatrzyła na niego bez zdziwienia.
- Ach, to tylko ty… - powiedziała, jakby jego obecność w tym miejscu i czasie była najbardziej naturalną rzeczą pod słońcem.
 

Ostatnio edytowane przez obce : 05-17-2008 o 23:43.
obce jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem